Captive Insurance

Dzisiaj opowiem Wam o specjalistycznych firmach ubezpieczeniowych, które ubezpieczają wydarzenia gdzie indziej nieubezpieczalne. Co ciekawe, taka firma może świetnie nadawać się do optymalizacji podatkowej. To, co wyróżnia tzw. „captivy” to fakt, że najczęściej akcjonariuszami są firmy, które się w nich ubezpieczają. Zapraszam do lektury.

Snow_leopard_in_captive_by_Raik_Thorstad

Generalnie mało mamy polskich publikacji nt. capitve insurance. Ogólnie na świecie szacuje się istnienie około 5000 captivów i ich liczba stale rośnie. Co jest pięknego w tych spółkach, oprócz lokalizacji siedziby, gdzie możemy wymienić Bermudy, Kajmany i inne ciekawe egzotyczne kraje? Oczywiście możliwości, jakie captivy dają.

Najpierw definicje: CAPTIVE INSURANCE (wg wiki) – „jest firmą ubezpieczeniową należącą do jednego podmiotu gospodarczego, grupy zawodowej lub grupy firm powiązanych. Nazwa Captive Insurance jest używana dla specyficznych zakładów ubezpieczeń, których głównym celem działalności jest zabezpieczenie ryzyk nieubezpieczalnych na rynku tradycyjnym oraz właścicielom captive’u.

Na świecie jest kilka odmian captive insurance: Pure Single Captive, Parent Captive lub też Captive Insurance, powiązany z PCC (Protected Cell Company).

Captive Insurance jest używany do ART (Alternative Risk Transfer) – (Alternatywnego transferu ryzyka). Daje to właścicielom możliwości obniżenia składki ubezpieczeniowej dotychczas opłacanej przez przedsiębiorstwo. Finansowanie negatywnych skutków ryzyk tzw. nieubezpieczalnych, wyrównanie bilansu firmy posiadającej Captive Insurance, partycypacja w zyskach technicznych w niskopodatkowym centrum profitu, podwyższenie zdolności kredytowej, (Cash Flow) i planowanie podatkowe.”

Jest kilka opcji używania spółek ubezpieczeniowych: można być samemu w całości właścicielem captiva, można zrzucić się na utworzenie captiva z innymi spółkami (lub firmami), można także „wynajmować” cudzego captiva na własne potrzeby. Ja skupię się na przypadku pierwszym, kiedy nasza firma postanawia stać się 100% udziałowcem w spółce ubezpieczeniowej na Kajmanach.Jamaica650x260-650x260

Nie będę ukrywał, że o wykorzystaniu captivów dowiedziałem się stosunkowo niedawno i póki co zgłębiam temat pod kątem mojej pracy doktorskiej – tj. używalności takich spółek w warunkach polskich. Pierwszym pytaniem jakie się rodzi przy konstruowaniu tak mocno egzotycznej struktury jest: co na to urząd skarbowy?

No właśnie – pytanie, które na pewno wymaga odpowiedzi zanim podejmiemy kroki na rzecz własnego captivu. Co z tego, że nasza spółka będzie oferować złote góry, podczas gdy my w PL nie będziemy mogli jej wykorzystać? Nie ma co się martwić na zaś. Jak się okazuje, captivy są już wykorzystywane w Polsce, m.in. przez takie podmioty jak banki (PKO BP), czy nawet KGHM (i wiele innych)! Można więc zakładać, że są to rozwiązania legalne-takie duże spółki nie ryzykowałyby konfliktu podatkowego. Oczywiście zawsze, ale to zawsze takie egzotyki powinniśmy konstruować ze swoimi doradcami i prawnikami. Samemu chcąc zabłysnąć możemy wpędzić się w bardzo duże kłopoty.
Kamień spada nam z serca i możemy przystępować do rozważań: po co nam to cholerstwo?

Cały mój blog przenika przez dwie istotne sfery prowadzenia inwestycji: stopy zwrotu jaką możemy otrzymać oraz wysokości ryzyka, jakie jesteśmy przy danej stopie zwrotu skłonni ponieść. Przy ubezpieczeniach ważne jest ryzyko. Ubezpieczyciel pojazdów szacuje je na podstawie rachunku prawdopodobieństwa zajścia zdarzenia. W skrócie mówiąc, jeżeli średnia wysokość szkody wynosi 2000zł, i taka szkoda zdarza się raz na 4 lata, wysokość ubezpieczenia powinna wynieść 500zł + marża ubezpieczeniowa. Oczywiście jest to uproszczony przypadek, arkusze finansowe instytucji ubezpieczeniowych są dużo, dużo bardziej rozbudowane. Ubezpieczyciel (w powyższym przykładzie) nie może zaryzykować naliczenia małej marży ubezpieczeniowej. Przecież musi na nas zarobić. Robi to wykorzystując efekt skali. Wielu posiadaczy pojazdów pozwala wygenerować ubezpieczycielowi sowity zysk. Jednym słowem – przepłacamy :-). Oczywiście ubezpieczenie jest dobre(i konieczne!) i Kowalski nie musi zakładać captivu, żeby móc jeździć swoim pojazdem.

Pomyślmy teraz szerze o ryzykach biznesowych jakie mogą nas spotkać(przykładowo):

1. Możemy nie osiągnąć zysku w danym roku.
2. Możemy ponieść stratę np. z tytułu klęski żywiołowej.
3. Możemy ponieść niespodziewane wydatki handlowe.
4. Możemy stracić kluczowego klienta.

Zastanówmy się nad powyższymi przykładami. Zadzwońmy do pierwszego lepszego ubezpieczyciela i zapytajmy co może nam w powyższych przykładach zaoferować. Albo grzecznie powiedzą nam, że nie mają takich produktów, albo wyśmieją nas. Są to przecież BARDZO ryzykowne zdarzenia. Przecież sami mamy bezpośredni wpływ na niektóre z powyższych przykładów. Klienta można obrazić (4), a zysku nie osiągnąć (1).

Ok, ale możecie zapytać: no dobra, to skoro wiem, że coś takiego się wydarzy, to sam mogę odkładać pieniądze na jakimś subkoncie i jak zajdzie zdarzenie to wypłacę sobie z niego środki. Prawda?

Niby tak. Każdy przecież coś tam chomikuje na czarną godzinę. Przychodzą ciężkie czasy, wysupłujemy sobie pieniążki na niespodziewane wydatki.
A co Wy na to, jeżeli powiem Wam, że odszkodowania w wielu przypadkach są zwolnione z podatku dochodowego? I co, jeżeli powiem Wam, że składkę ubezpieczeniową można zaliczyć do kosztów uzyskania przychodów (przecież zabezpieczamy swoje przyszłe dochody, prawda?)? I co, jeżeli są pewne zdarzenia, które na 100% „mogą” się zdarzyć?

Weźmy firmę X, z przychodami na poziomie 10 mln zł i kosztami na poziomie 6 mln zł. Dochód do opodatkowania wynosi 4 mln. CIT wyniesie 760 000 zł. Naprawdę bardzo dużo. A teraz wyobraźmy sobie, że spółka X ubezpiecza się na kwotę 4 mln zł w firmie Captive Insurance Capital Inc. na kwotę 4 mln zł przed ryzykiem nieuzyskania dochodu. Koszty X rosną z 6 do 10 mln zł (+4 mln zł koszt ubezpieczenia). Firma X nie osiąga żadnego dochodu, tym samym zaszło zdarzenie ubezpieczeniowe. Captive Insurance Capital Inc. jest zobowiązane do wypłaty naszej firmie odszkodowania w pełnej sumie ubezpieczeniowej, która wynosi …. 4 mln zł. Odszkodowanie już opodatkowane nie jest…

Hm…. :D.

Oczywiście jest to przypadek bardzo uproszczony i niestety nie jest tak banalny jak go opisałem –  dokładną konstrukcję powinni podać Wam prawnicy z doradcami podatkowymi, żeby nie było zdziwienia jak przyjdzie fiskus na kontrolę(tym bardziej, że tylko ustawa PIT (a nie CIT!) definiuje zwolnienie z opodatkowania przychodów z tytułu odszkodowań).

Oczywiście nie powinniśmy patrzeć na usługi captivów jako jedynie sposobów optymalizacji podatkowej, bo tych ostatnich jest całkiem sporo. Capitve to przede wszystkim możliwość operowania ryzykiem organizacji. Bo przecież płacąc składki własnemu Towarzystwu Ubezpieczeniowemu (i wrzucając je w koszt) to my kształtujemy swoje sprawozdania finansowe. W razie zajścia zdarzenia (i to jest ważne!) możemy szybko wpompować środki z captivu z powrotem do spółki na pokrycie kosztów ryzyka (dochód=0zł). Coś, czego ubezpieczyciel nie będzie chciał ubezpieczyć, my przez swoją spółkę ubezpieczeniową zrobimy. Oczywiście sam captive i jego strategie zarządcze też są istotne. Główny trik polega na możliwości dość swobodnego wypłacania odszkodowań od zdarzeń, które mogą(a czasami muszą) zajść. Odsyłam Was do podatkowców.

Mam nadzieję, że udało mi się rozpalić Wasze wyobraźnie i że zachęciłem Was do samodzielnego drążenia tematu captivów. Życzę nam, abyśmy mogli takie rozwiązania stosować we własnych firmach (niestety koszty funkcjonowania captivu są wysokie i właściwie dochody na poziomie co najmniej 1-2 mln zł rocznie mogą czynić korzystanie z captivu opłacalnym). Warto jednak znać różne możliwości jakie dają nam rozwiązania ponadnarodowe. Co ważne, zgodnie z teorią ewolucji przetrwają tylko takie osobniki, które potrafią dostosowywać się do zmian zachodzących w otaczającym je świecie. U nas poważną, niekorzystną zmianą są niestety coraz większe obciążenia podatkowe. Rząd powinien naprawdę popracować nad rozwiązaniami, które skłonią korporacje w trzymaniu dochodów w kraju, a nie różnych opcjach transferu środków za granicę. Zobaczcie, w jak mocno niekorzystnej sytuacji jest mikroprzedsiębiorca, niemogący skorzystać z wielu możliwości optymalizacji dochodu. To jest kolejny argument za tym, że myśląc globalnie możemy więcej. Także zakładając pierwszą firmę myślcie o rozwoju(budowie sieci), a nie o utrzymywaniu jednego maleńkiego sklepiku. Szkoda Waszego czasu, lepiej chyba iść na etat ;-).

OK. Na dzisiaj tyle. Powierzchownie przelecieliśmy przez captivy, mam nadzieję, że temat się spodobał mimo oderwania od naszej szarej codzienności i trudności w zastosowaniu praktycznym. Następny wpis poświęcę tematyce łatwiejszej do wdrożenia ;-).

Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *