Biznes – z czym to się je, złota reguła (art.2)

O biznesmenach słów kilka.

Witajcie. Pierwszy artykuł będzie dotyczył elementarnych spraw związanych ze światem biznesu. Na wstępie chcę zaznaczyć, że jest to mój osobisty pogląd i nie każdy musi się z nim zgodzić. Niemniej, patrząc na ludzi których poznaję robiąc interesy, sprawdza się on w 100%. Otóż obecną formę świata można podzielić linią na dwie części: ludzi działających w biznesie (dawniej: burżuazja) i ludzi pracujących dla tych pierwszych (proletariat).Na pewno o tych ostatnich będziemy nie raz wspominać, bo to oni właśnie, pracujący, stanowią podstawę obecnego systemu gospodarczego. Bez pracowników nie ma biznesu. Skupmy się jednak na tych pierwszych, na ludziach zajmujących się robieniem biznesu. Ich także można podzielić na dwie grupy biznesmenów. Pierwsza z nich dotyczy biznesmenów pracujących tj. Przedsiębiorców.

 

Przedsiębiorca za biureczkiem.

Przedsiębiorca to osoba, która za pomocą własnych sił zajmuje się szukaniem kontaktów i pieniędzy na rozwój swojego biznesu. Są to zazwyczaj osoby, działające zarówno jako wspólnicy spółek, będący jednocześnie członkami zarządów swojej firmy. Taki przedsiębiorca zajmuje się bieżącymi sprawami spółki, zarządza firmą, rozwija ją, pozyskując nowe kontrakty, pracowników, wyposażenie, etc. To właśnie ten schemat jest prezentowany w mediach najczęściej jako „przejdź na swoje, załóż własną firmę”. Niestety, nie do końca jest to prawdą. Niektórym może wydawać się, że są przedsiębiorcami, zarabiają kokosy i mogą wszystko. Mówię tutaj o tzw. małych prywaciarzach, mających kilka „szczęk” na kilku bazarach i udających wielkich lordów, bo zarabiają 10k-20k miesięcznie. Niestety są w dość dużym błędzie. Zwykle przedsiębiorcą „pełną gębą” może się nazwać ten, kto zaczynał od kilku szczęk na bazarze, a skończył z siecią sklepów w całej Polsce. Czym Ci dwaj, „lord” i Lord, się różnią? Niby obaj mają kilka punktów sprzedażowych. Niby obaj handlują np. ciuchem. Co ich różni? Skala i podejście do biznesu. Podczas gdy „lord” bawił się całe życie (zakładamy, że obaj zaczynali od szczęk po przewrocie gospodarczym z początku lat 90.) w mistrza straganów, zarabiając więcej niż okolica, i pozwalał sobie na drogie rzeczy, budowę domu i wyjazdy zagraniczne, Lord reinwestował większość środków, jeździł starym polonezem (podczas gdy „lord” kupił sobie już lepszy samochód), wymyślił sobie markę, przeniósł do sklepu, zatrudnił kilka osób więcej i przede wszystkim – zauważył go ktoś, kto ma kapitał. Pożyczył(lub zainwestował), pozwolił się rozpędzić naszemu Lordowi na tyle, że Lord zatrudnił pomniejszych zarządców (kierowników średniego szczebla), nie musiał już stać w sklepach doglądając swoich produktów czy bawiąc się w zamawianie towarów (jak to do dzisiaj robi „lord”). Teraz nasz Lord jest tym rzeczywistym Przedsiębiorcą, który zajmuje się szukaniem kontaktów i pieniędzy na rozwój swojego biznesu. Jest teraz prawdziwym prezesem, a nie bazarowiczem, który do dzisiaj pali papierosa przy swoich „szczękach”. Na tym blogu będę opisywał, jak działają tacy przedsiębiorcy jak nasz Lord, jak wygląda biznes w kuluarach, a nie w świetle jupiterów.

Dobrze. Jest przecież jeszcze jedna część świata biznesmenów, o której trzeba powiedzieć. I trzeba nakreślić ją bardziej, niż część o przedsiębiorcy. Bo to właśnie nie przedsiębiorca, ale Inwestor, jest prawdziwym kapitalistą. Kim jest inwestor? To osoba, która żyje ze swoich pieniędzy. Ale nie w ten sposób jak wszyscy – tj. ma portfel z dolarami i wydaje je na drogie samochody, ubrania itp. Inwestor, to osoba, która wkłada swoje pieniądze do jakiegoś biznesu, zarządzanego przez Przedsiębiorcę, i oczekuje określonej stopy zwrotu. Ta stopa zwrotu ma najczęściej postać pieniądza w różnej formie (akcje, obligacje, inne papiery wartościowe, derywaty, surowce, nieruchomości), które zaczynają wytwarzać pewne strumienie gotówki (akcje-dywidendy, obligacje-kupony, nieruchomości – dochody z najmu). To właśnie z tych wytworzonych pieniędzy żyje inwestor. Jednak złotą regułą dobrego inwestora jest wydawać na konsumpcję mniej pieniędzy, niż generuje strumień dochodu. Przykładowo – inwestor ma 100 zł. Kupuje akcje firmy X za 20zł za sztukę. Kupił 4 takie akcje. Ma obecnie 20zł w kieszeni i 80zł w akcjach. Akcje co miesiąc płacą 2zł dywidendy za sztukę. Nasz inwestor zarabia więc 8zł miesięcznie. Jeżeli będzie wydawał mniej niż 8zł miesięcznie, to spełnia złotą regułę. Niech wydaje 7zł miesięcznie. Po 10 miesiącach ma 30zł (20zł + 1zł x 10mcy) w kieszeni i 80zł w akcjach. Jakby wydawał 9zł miesięcznie, miałby 10zł w kieszeni i 80zł w akcjach. Razem 90zł. Co z tego, że ma dobry deal na akcji (płacącej de facto 120% rocznie!) skoro jego majątek się po prostu kruczy. W 21 miesiącu będzie musiał on sprzedać jedną z 4 akcji. Będzie miał wtedy 19zł w gotówce i 3 akcje po 20zł za sztukę. To jest prosta droga do zagłady.

Pamiętajcie zawsze o ZŁOTEJ REGULE. Nie dbając o nią, nigdzie nie dojdziecie, nawet, jakbyście mieli miliony złotych. Właśnie nieznajomość złotej reguły (lub nie przywiązywanie do niej wystarczającej wagi) robi z pseudo milionerów bankrutów, a zwycięzcom totolotka niszczy życie. Łamanie złotej reguły często widać wśród klasy karierowiczów z korporacji, gdzie zarabiając 10-15 k miesięcznie pozwalają sobie na drogie samochody, ekskluzywne domy i drogie wakacje. W momencie, kiedy tracą pracę to tak, jakby stracili wszystkie akcje jednocześnie (z poprzedniego przykładu). Zostaje im więc 20zł w kieszeni (ostatnia pensja, odprawa, czy zaskórniaki), a wydając 9zł miesięcznie zostało im lekko ponad 2 miesiące życia. Tak właśnie wielcy looserzy z korporacji tracą swoje wystawne ego.

Złota reguła to nic innego jak dbanie o przepływ pieniądza. Kiedy jest dodatni, zarabiasz. Kiedy jest ujemny – wpadasz w pętlę, która może Cię zabić.

Wróćmy jednak do naszego Inwestora. Inwestor zarabia na pieniądzach, które lokuje w różne aktywa. Aktywa to wszystko, co pozwala mu wygenerować dodatni strumień gotówki. Aktywem będzie mieszkanie, które kupi, aby je wynajmować, lub akcja, która będzie płaciła dywidendę. Aktywem nie będzie dom, w którym mieszka, ani kredyt na samochód (chyba, że go wynajmuje).

Zwykle inwestorzy spotykają się z przedsiębiorcami i dyskutują o możliwościach inwestycji. Nasz Lord szukał kontaktów, udało mu się spotkać Inwestora i zainteresować go swoim pomysłem. Lord zdobył kontakt i pieniądze.

Taaa, to jest to! Inwestor zarządzający swoimi aktywami z takiej wyspy!

Co zdobywa inwestor? Inwestor zdobywa kontakty i pomysły. Jeżeli ma sprawdzony pomysł (Lord go przekonał), a także wytrawnego znawcę danej branży (Lorda), wkłada pieniądze w jego biznes. Tym samym tworzą symbiozę. Jeden drugiego podnosi coraz wyżej. Lord pozwala Inwestorowi zarabiać, a Inwestor pozwala Lordowi się rozwijać (i także zarabiać).
Bardzo rzadko można spotkać tylko Inwestora, albo tylko Przedsiębiorcę. Zwykle te dwie postacie mieszają się w określonej proporcji. Bądźmy szczerzy – życie samego Inwestora bywa nudne. Są to bowiem (po ulokowaniu środków) ciągłe zabawy, wojaże i życie rentierskie. Nie robi się nic konstruktywnego. Przykładem takiego pseudo-inwestora (pseudo – bo ten inwestor nie lokuje swoich środków sam, tylko powierza to zadanie specjalistom – asset managerom) są córki i synowie znanych miliarderów – choćby Paris Hilton. Dziewczyna ma kasę, ale za przeproszeniem g* ją interesuje jak te pieniądze pracują. Jej życie to wieczna zabawa.

Zwykle więc postać Inwestora łączy się w konkretnej proporcji z postacią Przedsiębiorcy. W takim przypadku nasz Przedsiębiorca rozwijając biznes lokuje w nim także swoje środki pieniężne (podejście inwestorskie), kupuje nieruchomości i inne aktywa. Inwestor natomiast jeździ na konferencje, zebrania, gdzie może poznać nowych Przedsiębiorców (bądź Inwestorów), może zarządzać przedsiębiorstwami z poziomu akcjonariusza (bądź członka rady nadzorczej), może także na bieżąco pomagać w trudnych dla Przedsiębiorcy sprawach. Taki właśnie schemat pracy lubię najbardziej – osobiście uważam siebie za 50% przedsiębiorcę i 50% inwestora.

Dlaczego uważam, że bycie 100% przedsiębiorcą jest niekorzystne? Dlatego, że musisz jednak trzymać bliską kontrolę nad przedsięwzięciem, które prowadzisz. Jeżeli powinie Ci się noga i firma straci, Inwestor może tego nie wybaczyć. Będąc w zarządzie spółki jako przedsiębiorca, w przypadku jej bankructwa możesz zostać pociągnięty do odpowiedzialności karnej, odpowiadasz także bez ograniczeń(!) majątkiem osobistym.

Dlaczego uważam, że bycie 100% inwestorem jest niekorzystne? Bo jest nudne ;-). Wygrzewanie się pod palmą kilkanaście godzin na dobę jest fajne krótkoterminowo, potem masz już dość poparzeń skóry i tej wszędobylskiej duszności. Wiem, wiem – możesz twierdzić inaczej. Ja też tak twierdziłem. Mam nadzieję, że za niedługo, jak będziesz czytał kolejne posty na moim blogu, też się przekonasz, że bycie tylko inwestorem jest nudne. Ja z nudów zacząłem pisać bloga…. Zastanawiam się, ile wytrzymam :)

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *