Dlaczego oszczędzanie jest złe?

No właśnie, dlaczego oszczędzanie jest złe? Od młodych lat byłem uczony, że oszczędzanie jest dobre. „Odkładaj, oszczędzaj, nie wydawaj” – taką politykę próbowali przekazać mi rodzice. Ja jednak uważam, że oszczędzanie to nic innego jak kupno ładnego roweru na którym się nie jeździ. Zapraszam do czytania….

rowernadole

Magia procentu składanego? Coś już o tym napisałem. W konkluzji – oszczędzanie jest złe, bo nikt na oszczędzaniu nie zarobił. To jest tak, jak kupno ładnego roweru i zostawienie go samemu sobie. Możemy nim pojeździć (i pewnie kiedyś pojeździmy), a tak stoi nieużywany, lekko rdzewieje (inflacja). Oczywiście można dać rower do używania innym! W zamian za to oczekujemy, żeby ta osoba o rower dbała, myła go, nie rdzewiał (lokata bankowa walcząca z inflacją!). I wtedy patrzymy na tuzy biznesu, śmigające swoimi rowerami, ba! nawet samochodami i samolotami. Hehe, czasami niekoniecznie swoimi (bankierzy!). Wszystko jak zwykle sprowadzam do dźwigni.

Drodzy koledzy i koleżanki, róbcie coś ze swoimi pieniążkami! Nie pozwólcie im się marnować. Jak już koniecznie chcecie chodzić na piechotę, to chociaż ten rower oszczędnościowy wynajmujcie za godziwe pieniądze. A najlepiej próbujcie jeździć na cudzym rowerze (inwestorzy!) – jednocześnie dbając o niego bardzo (bo więcej Wam nie pożyczą!).

Dobra, dość porównań, poetą wszak nie jestem. Zauważcie, każdy blog mówi o oszczędzaniu. Jak odkładać na studia dzieci, jak odkładać na godziwą emeryturę, jak odkładać na (…). Jak odkładać. Jak na coś odkładasz, to znaczy, że w pewnym momencie w przyszłości wykorzystasz to, co odłożyłeś i znowu nie będziesz miał nic. [edit: zapraszam do poczytania artykułu, który napisałem kilka miesięcy po tym artykule, odnośnie budowania portfela inwestycyjnego – są tam też nawet wymienione lokaty]

Zerknij na poniższą tabelę:

634889116017735506

 

 

Weźmy dla przykładu benzynę PB95, jako przykład inwestycyjny. Różnica między rokiem 2007 a 2012(przyjmijmy, że 2014) wynosi 40%. Wyobraźmy sobie teraz, że jesteśmy w roku 2007 i czytamy o magii oszczędzania. Bo oczywiście będziemy mieć więcej, niż mamy teraz. 7-letni plan oszczędnościowy, lokata na 5%(!!). Rok do roku będziemy odkładać 600 złotych. Po 7 latach, po belce, otrzymujemy 4862 złote. Plan był taki, aby za nasze odłożone 4200 zł móc kupić 1000 litrów paliwa. Niestety w 2014 nie stać nas na kupienie aż 1000 litrów.

Moi drodzy, pieniądz jest takim samym aktywem jak każde inne : akcja, obligacja, nieruchomość, złoto, brylant itd., itd. Skuteczne inwestowanie to lokowanie swojego kapitału w aktywa, które rosną szybciej, niż inne. Teraz, kiedy złotówka jest w miarę silna, może warto kupić dolary (aktywo)? A potem wymienić z powrotem na złote? A może trzymać pieniądze w złocie? Niektórzy boją się, że zamrażając swoje środki w aktywie innym niż pieniądz mogą szybko się z niego nie wycofać. To prawda, należy liczyć się z tym, że pewne inwestycje charakteryzują się mniejszą płynnością lub większą amplitudą drgań od ceny średniej. Należy więc lokować kapitał w różne klasy aktywów, gdyby w razie „W” trzeba je było szybko i bez straty upłynnić. Pieniądz jest o tyle pewną (ale i złudną) inwestycją, że wydaje się nam, że zawsze wiemy ile jego jest. 100zł to 100zł, nie więcej i nie mniej. Niestety pieniądz wyraża się w pieniądzu i  tak samo jak 1kg złota to 1kg złota tak samo 100zł to 100zł. Zobaczcie, załóżmy że, 1kg złota kosztował w 2007 roku 72 000zł (33 uncje * 900$ * 2,4zł). Obecnie 1kg złota kosztuje 130 700zł (33 uncje * 1290 * 3,04zł). Inwestycja 8,8% r/r. Dla nas, obracających w złotówce, wartość złota wzrosła o 81%. Dla amerykanina liczącego złoto w dolarach – jedynie o 43%. Wszystkie aktywa są bardzo ze sobą powiązane. Odkładanie pieniędzy na lokatę to najprostsza, nie wymagająca myślenia czynność. Oczywiście ta czynność kosztuje – trzeba było zakupić 1000 litrów paliwa w 2007 i sprzedać w 2014 (lub wykorzystać) – zyskałbyś więcej niż na lokacie. Niektórzy powiedzą : Zgoda, tylko że my 4200zł odkładaliśmy przez 7 lat, a nie od razu! A przecież im wcześniej położone, tym więcej wyjmiemy. Zgoda! Ale liczmy: Gdybyśmy włożyli całe 4200 na lokatę 5% w 2007 to po Belce w 2014 wyciągnęlibyśmy 5580zł. Nadal za mało do naszych 5800! Zarobiliśmy aż 1380zł! ale co z tego, skoro kupić możemy tyle samo?

Banki dobrze wiedzą, jakie oprocentowanie zaproponować, żeby na nim jeszcze zarobić. Dlatego tak ważna jest inteligencja finansowa w budowaniu naszego majątku. Nie polecam Wam trzymania pieniędzy na lokatach, bo w ten sposób je marnujecie. Ciężko zarobione pieniądze. Pomyślcie, w co możecie zainwestować! Są setki rzeczy, w które inwestować warto, szczególnie, jak możecie swoje zaskórniaki podzielić na kilka sekcji: niech część środków „na czarną godzinę” leży w ostateczności na lokacie. Niech reszta pracuje: zacznijcie coś kolekcjonować, np. rzadkie monety, wina, whisky. Jak macie więcej pieniędzy szukajcie okazji do kupna i wydzierżawienia gruntów, lub zakupcie mieszkanie i je wynajmijcie/sprzedajcie(drożej). Majstersztykiem będzie, jak użyjecie do transakcji także cudzych pieniędzy (kredyt, pożyczka, wspólna inwestycja). Ja sam inwestuję w takie „pierdółki” jak złoto, diamenty, dewizy czy też drobne spekulacje (jak moja pszenica, mimo, że giełdy nie lubię to stop lossa już ustawiłem i mogę tylko zyskać). Nie wolno trzymać środków w jednym aktywie (np. w PLN). Dla inwestorów z zagranicy nadal jesteśmy niepewnym krajem i w razie kłopotów złoty szybko traci. Trzymajcie środki w dewizach. Nigdy nie wiem co nasi beznadziejni politycy wymyślą i jak będzie kształtowała się siła nabywcza złotego. Mam znajomego z Białorusi, który rubla praktycznie w ogóle nie używa. Obraca tylko dolarem, bo dla niego jest to stabilny pieniądz. Może u nas nie jest aż tak źle ze stabilnością, ale trzeba mieć wszystko na uwadze. Trzymając środki w gruncie wiem, że nie stracę – kupując po dobrej cenie rok do roku będę zwiększał cenę o kilka procent i wiem, że cena nie będzie wygórowana. Zobacz: kupując działkę wartą 100zł za 70zł, i wystawiając ją w roku pierwszym na sprzedaż za 90zł masz 28% zarobku. Gdyby się nie sprzedała, za rok wystawisz ją za 5% więcej, tj. 95zł. Masz 35% zarobku (7% więcej), gdy tymczasem zwiększyłeś cenę tylko o 5%. Ktoś zapyta: no dobra, ale ceny nieruchomości spadają? No spadają i owszem, ale czy jak kupujesz pola z pszenicą to dzień w dzień patrzysz na pogodę licząc zyski lub straty? Nie – siedzisz i czekasz spokojnie co życie przyniesie. Nie ma sensu śledzić rynku dzień w dzień, bo transakcję sprzedaży zawierasz raz.

Jeżeli masz więcej niż 500 000 zł kapitału zastanów się nad usługami private banking bądź inwestycją w jakieś konkretne przedsięwzięcie, nad którym będziesz miał kontrolę.

Nie oszczędzaj, szkoda życia! – jak zarabiasz i odkładasz, zmień przyzwyczajenie i zacznij rozglądać się za nowymi pomysłami i miejscami, gdzie Twoje środki będą pracować, a nie się obijać.

25 myśli nt. „Dlaczego oszczędzanie jest złe?

  1. Uważam, że ciekawym pomysłem ( przynajmniej dla tych co zaczynają ) jest podział wpływów np. x % na oszczędności ( na czarną godzinę, by widzieć, że jest przy większym kapitale może się to przekształcić np. w bony skarbowe) a x% na inwestycje ( i te środki musza być zainwestowane ).

    Prosty przykład mam ciacho i zjem ciacho :)

    • To, o czym piszesz to nic innego jak właśnie budowa portfela inwestycyjnego. x% idzie na fundamenty(coś jak oszczędności), a y% jak to nazwałeś na inwestycje. Ale oszczędności są także słabą formą inwestycji, są przecież w warstwie fundamentalnej. Każdy swoje x% powinien wrzucić częściowo w bony skarbowe, częściowo w działki rolne, częściowo w metale szlachetne, zdywersyfikować swoją warstwę. Y% w bardziej ryzykowne i bardziej zyskowne inwestycje, ale będące jednocześnie rozsądnymi inwestycjami. Niestety, im bardziej chcemy być bezpieczni w warstwie fundamentów, tym niższą wypadkową stopę zwrotu z całego portfela będziemy otrzymywać i tym trudniej będzie nam zostać prawdziwym kapitalistą żyjącym z majątku. Nie bójmy się rozsądnego ryzyka. Jeżeli faktycznie nie mamy pomysłu na inwestycje, może kapitalizm nie jest dla nas?

      • Co do samej dywersyfikacji w poszczególnych poziomach się zgadzam. Tylko jeśli mówimy o portfelu „Kowalskiego” to nie będzie go stać na bony skarbowe od tak, nie mówiąc już o działkach rolnych.

        Być może nasze pojęcie takiego „Kowalskiego” jest inne. Ja myślę o człowieku co może odłożyć miesięcznie powiedzmy 300 zł – 500 zł. Dla mnie tak wygląda „Kowalski”.

        Więc jeśli takiemu człowiekowi zabierzemy główne źródło pieniędzy – pracę – to musi mieć z czego się utrzymać, aby poszukać nowej. Dlatego napisałem, że część na zabezpieczenie, a część pod inwestycje, głównie te najbardziej ryzykowne, czyli akcje, FX, CFD,itd., bo jak sam przyznałeś wcześniej, aby budować strefę Income trzeba mieć trochę grosza w portfelu.

        PS. Pożyczając komuś pieniądze w jaki sposób zabezpieczasz transakcję? Bierzesz coś pod zastaw? Gdzieś to trzymasz, czy spisujesz tylko umowę gdyby poszło coś nie tak, to ma coś Ci dać ?

        • Cześć. Kowalskiego widzę podobnie (300-500zł do odłożenia miesięcznie), ale całkowicie nie zgodzę się z podejściem część w zabezpieczenie (powiedzmy lokata) na wypadek utraty pracy, a druga część w najbardziej ryzykowne – akcje, FX, CFD. Absolutnie, absolutnie Kowalski musi trzymać się z daleka od giełdy, bo tylko na niej straci. Dużo lepiej jeżeli zainteresowałby się nawet sporadycznym handlem (nawet nieregularnym, tj. niewymagającym rejestracji działalności gospodarczej) – handlem czymkolwiek. Niech Kowalskiego ręka boska broni wchodzić ze swoimi zaskórniakami na giełdę – no chyba, że fundamentalnie firma, w której pracuje i którą zna od wewnątrz jest na giełdzie i potrafi on wyciągnąć odpowiednie wnioski z zarządzania i szans na rozwój.
          Pożyczanie to kwestia wyważenia ryzyka do oprocentowania. Im większe ryzyko, tym lepsze zabezpieczenie musi być. A rodzajów zabezpieczeń jest mnóstwo i kwestią negocjacji jest, na ile zgodzi się pożyczkobiorca. Oczywiście jeżeli zgodzi się na małe zabezpieczenie (np. weksel), a nie jest osobą majętną(lub wiarygodną), to raczej nie pożyczę takiej osobie pieniędzy. Dlatego też nie lubię kokosa (o czym pisałem w jednym z artykułów), bo nie kompensuje ryzyka ponoszonego przez pożyczkodawcę.

          • Dlaczego ma od giełdy trzymać się z daleka? Jeśli się uczył w tym temacie. Potrenował. Osiąga jako takie zyski. To czemu z tych dostępnych pieniędzy nie ma części dać na giełdę. Przy lewarowaniu np. 1:100 potrzebuje 100 razy mniej środków w depozycie u brokera ( chodzi tylko i wyłącznie o ilość środków blokowanych do otworzenia pozycji ), niż gdyby otwierał pozycję 1:1. Poziomy SL w identycznym miejscu, ale czekać nie trzeba. Można na CFD dzięki temu trochę podziałać. A jak się zarobi pieniądze tak jak napisałeś wcześniej spływają w dół piramidki.

          • Arturze, nie zgodzę się z Tobą. Po pierwsze uważam, że należy inwestować w coś, na czym się zna i oczywiście Kowalski może znać giełdę i rozumieć mechanizm działania, ale to za mało i podkreślam to w wielu artykułach. No, chyba że Ty Artur posiłkujesz się swoim doświadczeniem i na giełdzie zarabiasz duże pieniądze, a więc swój wywód możesz poprzeć track recordem a nie informacjami z neta jak to łatwo na forex można zarobić. :-). Nie bierz tego jako atak, ja znam giełdę zbyt dobrze żeby móc Tobie przytaknąć. Jeżeli jednak zarabiasz regularnie na forex i możesz to udokumentować track recordem chętnie z Tobą poinwestuję. :-)

  2. Nie mam licencji DI, więc nie wiem w jaki sposób, legalnie mógłbyś to zrobić. Obecnie pracuję nad maklerką, ale czy można zarządzać cudzym kontem? Co do wyników, nie są to kokosy. 34% od całego rachunku ( taki wynik przynajmniej miałem na początku tego roku do lutego). Nie mówię o pojedynczych transakcjach. Niestety zwykle przez chciwość i właśnie te wzmianki o super zyskach zwykle schodziłem z ustalonej ścieżki i szukałem super sposobu, który dałby zarabiać min. 50% w miesiąc, co zwykle kończy się oddaniem zysków i jeszcze trochę od siebie.

    PS. Każdy patrzy przez pryzmat własnych doświadczeń. Ten który stracił np. na ostatnio popularnych funduszach inwestycyjnych będzie je każdemu odradzał. Ten który zarobił, będzie je polecał. Wszystko zależy od punktu siedzenia. :)

    • Sam widzisz, że mimo, że poniosłeś stratę (to, że udało się osiągnąć zysk w jakiejś transakcji to jest oczywiste, ale nie ma Łatwych Pieniędzy) to forex polecasz-tak jak większość osób. 50procent miesięcznie? Oczywiście że tak, tyle samo zarabiasz obstawiając 9 cyfr na ruletce w kasynie. Na giełdzie, o ile nie masz wewnętrznych informacji, osiągnięcie zysku o jakim piszesz jest regularnie niemożliwe.

    • Oczywiście Artur, Ty również masz prawo do tego, aby inwestować w co tylko chcesz – pamiętaj tylko, że inwestycja ma przynosić godziwy zysk do ryzyka, jakie się ponosi. Uważam jednak, że sugerowanie forexu dla przeciętnego Kowalskiego jest niedobre, mimo, że na pewno pobudza wyobraźnię możliwościami zysków(niestety ryzyko jest zawsze opisane drobnym druczkiem). Reklamę forexu zostawmy dla setek serwisów giełdowych które z takich reklam żyją, albo ktoś z tego skorzysta albo nie – no chyba, że mógłbyś przedstawić swój track record (nawet, jeżeli jest na minusie – to byłoby bardzo wskazane) i moglibyśmy na ten temat podyskutować – ale od razu mówię, że będę twardym oponentem. :-)

          • Przecież sam dysponujesz dobrym narzędziem. Pozwolę sobie przytoczyć fragment :

            „5. Tutaj rentowność liczona powyżej 40%, nierzadko w setkach i tysiącach procent. Głównym moim ryzykiem jest zamrożenie kapitału na okres dłuższy niż 5 lat. Kapitał obrotowy inwestowany w opcje z ryzykiem utraty 100% zainwestowanych środków i perspektywą zysków od 500% wzwyż. Na kilkanaście transakcji zwrot był na dwóch. (600% i 4000%).”

            Liczymy :
            kilkanaście transakcji dajmy dla lepszego efektu 19 :). Jesteś człowiekiem bogatym więc dajmy na to, że na jedno zlecenie przypada 10000 zł. Z tego na dwóch zarobiłeś tj : 17*10000 zł = 170 000 – to niestety jest strata, ale na jednej miałeś RR 1:6 i drugiej 1:40 czyli 6*10 000 zł + 40 * 10 000 zł = 460 000 zł. 460 000 zł – 170 000 zł = 290 000 zł. wynik przed opodatkowaniem.

            Całkiem ładnie :) Po co więc coś zmieniać skoro działa?

          • Ja nie chcę Twojej strategii wdrażać, chcę ją przedyskutować. Ja straciłem na giełdzie kupę kasy za nim zrozumiałem jak ona działa i nie jestem tym do końca usatysfakcjonowany – teraz traktuję giełdę jak kupon w totolotka (no może trochę przesadziłem) – kupuję coś po mocnej analizie branżowej i technicznej – i nawet jak mam 99% pewności że kierunek jest dobry to na rynkach lewarowanych nic nie jest pewne. I naprawdę nie polecam giełdy z dwóch powodów: po pierwsze giełda to hazard(nałóg!) i przechylenie szali zwycięstwa na swoją stronę jest wybitnie trudne bez zaawansowanej wiedzy ekonomicznej – jeżeli tego nie masz i zarabiasz to znaczy, że wcześniej czy później wszystkie Twoje środki znikną. Po drugie giełda na większych pieniądzach (jak rozumiem wszyscy do tego dążymy) to ogromny stres który zniszczy Ci zdrowie i nie pozwoli w pełni cieszyć się zwycięstwem (możesz bawić się 500 czy 1000zł, ale jak zacznie wychodzić pokusisz się o 100 000 – i wtedy zrozumiesz jaki to stres). To o czym piszesz, zyski kilkadziesiąt procent miesięcznie są nierealne bez ryzykowania całego swojego kapitału – dźwignia finansowa działa w dwie strony – może powiększyć Ci konto, a może także je zmniejszyć. Mając powiedzmy 10 000zł i licząc, że ugrasz 5000, możesz tak samo wtopić 5000zł (wahnięcie 50%). Obuch idzie w złą stronę, zostajesz z kapitałem 5000zł. Teraz żeby ugrać 5000, musisz mieć wahnięcie o 100%, co powoduje jeszcze wyższy wzrost ryzyka. To jest banalny przykład, a 80% osób grających na giełdach, forex itp. nie rozumie gdzie tutaj jest problem(podpowiedź: analiza ryzyka).
            Kolejną rzeczą którą chcę zaznaczyć jest fakt, że zgodnie z metodą budowy mojego portfela inwestycyjnego pokusa do zwiększania pozycji FX spowoduje w końcu (jak było opisane wyżej) całkowitą utratę środków (portfel gwoździowy). Przykład: masz portfel inwestycyjny w kształcie przekroju dwuteownika z różną szerokością półek – innymi słowy w fundamentach masz zgromadzone 100 000zł, a w warstwie spekulacyjnej 30 000zł. Inwestujesz w FX z jakąś dźwignią powiedzmy 5:1. Cena kontraktu X to (depozyt właściwy) 3000zł. Depozyt marginalny 2000zł. Kupujesz 10 kontraktów. Instrument właściwy X idzie w górę o 3%, co dla Ciebie oznacza zysk 15% tj. 4500zł. Pytanie do Ciebie: co robisz z 4500zł? Ograniczasz pozycję do mniejszej liczby kontraktów, reinwestujesz 4500 w kolejny kontrakt, zostawiasz je na koncie i tym samym zwiększasz bezpieczeństwo pozycji, czy kupujesz za te środki coś w warstwie fundamentalnej? Czekam na odpowiedź :).
            I drugie zadanie: sytuacja ta sama, tym razem instrument X spada o 3% – strata 4500zł. Co robisz? Ograniczasz pozycję do mniejszej ilości kontraktów(o ile szt. ograniczasz?), czy może zamykasz pozycję bojąc się dalszej straty(tzw. cięcie strat), czy może odblokowujesz środki z fundamentów i uzupełniasz utracony kapitał, czy może odblokowujesz środki z fundamentów i powiększasz pozycję żeby szybciej odrobiła stratę? Także czekam na odpowiedź.

          • [btw. do Twojego komentarza o mojej rentowności]: Złe założenia. Załóżmy, że faktycznie transakcji było 19 i każda po 10 000 (w życiu niestety nie ma tak równo). Zainwestowałem więc 190 000zł. Wyciągnąłem 60 000 i 400 000zł. Razem 460 000. Mój zysk wyniósł 270 000 a nie 290 000. Mój zwrot teoretyczny wyniósł 270/190 = 142%. Wszystko w horyzoncie kilkuletnim (np. 3 lata, tak czysto orientacyjnie). IRR wyniosło więc w najgorszym wypadku (dodatni CF na koniec okresu) 34% rocznie.

          • Poza tym. Dzięki tej praktycznej wiedzy dowiedziałem się czegoś szczególnego. Nie ważne ile zarabiasz, ważne ile pozwalasz sobie stracić, bo najważniejsza jest ochrona kapitału przy takich inwestycjach. Szczególnie, gdy mamy do czynienia z rynkami jak FX. Pierwsze zadanie jak na wojnie…. przeżyć. Ochrona kapitału w postaci np. zapobiegania ciągu strat, to czasem jest największa przeszkoda do uzyskania zysków.

  3. Dla mnie jako osoby, która interesuje się finansami od strony czysto praktycznej porady dotyczące inwestowania na giełdzie lub kupna złota nie do końca przemawiają. Poza tym przeciętnego Polaka nie stać na inwestowanie w kupno gruntów 😉

    Oszczędzanie to pewien styl życia, który wymaga samodyscypliny i kontroli finansów, a bez tego nie można iść o krok dalej. Ostatnio odkryłam jak pomocne i przydatne mogą być w tej roli aplikacje mobilne. Aktualnie czekam na premierę [nazwa programu-wymoderowano], która m.in. pozwoli na śledzenie wartości majątku netto.

    Czekam na kolejne, równie kontrowersyjne wpisy 😉 Pozdrawiam!

        • Odpowiedzi na Twoje pytania:
          Ad1. Ani jedno, ani drugie, ani trzecie. NIGDY nie pakuję się w jedną pozycję całym kapitałem.

          Ad2. To samo tylko w drugą stronę. NIGDY nie pakuję się w jedną pozycję całym kapitałem.

          Co do samego zajmowania pozycji. Ja nigdy nie wkładam całego dostępnego kapitału w jedno zlecenie. 1%-2% całej kwoty na jedno zlecenie i jak poleci w drugą stronę to zamknie na stopie i tracę te 1%-2% kapitału. Dlatego ja dźwignię traktuję tylko pod katem potrezbnego depozytu do zabezpieczenia otwartej pozycji. np. 0,01 masz 60 zł przy 1:100, przy 1:50 potrzebujesz 120 zł aby pozycję otworzyć w wysokości 0,01 i SL musi być równy lub mniejszy niż ustalona wartość ( nie przekraczać 2% całego depo ) i w obu przypadkach jest on w dokąłdnie tym samym miejscu np. jak walnie SL to tracisz 30 zł w jednym i drugim przypadku i zmienia się tylko wartość wymaganego zabezpieczenia.

          Na pewno to wiesz, bo to są podstawy Money Management, gdzie na FX, Futures, Opcjach i innych podobnych rynkach na porządku dziennym.

          Co do stresu z dużą kasą. Wchodzisz z pieniędzmi, które możesz stracić. Jeśli miałbym na FX przeznaczyć 100 tyś zł. to w zapasie musiałbym mieć 1mln -2mln przynajmniej ( np. w innych mniej ryzykownych aktywach). Wtedy strata nawet całych 100 tyś nie boli ( ps. nigdy nie udało mi się wyzerować rachunku).

          To co podawałem wcześniej czyli ugranie ponad 30% było skutkiem około 20-25 pozycji, gdzie max DD nie przekraczał 5% na całym depozycie.

          Tak samo z akcjami. Znam osoby, które w jedno zlecenie wkładają 10% dostępnej gotówki i co? W roku ubiegłym (2013) super fantastycznie, ponad 150% czystego zysku. Ale przychodzi rok jak 2011, 2014 i tracą dużo pieniędzy, bo 10% na jedną pozycję to za dużo i po prostu zżera im depozyt.

          Niestety rachunek prawdopodobieństwa to jedna, ale matematyka to drugie. Im więcej tracimy, tym dużo więcej trzeba ugrać, aby wyjść na zero. Dlatego zabezpieczenie pozycji jest bardzo ważne a jeszcze ważniejsze ( szczególnie przy bardzo płynnych i zmiennych rynkach) zapobieganie ciągowi strat. Jak zapobiegnie się tego typu sytuacji to wykluczy się sinusoidę i rachunek będzie rosnąć.

          • Artur może inaczej: dostajesz do zarządzania konto na którym stało się to co się stało. Wiesz, że na rynku instrumentu X są szanse na wzrosty. To czy wszedłbyś w taką pozycję czy nie to druga kwestia, ostra dywersyfikacja jest także bezsensowna bo nie sposób upilnować całego rynku. Także pytanie brzmiało co robisz w sytuacji która już zaszła, nieistotne jest jak do niej doszło i czy decyzja była słuszna.

  4. Nie zgodzę się z tobą. Wejście w pozycje jest bardzo ważne. Nie podejmuje decyzji, gdzie spora część nie zależy odemnie. Ja mam inne podejście, ktoś kto otwierał zlecenia miał inne, więc nie wiem w jakim kontekście się poruszał. Jakie było RR? Jaka była skuteczność? Czy to co zrobił, ma ręce i nogi>Na co grał? Czy TSL czy sztywne TP? Nie wiem tego, więc nie tykam się takiego filozoficznego podejścia.

    Jeśli miałbym pracować z klientem, który zrobił coś takiego, to bym wyjaśnił konsekwencje jednego i drugiego scenariusza, wyjaśnił moje podejście do MM i dał jemu zdecydować co z tym fantem zrobić.

    „Ostra dywersyfikacja” to pojęcie subiektywne.

    • Można oszacować co należy zrobić nawet bez szczegółowych danych. Wejście w pozycję jest ważne ale nic nie poradzisz, jeżeli ktoś już to zrobił, a Ty masz doradzić co robić dalej. Tak jak do mnie zgłaszają się klienci których firma jest na skraju upadłości to nie mówię im, że ja bym nie podjął decyzji które oni podjęli, tylko moim zadaniem jest znalezienie rozwiązania w obecnej sytuacji. Ty sztywno trzymasz się swoich założeń co do MM – ale nasz przypadek nie znał zasad MM, jak widać. Oczywiście, że klient sam podejmie decyzję, ale co byś mu powiedział jak mleko się rozleje? Z resztą wydaje mi się, że nie chcesz odpowiedzieć na to pytanie. Ja natomiast chcę udowodnić Tobie (jak i innym czytelnikom bloga), że FOREX (a po terminologii widzę, że masz już doświadczenie) to ryzyko bez możliwości realistycznego i bezpiecznego zarobku. Nie wiem w jakim środowisku się obracasz, czy rozmawiałeś z traderami w funduszach inwestycyjnych, ale każdy Ci powie to samo – osiągnięcie zysku powyżej benchmarku długoterminowo jest bardzo bardzo trudne (nie niemożliwe, ale praktycznie niemożliwe dla zwykłego śmiertelnika bez dodatkowych danych, bez notowań Bloomberga, itp.). Jeżeli nie chcesz bazować na teoretycznych przykładach zróbmy może taki artykuł, w którym potwierdzimy(albo obalimy) moją teorię niemożliwości zarobienia na forex długoterminowo. Będziesz przesyłał analizę (ja będę publikował) i mówił, co robisz, zobaczymy jaki rezultat otrzymamy po np. 4 miesiącach działania. Co Ty na to? Nie odbieraj tego w żaden sposób osobiście, blog ma pokazać gdzie można naprawdę zarabiać, a nie gdzie można prawdopodobnie zarobić – jakby forex był taką złotą różdżką to każdy by się go uczył i nikt by nie pracował. Wielu weszło w bagno forexu i stracili kupę kasy – myśleli, że są mądrzejsi od rynku, że potrafią przewidzieć niewidzialną rękę rynku.
      Na forex zarabiają głównie duzi gracze, ci, których opisuję jako „siedzących przy stole do gry”. Reszta to dawcy kapitału.

      • Widzisz, patrzysz na wszystko ze swojego punktu widzenia. Do Ciebie przychodzą klienci z takimi problemami ( firmami ), ale jak to ma się do inwestycji na czysto technicznym rynku?

        Ty masz swoje nawyki, przekonania i chcesz UDOWADNIAĆ komuś, że masz rację. Po co?

        Co do analiz, po co to? Serio. Bo ja tu widzę czystą przepychankę ideologiczną. Ktoś wierzy, że rower jest super, ktoś mówi, że hulajnoga jest najlepsza.

        Ktoś będzie chciał skorzystać z FX, Futersów, Opcji to to zrobi. Ktoś inny nie zrobi tego.

        Już samo nasze założenia na początek się diametralnie różnią, ja operuje wejściami w rynek minimalną wartością rachunku, ty kupujesz na maksa kontraktów ile się tylko da. Nie wspominam już o stosowaniu dźwigni, bo ja ją wykorzystuje w zupełnie innym celu przy zupełnie innych założeniach.

        Więc z góry będziesz zakładał, że moje podejście jest złe. „Moja racja jest mojsza od twojszej.” – Dzień Świra, bo Twoje jest inne i w nie wierzysz.

        Pisz dalej artykuły. Jak coś będzie ciekawego to, to wykorzystam.

        • Oczywiście że patrzę ze swojego punktu widzenia, tak jak i Ty patrzysz ze swojego. Szkoda tylko, że nie podejmiesz się obrony swojego stanowiska. Ja nie jestem od przekonywania, w blogu piszę swoje zdanie bazując na swoim doświadczeniu. Próbuj sił na forexie, życzę powodzenia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *