Jak wyjść z długów? Pętla zadłużenia

To pytanie spędza sen z powiek wielu ludziom na całym świecie. Wyścig szczurów, pogoń za dobrobytem, żeby mieć coś szybciej niż sąsiad/kolega/koleżanka, powoduje nocne koszmary. Szczególnie w czasach kryzysu. W poprzednich artykułach o pożyczkach i kredytach np. Pożyczki i kredyty, skupiłem uwagę na sensowności pożyczania gotówki. Teraz spojrzymy na sprawę z innej perspektywy: mleko się rozlało, piwa się nawarzyło, teraz trzeba je wypić. Zapraszam do lektury.

Długi to nieodzowna część nie tylko prowadzenia firmy, ale też życia codzinnego. Jak już powstaną  to należy je spłacić – im szybciej, tym lepiej. Nie wiem jak Ty czytelniku, ale większość osób klasy tzw. średniej korzysta z kart kredytowych, z wszelkiej maści produktów zadłużeniowych i jakoś wiążą koniec z końcem. Awanse, premie, nagrody, pozwalają odetchnąć szczurom, żeby mogły z nowymi siłami (i nowszym samochodem) powrócić do pracy i starać się, starać się, starać się lepiej pracować na spłatę kredytów i zapewnienie bytu rodzinie.

Jak to wszystko zostało sprytnie pomyślane. Kredytem karmią się społeczeństwa, firmy i narody. Jak ktoś kiedyś to dobrze porównał : kredyty to zabawa w gorące krzesła. W tej grze tylko pożyczkodawca jest wygrany (dupa przyklejona do siedziska??), reszta ma coraz większy kłopot.

Ale stało się, rośniemy w pętli zadłużenia. Co, do jasnej cholery, robić?

Po pierwsze – należy bezwzględnie unikać dalszego zadłużania się. Jeżeli będziemy cały czas robić refinansowanie, to utoniemy. Koszty będą tylko rosły. Możemy znajdować się w kilku momentach zadłużenia:

1. Dopiero rozpędzamy spiralę, żyliśmy na razie z czystej pensji i teraz powoli zaczynamy wykorzystywać produkty bankowe – karty płatnicze, kredyty konsumpcyjne, itd.

2. Moment, w którym raty kredytów zjadają już bardzo dużą część pensji i zaczynamy mieć problemy z bieżącą spłatą zobowiązań.

3. Moment, w którym zrobiło się pozamiatane, komornik zaczyna włazić na pensję a my nie mamy z czego żyć.

Sytuacji nr 1. poświęcę mało miejsca – jeżeli dopiero zacząłeś i kredyty nie powodują u Ciebie uścisku na szyi, spłać to, co masz do spłacenia jak najszybciej (nadpłata kapitału, o ile darmowa) i zacznij jednocześnie zbierać pieniądze. Szukaj inwestycji, gdzie sprytnie możesz ulokować oszczędności – zainteresuj się dużymi, stabilnymi spółkami częściowo należącymi do Skarbu Państwa – popatrz na ich obligacje. Zainteresuj się handlem, kup coś, sprzedaj, rób to przy okazji, a będziesz zarabiał więcej niż na lokacie – jak się rozkręcisz, będzie Ciebie stać na coraz więcej. Jadąc na wakacje i próbując odłożyć kwotę powiedzmy 5000zł lepiej jest odkładać przez 10 mcy 500zł(przy produkcie lokacyjnym zostanie Ci nadwyżka ok. 2% z odsetek tj. 100zł – kolacja!), niż brać kredyt 5000 na 2 lata i spłacać 245zł/mc. Zacznij te 10 miesięcy wcześniej i problem masz z głowy. Nie próbuj na odwrót, bo kredyting to nałóg z którego bardzo ciężko się wyciągnąć.

Sytuacja nr 2. Tutaj już jest problem. Są dwie opcje – albo w opcji A) mamy sporo rat które  wkrótce przestaną być regulowane, albo B) mamy jeden kredyt, który staje się coraz większym obciążeniem. W obu przypadkach w końcu dojdzie do sytuacji nr 3 jeżeli nie zaczniemy podejmować rozsądnych kroków zaradczych.

Przeanalizujmy może opcję A). Mając kilka(naście) różnych kredytów warto zastanowić się nad ostateczną konsolidacją odciążającą – wszystkie kredyty do jednego na dłuższy okres I BEZWZGLĘDNE nadpłacanie kapitału w ratach. Załóżmy mamy 10 kredytów po 5000zł na 2 lata, z ratą każdy 245zł, tj. łącznie 2450zł/mc – zamieńmy to na 1 kredyt 50 000zł na 6 lat, z ratą ok. 1200zł/mc (50% niżej!) i tak długo jak się da nadpłacajmy różnicę (2450-1200) tj. 1250 zł na poczet spłaty kapitału. Zaletą tego rozwiązania jest zmniejszenie miesięcznej raty – pozwoli to na stosowne naprawy w budżecie, ale nie rozwiąże problemu – banki wiedzą, że takie „odprężenie” bardzo często powoduje chęć zaciągnięcia kolejnego zobowiązania. Trzeba być bardzo mocnym psychicznie walcząc z nałogiem, tak też w tym przypadku metoda polecana jest dla tych, którzy nie wydadzą 1250 zł różnicy na głupoty, ale na słuszną sprawę – szybszą spłatę kapitału. I obowiązuje ona tylko w tym przypadku, kiedy wiemy, że albo możemy stracić pracę, mogą wypaść specjalne wydatki (koszty choroby, leczenia). Zmniejszenie raty ma tylko i wyłącznie za zadanie poprawienie naszego cashflow – ZŁOTEJ REGUŁY. Czytałem o innych sposobach zmniejszania zadłużenia, tj. o zrobieniu rozpiski swoich kredytów, rat, kapitału do spłaty i rozpoczęcia spłat nadwyżek od tych, które się najszybciej kończą. To też jest bardzo dobry plan – ale dla tych, którzy nie czują się jeszcze duszeni przez kredyt i nie mają widma nagłych wydatków na horyzoncie. Dlaczego nie spłata tych kredytów, które są najwyżej oprocentowane? Dlatego, że jeżeli ich zapadalność jest długoterminowa, to próba nadpłaty i tak drogiego kredytu nie naprawi nam krótkoterminowo cashflow. Czyli mając 2 kredyty – jeden 10 000zł na 12 mcy oprocentowany 10% rocznie i drugi 30 000 na 15% rocznie (na 12 miesięcy) lepiej nadpłacać ten pierwszy, bo szybciej zmniejszy się nam obciążenie miesięczne. Nadpłacając drugi zanim go spłacimy musimy żyłować się przez kilka dobrych miesięcy z łączną ratą obu kredytów.

Wbrew pozorom, nie jest to jednak regułą. Wszystko należy dopasować do indywidualnej sytuacji i kierować się dwoma regułami:

– PIERWSZA, to zapewnienie sobie dodatniego cashflow – możliwie jak najszybsze zmniejszenie płatności kredytowych

– DRUGA, to niezaciąganie kolejnych zobowiązań i ograniczanie głupich, ale kapitałochłonnych wydatków „na pierdoły”. Zastanów się, ile ubrań potrzebne Ci jest miesięcznie, czy na pewno musisz jechać samochodem, czy może lepiej pociągiem/komunikacją miejską, zastanów się, czy TV nie wystarczy do obejrzenia filmu (zamiast iść do kina). Gwarantuję, że co najmniej kilka stówek zostanie w Twojej kieszeni.

W opcji B), kiedy mamy jeden kredyt i rata zaczyna być uciążliwa, należy w pierwszej kolejności wyciąć niepotrzebne wydatki. Jak i gdzie ich szukać pisałem przy analizie finansowej Twojego majątku. Takie notowanie wszystkich wydatków w pewnym momencie wciąga. Żydowskie liczenie każdej złotówki jest uzależniające, tylko trzeba widzieć w tym sens. A Twoim sensem jest życie za gotówkę, a nie za kredyt. Jeżeli zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy, czas na rozmowę z bankiem. Staraj się wymusić w pierwszej kolejności renegocjację oprocentowania. Im niżej, tym tańszy kredyt. W następnej kolejności zaproponuj hybrydowe połączenie zmniejszenia oprocentowania i wydłużenia czasu spłaty. Jeżeli i to nie wejdzie, zagroź, że nie dasz rady spłacać kredytu w takiej formie (ten argument stosuj często) – i konieczne musi być zmniejszenie raty miesięcznej. Bank nie popuści i będzie walczył, żebyś dalej był niewolnikiem na dotyczasowych zasadach. Musisz pokazać bankowi, że nie ma on skąd ściągnąć pieniędzy (im mniejszy majątek masz na siebie, tym lepszą masz pozycję negocjacyjną – bank woli żebyś płacił cokolwiek niż nic nie płacił). Takie działania jak ukrywanie swojego majątku jest często nielegalne, dlatego trzeba robić takie ruchy, żeby były zgodne z literą prawa. Jeżeli bank będzie wiedział, że masz majątek na spłatę, pożegnaj się z negocjacjami. Musisz mówić, że jesteś biedny, a nie bogaty. Tylko takie reguły pomogą Tobie renegocjować warunki i zmniejszyć ratę, zwiększyć cashflow i wszelkie możliwe nadwyżki lokować w spłatę kapitału.

 

No i sytuacja 3) – kiedy puka komornik.

Ostatnio skontaktowała się ze mną kobieta, która zaciągnęła dwa kredyty, których nie spłaciła, obecnie jeden jest już u komornika, a drugi niedługo będzie. Kobieta zastanawia się, czy opłaca się jej wziąć pożyczkę u prywatnych inwestorów (są to produkty finansowe pomiędzy bankiem a lombardem, kosztują około 5-6% miesięcznie). Mimo, że bardzo drogi, to zazwyczaj wygląda to tak, że kapitał + część odsetek płaci się w ostatniej racie – co znacznie odciąża cashflow i pozwala na wyczyszczenie biku i rejestrów długów. Po zaciągnięciu pożyczki prywatnej i wyczyszczeniu rejestrów, pożyczkobiorca zaciąga kredyt w normalnym banku i spłaca prywatną pożyczkę – im szybciej tym lepiej. Jest to jakieś rozwiązanie, jak liczyłem koszt komornika i wieloletniego spłacania przedawnionych kredytów wyjdzie drożej niż prywatny inwestor. Komornik wystawi na sprzedaż Twój dom za cenę, po której byś go w życiu nie sprzedał. Tracisz podwójnie. Dlatego niektórzy idą po prywatne finansowanie. Jednak jest to bardzo niebezpieczna droga, bo potknięcie się na niej oznacza sytuację gorszą niż komornik – można stracić potrójnie. Radzę więc 100-krotnie zastanowić się, co jest lepsze. Może warto podjąć rozmowy z wierzycielami, a nie odwracać się od nich i nie odbierać telefonów? Kobieta póki co zastanawia się, jak z tej sytuacji wybrnąć. Jest to wersja podbramkowa, decyzje co do rozmów z wierzycielami na pewno należało podjąć dużo dużo wcześniej. Tutaj już tylko komornik będzie mógł postawić w ryzach dłużnika i bez ceregieli zabierać lwią część pensji na spłatę długów. Z komornikiem da się żyć, ale należy pożegnać się z dobrobytem, wycieczkami i bezsensownymi zakupami i przejść w rescue mode. Jeżeli to możliwe, warto rozważyć pożyczkę od rodziny, wyspowiadać się z grzechu i będąc uczciwym spłacać zadłużenie rodzinie. Ale wydaje mi się, że jest to rozwiązanie gorsze niż prywatny pożyczkodawca – z rodziną wychodzi się dobrze na zdjęciach, a pieniądze nie są mocnym więzem rodzinnym.

Decyzja zależy tylko od nas – albo stawiamy czoło przeciwieństwom i próbujemy rozwiązać nasze problemy, albo olewamy temat i potem pokutujemy podwójnie.

[edit]Dodatkowy sposób wyjścia z zadłużenia został opisany w tym artykule.

Ze względu na bardzo dużą ilość zapytań ws. wyjścia z pętli zadłużenia proszę przejść do działu kontakt i postępować zgodnie ze wskazówkami. Postaram się pomóc.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *