Dlaczego warto inwestować?

Dzisiejszy temat będzie filozoficzny, bez matematyki finansowej. Warto go przeczytać i zastanowić się, czy inwestowanie jest ważne w życiu, czy może istotnie wolicie pracować, pracować, pracować.

Kapitalismus

Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że obecnie kapitalizm poszedł tak do przodu, że przestaliśmy dostrzegać niewolniczość ludzi na etatach. Zarówno kapitaliści, jak i niewolnicy-pracownicy stoją oddzieleni taką grubą kurtyną, że chyba nawet siebie przestali słyszeć (nie mówiąc o widzieć).
Jest wielu szczęśliwych ludzi, karierowiczów, nawet moich znajomych, szczęśliwych z każdego kolejnego dnia spędzonego w pracy. Rozmawiam także z osobami, którym nie do końca odpowiadają posady, na których są i chętnie zmieniliby je na coś innego. Pytanie jest takie: Czy zmiana posady cokolwiek realnie zmieni? Uwolni od niewolnictwa?
Być może kiedyś, w dawnych czasach, metodą awansu było zastąpienie „łupania kilofem w skałę” na „wrzucanie skał do wagonika kopalnianego”. Być może kiedyś murzyni (leję na poprawność polityczną, taka jest historia!) będąc niewolnikami za długą harówę dostawali lepsze jedzenie (jakaś pochodna podwyżki).

A teraz? Jesteś najlepszy, najbardziej harujesz, idziesz poziom wyżej, dostajesz większe wynagrodzenie, możesz kontrolować kilku ludzi, masz własny team. Dla mnie obrazy są podobne – wolność jest złudzeniem. Ale czasami warto jest żyć w złotej klatce, z gustami się przecież nie dyskutuje.

W artykule o pieniądzu jako długu autor ocenił, że pieniądz jest bezwartościowy. Ale co z tego, że ma rację? Pieniądz jest przez pracodawcę dawany pracownikowi, żeby ten wydał jak najwięcej (najlepiej wszystko) – bo to znowu wróci do pracodawcy, a ściślej właściciela przedsiębiorstwa. Za pieniądze kupujemy jedzenie, ubrania, jeździmy na wycieczki. Każdy zakup powiększa kieszeń kapitalisty. I to jest piękne, to, że właściciele firm rozwijają się jeszcze bardziej, nie muszą pracować – co najwyżej może to być ich hobby. Przepływy gotówki zapewnione są przez klientów.
Dlaczego zwykli pracownicy nie mieliby zacząć inwestować? Nie oszczędzać, a inwestować. Oszczędzanie to gromadzenie czegoś, co jest nic nie warte (jak wcześniej ustaliliśmy, pieniądz nic nie znaczy). Inwestowanie zaś to kupowanie pewnych aktywów, zwiększanie ich masy. Lepiej jest kupić grunt niż kumulować kasę na lokacie. Kupując grunt – inwestujesz. Oczywiście pomijam tutaj aspekty ryzyka płynności czy wypłacalności.
Im więcej inwestujemy, tym mniej wypływa z naszego majątku. Jest to ciężki proces, bo w przypadku niskiej pensji może nas mocno zniechęcać – na nic nam nie starczy. W przypadku wysokiej pensji także, bo strumienie pieniężne są na tyle duże, że trzeba by non stop rozglądać się po rynku w poszukiwaniu „okazji” które zarobią powyżej naszej stopy procentowej bogatych.

W takich przypadkach (zakładając, że możemy odkładać 10 000/mc) lepiej chyba jest nie kupować coś z miesiąca na miesiąc (np. po 1 ha ziemi w różnych lokalizacjach), a lepiej wziąć kredyt na powiedzmy 1 mln zł (na zakup jakiegoś aktywa) i spłacać z tego, co mielibyśmy odkładać. Problem dywersyfikacji jest naprawdę spory, kiedy mamy coraz większą liczbę aktywów i już nie wiemy co jest dobre, a co nie, kiedy i za ile sprzedać. Gubiąc się w szacowaniu naszej masy aktywów zaczynamy je powoli tracić – najczęściej będziemy sprzedawać aktywa ze stratą.

Pytanie jest też takie, czy potrzebujemy sprzedawać aktywa? Można założyć, że aktywa dzielą się na takie, które przynoszą stałe dochody (np. wynajem nieruchomości), jak też takie, które dochodów nie przynoszą (np. zakup złota). Lepsze są na pewno te, które przynoszą stałe dochody, zwykle jest jednak tak, że łatwiej jest rozpędzić się finansowo zaczynając od tych, które dochód przynoszą właśnie tylko w momencie sprzedaży.
Proporcja między różnymi klasami aktywów jest uzależniona od profilu inwestycyjnego danej osoby. Musi on być bardzo przemyślany, ponieważ jakiekolwiek zachwianie w przepływach pieniężnych i złamanie złotej reguły może zacząć bardzo szybko ciągnąć nas na dno.

Przykład: Gość wygrywa w lotto 10 mln zł. Kupuje sobie wymarzony dom w Konstancinie 500 m2 za 5 mln zł, kolejne 1 mln zł przeznacza na samochody i wakacje. Pozostałe 4 mln (jako, że nie ma bladego pojęcia o inwestowaniu) przeznacza na zakup: 2 mln zł lokata 3% rocznie, i 2 mln zł akcje (bo słyszał, że na akcjach da się zarobić). Rezultat: 5 mln zł w nieruchomościach, 4 mln zł w płynnych aktywach. Niby ładnie, ale: po roku wartość akcji spadła o 60%. Zostaje nam dom 5 mln, 2,06 mln lokata i 0,8 mln akcje. No i co? Przychodzi czas na zapłatę:
1. Podatek PCC od zakupu domu 2%, razem 100 000.
2. Podatek od nieruchomości 10 000 zł.
3. Urządzenie domu i zakup samochodu – 300 000zł.
Razem aktywa: 5 mln dom,1,59 mln zł lokata (anulata odsetek i wypłaca 110 000 zł), 0,4 mln akcje, i 0,4 mln gotówka.
Można myśleć kto jest taki głupi, ale osoba która NIGDY nie inwestowała nie utrzyma dużych pieniędzy. Albo się rozejdą, albo zostaną zjedzone przez inflację. A mógł przecież (na upartego) włożyć środki np. w obligacje skarbu państwa (lub 2-3 państw) i żyć z kuponu płaconego przez powyższe. Złota reguła (choć nisko) została zachowana. Zacząłby się edukować i może wkrótce zwiększyłby swój potencjał inwestycyjny.

Inwestowanie jest sztuką, tak jak uprawa roślin. Ja nie znam się na uprawie roślin i pewnie dlatego moja plantacja albo by zeschła, albo zjadłaby ją jakaś choroba. Pytanie czy Wy znacie się na hodowaniu własnych pieniędzy? Czy może Wasza plantacja kapitału, niezależnie ILE jej posadzicie, zawsze padnie?

Jeżeli ktoś nie umie inwestować 100 zł, niech nie porywa się na 10 000 czy 100 000. Te pieniądze po prostu przepadną, wcześniej czy później. Jak ktoś nie umiej uprawiać 1ha zboża, to nie powinien kierować się w 100ha.

Nadal jednak nie ma odpowiedzi PO CO? I CZY WARTO? Ja uważam, że warto. Nie tylko dlatego, że po okresie wzrostu będzie można jeść prawdziwe owoce życia (poświęcić się swoi pasjom, ba! nawet dla masochistów harować w pracy z przyjemnością, bez strachu o zwolnienie). Także dlatego, że naszym dzieciom będzie można coś zostawić. Będzie można im pokazać, jak prawidłowo uprawiać pieniądz, a nie stawać się jego niewolnikiem.
Nawet jeżeli nie będziemy pewni, czy nasze dzieci będą fortunę powiększać, czy ją zmniejszać, można wszystko ustawić tak, żeby żyły w dostatku. Czy nie tego pragniemy?
Mimo wszystko, jakkolwiek chciałbym, żeby moje dziecko mogło utrzymywać się z kapitału, koniecznie musi nauczyć się, co znaczy ciężka praca. JEST TO KONIECZNOŚĆ. Po pierwsze, do każdej pracy należy mieć szacunek. Więc nie ważne, czy dziecko będzie zbierało truskawki, czy kopało ogródek, musi zobaczyć, jak ciężko się pracuje. Po drugie musi zobaczyć co może się stać, kiedy utraci nazbierany przez rodziców kapitał.
Po trzecie musi nauczyć się zarządzać pieniądzem – warto więc płacić dziecku za każdą dłuższą pracę i sprawdzać, co dziecko z tymi pieniędzmi robi. Warto jest też uczyć je inwestowania – np. w ramach zabawy można kupić mu edukacyjne książki, gry na temat finansów lub też np. kolekcjonerskie karty, znaczki (inwestycje alternatywne)- celem inwestycyjnym. Zobaczyć, co będzie dalej, pokazać, że może takie karty(kolekcjonerskie) sprzedać drożej niż kupiło. Jak się w tą zabawę wciągnie, to wróży to dobrze.

 

A jakie są Wasze argumenty i kontrargumenty za inwestowaniem?

4 myśli nt. „Dlaczego warto inwestować?

  1. Kolejny fajny wpis. Podoba mi się, że mimo trzeźwego spojrzenia na to jak świat działa prezentujesz szacunek dla tych, którzy mają mniej mądrości, szczęścia, przebojowości czy na przykład przyszło im żyć w gorszym miejscu świata.

    Zanim jednak naświetlę temat, na który chciałem zwrócić uwagę mały disclaimer – nie pracuję w żadnej korporacji, w moim życiu zawodowym – trochę dłuższym od Twojego 😉 – szefa miałem przez kilka miesięcy, pozostały czas prowadziłem swoje biznesy. Ale zwrócić chciałem uwagę na temat pracowników-niewolników. Otóż czasem taka pozycja daje jedyną możliwość wykorzystania własnych talentów i/lub zainteresowań. Spójrz np. na wysokiej klasy chirurga – bez zaczepienia w jakiejś klinice nie zrealizuje swojego talentu, albo zdolnego projektanta jak np. Walter de Silva – bez korporacji produkujących samochody też nie byłby w stanie tego zrobić, czy w końcu światowej klasy piłkarza podpisującego kontrakt z klubem sportowym. Są ludzie, którzy dzięki połączeniu swoich talentów z możliwościami jakie dał im czyjś biznes osiągnęli więcej niż gdyby sami bawili się w swoje przedsięwzięcia.

    Przypuszczam, że wiesz o co mi chodzi – że nie każda praca to niewolnictwo. Oczywiście nie zmienia to w żaden sposób tezy Twojego wpisu. Takie osoby generują bardzo duże nadwyżki i wcześniej czy później z ich inwestowaniem będą musiały się zmierzyć.

    • Po pierwsze dzięki za wpis. Cieszę się, że są czytelnicy, którzy chcą podyskutować. Zależy mi na konstruktywnych rozmowach, bo prowadzenie monologu na blogu nie jest rzeczą łatwą. Po drugie zastanawia mnie, skąd wiesz w jakim wieku jestem? I po trzecie odpowiedź na poruszony przez Ciebie wątek. Pracownik-niewolnik to nie przykuty do łańcucha niebieski czy biały kołnierzyk zmuszany do ciężkiej pracy. Chodzi mi bardziej o pogoń za pieniądzem jako nic nie znaczącym obecnie papierem. Zarówno dobrze zarabiający chirurg, jak i projektant mogą poświęcać czas na biznes – pierwszy może planować własną sieć klinik, a drugi studio projektowe. Tak będą mogli zacząć swoją przygodę z biznesem i uczyć się jak ta druga strona działa. Teraz np. medycyna jest na topie – przykładem może być spółka Medicalgorithmics S.A. – można być specjalistą i prowadzić własne interesy w branży, którą lubimy. Jednak nie ma sensu ciągnąć np. projektanta na siłę do budowy studia projektowego. Tak samo chirurga do własnej kliniki. Jeżeli chcą zajmować się tylko tym, co robią, niech tak będzie. Będą mieli jednak problem ze zrozumieniem podstawowych problemów inwestycyjnych, które na nich czekają. Warto jednak zauważyć ciekawą rzecz (która przyszła mi do głowy jak analizowałem Twój komentarz) – mówimy o pracownikach niewolnikach, a Ty wspominasz o czymś takim jak Wolny Zawód. Zastanawiam się, dlaczego uzyskał on miano „wolnego”? :) – oczywiście patrząc na etymologię. Wszak chirurg czy architekt mógłby być zawodem licencjonowanym, albo specjalistycznym, tymczasem jest zawodem wolnym. Ot, taki niuans :).
      Warto także powiedzieć, że są ludzie, którzy naprawdę spełniają się w tym, co robią i nie tylko mowa tutaj o wysokopłatnych wolnych zawodach – są ludzie, którzy pracują powiedzmy w zoo, uwielbiają zwierzęta i robią to, co jest ich pasją. Pieniądze nie są tutaj ważne. Przecież mamy także ryzykujących życie wolontariuszy, misjonarzy itp. (np. pomocnicy w walce z Ebolą). To już nie jest niewolnictwo, to jest misja lub pasja.
      Przez pracownika-niewolnika mogę rozumieć tylko taką osobę (niezależnie czy jest to zawód wolny czy nie), który pracuje ze względu na swoje korzyści majątkowe sądząc, że bogactwo polega na zbieraniu pieniędzy i ich wydawaniu na wystawne życie, a nie na inwestowaniu. W kilku artykułach pisałem – praca jest dobra, praca jest fajna, szczególnie jak można czerpać dwie korzyści: spełniać swoje pasje jak też dobrze zarabiać. Zwykle to takim ludziom najlepiej wychodzi biznes. Ja biznes rozwijam, żeby spełniać nie tylko moje pasje zawodowe – handel firmami/nieruchomościami i wysokie zwroty z inwestycji – bardzo lubię podróżować-w tym zwiedzać, obijać się pod parasolem na plaży, wędkować, żeglować (na co na etacie/wolnym zawodzie/prezesurze nie miałbym czasu), obecnie się doktoryzuję (ludzie pukają się w głowę po co mi to? przecież to nie przynosi pieniędzy :-) ), także zależy mi bardzo na czasie z rodziną – nie wyobrażam sobie, żeby na wysokopłatnym stanowisku mieć na to czas. To są przyczyny, dla których lubię biznes, inwestowanie – nie tylko pieniądze pracują za mnie, ale gromadzę też czas wolny. Ludzie są nie tylko niewolnikami pieniędzy, ale także swojego czasu. Jak bardzo niemoralne to by było, można oszacować (patrząc po stawce godzinowej) ile warte jest ludzkie życie szeregowego pracownika. Tak jak niewolników kupowało się za pieniądze, jedni kosztowali więcej, inni mniej, moim zdaniem mało zmieniło się obecnie. Tylko ktoś, kto nie pracuje za pieniądze (tzn. pracuje za darmo, albo ktoś za niego pracuje) jest Bezcenny. Dlaczego ludzie się kształcą? Bo chcą zwiększać swoją wartość (na rynku pracy). Chcą sprzedać się drożej. Chcą, żeby ktoś ich kupił. I tak powstał praktycznie kolejny wpis :-).

  2. Dzięki za odpowiedź. Jestem pod wrażeniem, ale muszę jeszcze przemyśleć dokładniej co napisałeś. A co do Twojego wieku – przeczytałem wszystkie wpisy z tego bloga i znalazłem :)

  3. Witam,

    mimo że ten wpis ma już trochę ponad dwa lata, nadal jest aktualny, powiem więcej – jest ponadczasowy.

    Wspominając swoją własną przemianę pod względem podejścia do pieniędzy od myślenia: „wykształcę się, będę dużo pracował i dobrze zarabiał, wszystko wydam, a w wieku 65 lat pójdę na emeryturę” do „wykształcę się, będę dużo pracował i bardzo dobrze zarabiał, większość zainwestuję, a w wieku 30 lat będę wolny finansowo” zauważyłem, że proces stawania się inwestorem/kapitalistą jest przede wszystkim mentalny. Owszem, pomysł bez realizacji jest tylko złudnym marzeniem, jednak już sama zmiana myślenia doprowadziła do tego, że wszędzie wokół dostrzegam różne możliwości, jak również dostrzegłem, z jak dużym ryzykiem wiąże się nie-inwestowanie.

    Ten wpis to lektura obowiązkowa dla wszystkich, na pewno zanim zabiorą się za czytanie, dajmy na to, „Pana Tadeusza”.

    Pozdrawiam :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *