Iluzja rynku forex (cz.9)

Ostatnio dostałem telefon z propozycją wsparcia w poszukiwaniu inwestorów zainteresowanych wejściem w intratny biznes jakim jest handel walutą z użyciem tzw. dźwigni finansowej. O niebezpieczeństwach, jakie mogą Ciebie spotkać, kiedy i dlaczego stosować rynek forex opowiem w tym artykule.

Rynek Forex (angielski skrót od wymiany walut) to rynek, do którego dostęp przez dość długi czas miały tylko banki. Ogromne kwoty, jakimi operuje się w wielkich centrach finansowych na świecie wykluczały wymianę waluty w kantorach. Zawiązano więc specjalną platformę handlu walut, swego rodzaju giełdę, gdzie za pewną ilość jednej waluty można zakupić inną walutę. Rynki dojrzewały, a sprytni finansiści doszli do wniosku, że skoro do wymiany wystawiane są duże kwoty, można by wystawiać także mniejsze. Wymyślili więc pewną minimalną jednostkę transakcyjną, zwaną „lotem”. Lot to pewna ilość waluty na sprzedaż, najczęściej 100 000 jednostek. No bo po co się rozdrabniać. Czyli chcąc nie chcąc musimy wymieniać po 100 000 ?, $, PLN, kolumbijskich peso, itd. Wszystko fajnie, ale przeciętny Kowalski nie będzie miał takiej kasy, żeby wymieniać po 100 000 PLN na euro a potem vice versa. Dlatego sprytni bankowcy postanowili podzielić się jeszcze jednym produktem inżynierii finansowej, mianowicie „dźwignią finansową”. Jak to działa? Bardzo prosto: Bankier mówi Tobie: mogę pozwolić Ci zahandlować na naszej giełdzie(forex), pod warunkiem, że będziesz miał gotówkę na pokrycie ewentualnej straty. Limity gotówki zawiera nasza (dla każdego dystrybutora platform forex inna) tabela. Przykładowo, ustalono, że kurs ? może w ciągu dnia wahnąć się o 3%. Powiedzmy kupujesz 100 000 ? za 420 000 złotych. 3% daje nam 12 600złotych. Tyle gotówki potrzebujesz mieć, żeby kupić 100 000?! Prawda, że super? Niektórzy z brokerów forexowych poszli za ciosem i postanowili oferować zarówno mikro loty, jak też i niższe zabezpieczenia. Brzmi to bardzo dobrze, bo korzystając z dźwigni finansowej możemy znacznie szybciej pomnożyć nasz majątek. Powiedzmy, że kurs euro się umocnił względem złotówki i teraz nasze 100 000 ? (za które daliśmy 12 600zł) warte jest 425 000zł. Oznacza to, że angażując 12 600zł zarobiliśmy 5 000zł! Daje nam to cudowną rentowność na poziomie prawie 40%. Nierzadko w czasie 1-2 dni. Pamiętać jednak należy, że dźwignia działa w dwie strony. Jeżeli kurs euro spadnie, stracisz na tym 5000 zł, czyli znaczną część swojego kapitału. Jak tutaj widzimy, kosztem dźwigni jest zwielokrotnienie ryzyka utraty inwestycji.

Teraz przypomnę Wam to moje stwierdzenie o stoliku do pokera i graczach naokoło. My jako nic nieznaczące jednostki stoimy daleko od stołu gry i nie możemy ani wyczuć sytuacji, ani kogokolwiek sprawdzić. Chcąc zasiąść za stołem, trzeba oczywiście przystąpić do gry. Wpuszczają tam ludzi o znacznie większym kapitale (banki, instytucje finansowe, rządy itd.). Dla Ciebie zostaje przyglądanie się z daleka i pytanie o sytuację podmioty trzecie – w praktyce zostają informacje z radia, telewizji i analiza techniczna kursów waluty. Pamiętaj jednak, że przy takim rozwoju techniki zanim przeczytasz artykuł i zdążysz wybrać właściwą pozycję (czy kupujesz, czy sprzedajesz) wielka maszyneria za pomocą swojego super szybkiego oprogramowania dokona odpowiedniej analizy w ciągu nanosekund i puści swoje duże zlecenia kupna/sprzedaży niszcząc „drabinkę cenową” (o drabince i płynności pisałej tutaj). Nie sprzedasz ani nie kupisz po cenie, po której chciałbyś to zrobić. Statystyka pokazuje, że 95% osób traci na forexie. Dlaczego 5% zarabia? Bo 5% najwidoczniej siedzi przy stole.

Moglibyśmy podejść do Forexu stosując technikę 50-50. Albo wzrośnie, albo spadnie. A w przypadku utraty depozytu, metodą progresji, zasilać rachunek kwotą 2-krotnie wyższą niż poprzednia i próbować szczęścia. Może miałoby to jakąś rację bytu… Ale czy nie lepiej iść do kasyna? Tam nie oferują 40% za obstawienie 50-50, ale podwojenie kwoty.

Dla mnie forex jest kasynem, siedliskiem spekulantów którzy obstawiają 50-50 czy coś wzrośnie, czy spadnie. Zwykle na tym tracą, bo każde kolejne obstawienie zmniejsza ich szansę na zwycięskie wyjście z transakcji. Nikt na forexie nie gra aby zrobić z 10 000 zł 1000 000 zł. Każdy przeciętniak gra do momentu, aż straci.

Forex jest wart uwagi tylko w jednym przypadku – w celach arbitrażowych i w celach zabezpieczenia kursu wymiany w transakcjach walutowych.

Załóżmy, że jesteś importerem aut z Niemiec. Cena nowego Porshe Panamera wynosi 100 000?, czyli 420 000 złotych. Wiesz, że w Polsce sprzedasz go za 500 000 PLN i zarobisz 80 000 złotych. Podejmujesz decyzję o zakupie. Kurs wymiany EURPLN wynosi 4,20. Szczęśliwy pojechałeś do Niemiec rozejrzeć się za pojazdem, ale w międzyczasie kurs euro wzrósł do 4,35. Tym samym kupujesz samochód za 435 000, a nie jak zamierzałeś za 15 000 mniej. Właśnie o taką kwotę jesteś stratny. A teraz inna sytuacja.

Sytuacja identyczna j/w, kurs wymiany w dniu podjęcia decyzji wynosi 4,20. Tym razem jednak byłeś na spotkaniu branży finansowej w celu wyrobienia KONTAKTÓW i dowiedziałeś się od nowo poznanego finansisty, że ruchy waluty możesz zabezpieczyć kontraktem (lotem) na giełdzie forex. Tym samym zakładasz konto u brokera forexowego, wpłacasz 12 600zł i kupujesz lota 100 000? za 420 000zł. Jedziesz do Niemiec. Kurs zmienił się i teraz wynosi 4,35. Za samochód musisz zapłacić 435 000 złotych. Ale Pamiętaj! Otworzyłeś długą pozycję (kupiłeś) euro, teraz możesz je sprzedać i zgarnąć na tym (435 000 – 420 000 = 15 000zł). Tym samym, nie musisz przejmować się rosnącym niekorzystnie kursem. Swoją stratę 15 000 zł na cenie kupna skompensowałeś zyskiem na forexie. Co byłoby, gdy po wyjeździe do Niemiec kurs poszedł jednak w złą stronę? Tj. euro kosztowałoby np. 4,10złotego? Oznaczałoby to, że na forexie straciłeś 10 000 złotych (420-410 000), ale Porsche kupiłeś nie za 420 000, ale za 410 000. Tym samym mając otwartą pozycję na forexie jesteś bardzo zabezpieczonym jegomościem. Twoją stratę na forexie 10 000zł skompensował większy zysk na samochodzie.

Oczywiście jest też wada tego rozwiązania – kupując lota, zabezpieczamy się przed niezmiennością. Jakbyśmy nie dokonywali transakcji na forexie, przy spadku euro do 4,10 zarobilibyśmy 10 000zł więcej. A tak nie zarobiliśmy. Czasem jednak bezpieczeństwo jest ważniejsze niż dodatkowy zysk.

Bank na udostępnianiu platformy forex zarabia tzw. spreadem, czyli różnicą w cenie kupna i sprzedaży waluty. Ma też inne sposoby zarabiania, ale nie będę ich opisywał, bo to temat rzeka. Tak czy siak, marketing dla tego rynku jest ogromny. Prawie na każdej stronie znajdziesz reklamę rynku walut. „Zostań traderem” zmieniłbym jednak w „Zostań Looserem”.

Konkluzja moja jest następująca – jeżeli chcesz się bogacić za pomocą Forex, używaj go tylko do zabezpieczenia się przed wahaniami kursów walut. Jakby kredyciarze we franku szwajcarskim umieli używać forexu, swoje domy mieliby za ludzką wartość, a nie tak jak teraz płaczą i udają wielce pokrzywdzonych, bo bank nie wytłumaczył im ryzyka. Czy to oznacza, że bank jest oszustem? Czy to oznacza, że banki naraziły klientów na ryzyko? Nic bardziej mylnego. Dorosły człowiek powinien sam podejmować decyzje. Tym bardziej powinien wziąć do serca fakt, żeby nie podpisywać umów, których się nie rozumie. Dorosły człowiek, frankestein, sam naraził siebie na ryzyko. Bank nie powinien za to płacić. Każdy sam powinien płacić za swoje błędy.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *