Kredyt firmowy i ryzyko w działalności gospodarczej (ze 2 artykuły w jednym :) )

Kredyt firmowy to dość szerokie pojęcie – zaszufladkuję tutaj każdy możliwy sposób finansowania przedsiębiorstwa długiem – czy to będzie obligacja, czy to będzie kredyt inwestycyjny, obrotowy, leasing, itp. Jak już powinniśmy wnioskować, kredyt służy nie tylko do zwiększenia skali działania, ale także do zwiększenia wskaźnika ROE, tj. zwrotu z wkładu własnego. W tym artykule, zgodnie z obietnicą wcześniejszą ( Kiedy brać kredyt a kiedy nie?) opiszę sensowność zadłużania przedsiębiorstwa.

Razem ze wspólnikiem prowadzimy inwestycje w nieruchomości. W związku z dużym zapotrzebowaniem na kapitał stanęliśmy przed dylematem „czy finansować naszą działalność długiem” – a jak tak to w jaki sposób? Ja jestem przeciwny lewarowaniu się, wspólnik dąży do maksymalizacji stopy zwrotu z naszych inwestycji. Podam Wam to na prostym przykładzie: Kupujemy działkę za własne środki za 100zł (100% naszych środków), za 2 lata sprzedajemy ją za 200zł. Prosta stopa zwrotu ROE wyniesie 50% rocznie. Wspólnik zaproponował, żebyśmy sfinansowali nieruchomość długiem – zaciągnęli kredyt na 100zł na kilka lat, tak, że do spłacenia mamy w sumie 120zł przez 60 miesięcy. Zakładamy dla uproszczenia, że rata kapitałowo odsetkowa wynosi 1,67 złotego miesięcznie. Po 2 latach spłaciliśmy z własnych środków 40zł (30zł kapitał 10zł odsetki) kredytu, sprzedaliśmy działkę, spłaciliśmy szybko resztę kredytu (kapitału do spłaty zostało 70zł). Wydaliśmy 40zł (kapitał + odsetki), spłaciliśmy resztę kredytu (70zł). Z 200zł otrzymaliśmy na rękę (bez podatku dla uproszczenia) 120zł (200zł – 70zł kapitału – 10zł odsetek – 30zł kapitału banku spłaconego + 30 zł kapitału naszego spłaconego). ROE wyniosło 150% rocznie. To był dobry kredyt. Przynajmniej powierzchownie.

Dlaczego powierzchownie? Są dwie przyczyny – zwrot kapitałów własnych na inwestycji nam się rzeczywiście zwiększył. Jednakże ze 100 złotych, które mieliśmy, zaangażowaliśmy przez 2 lata jedynie 40 zł. Co stało się wobec tego z pozostałymi 60 złotymi? Są dwie możliwości: albo bawiliśmy się za tą kwotę, jeździliśmy na wczasy, wydawaliśmy na drogie samochody, albo zainwestowaliśmy nasze środki gdzie indziej.

W pierwszym wariancie „wydania” środków, z naszych 100zł globalnie zostało 120zł (bo 60zł przepiliśmy). Czyli nasz faktyczny zwrot w ciągu 2 lat wyniósł nie 150% rocznie, a 10% rocznie! Jak widzicie jest tutaj bardzo duża różnica w zwrocie globalnym.

Przykład pokazuje nam, jak bardzo ważna jest ochrona kapitału przed zmarnotrawieniem.

W drugim wariancie środki zainwestowaliśmy na lokatę! Po 2 latach na lokacie 4% r/r otrzymujemy z ~65zł. Czyli z naszych początkowych 100zł posiadamy 120 zł + 65zł = 185zł. Zwrot wyniósł więc 42,5% rocznie! Zobaczcie jak szybko spada efektywność inwestycji.

Dlatego tak bardzo ważne jest wyliczenie, czy faktycznie kredyt jest dobrym rozwiązaniem. W najprostszym wariancie inwestycji bez lewarowania otrzymujemy z naszych 100złotych 200zł. Tym samym mamy 50% zwrotu rocznie, czyli więcej niż opcja z lewarowaniem. Z czego to wynika? Oczywiście z kosztu kapitału własnego i kapitału obcego. Mamy tutaj pewien proces uwsteczniania się – jeżeli mamy gotówkę, powinniśmy tak administrować ryzykiem płynności (zaangażowaniem płynnych aktywów) aby bez ryzyka utraty środków „tu i teraz”(czyt. utraty płynności) moglibyśmy maksymalizować stopę zwrotu. Co bowiem stałoby się, gdyby po 2 latach inwestycji w nieruchomość nadal byśmy jej nie sprzedali, a bieżące środki „na życie” uległyby wyczerpaniu? Zostajemy z niepłynnym aktywem większej wartości, ale bez środków do życia. Wyjścia są dwa: albo szybko sprzedać nieruchomość po niskiej cenie, albo zaciągać kredyt (jeżeli mamy zdolność). To jest pierwszy krok do osobistego kolapsu.

Powtórzę to, co pisałem w poprzednich artykułach – nieważna jest „goła” stopa zwrotu, ważna jest osłona kapitału przed jego utratą oraz kontrola ryzyka płynności.

W powyższym przykładzie nie mamy do czynienia ze stanowczym zwiększeniem sumy bilansowej. Zakładając, że nasze aktywa (A) to 100zł, a pasywa (P) to kapitały własne 100zł, nie mamy żadnych zobowiązań, to po powyższych manewrach mamy albo sytuację z kredytem tj. (A) 60zł w lokatach i 100zł w nieruchomościach a (P) to 100zł kapitały własne i 60zł zobowiązania LUB (A) to 100zł w nieruchomościach i (P) to 100zł kapitały własne (opis uproszczonego bilansu wyjaśniałem w tym artykule).

Jeżeli chcielibyśmy szybko rosnąć, posiłkując się zadłużaniem, musimy znaleźć nie inwestycję na którą nas stać za gotówkę (j/w inwestycja 100zł), ale inwestycję, która będzie przynosić nam „dodatkowy” rush. Np. inwestycja w nieruchomość o wartości 400zł, którą będziemy chcieli sprzedać za powiedzmy 800zł.

Wtedy nasze A to 100zł w gotówce i 400 w nieruchomości, oraz P 100zł kapitałów własnych i 400 w zobowiązaniach. Wycena nieruchomości jest przeprowadzona w cenie nabycia i nie będziemy póki co uaktualniać tej wartości. Tym razem zależy nam na rozłożeniu spłaty na okres lat 30 (a nie 5 lat), gdzie miesięczna spłata wyniesie 3zł. Po 2 latach sprzedajemy nieruchomość za 800zł. Spłaciliśmy z naszych 100zł   -72zł- rat. Zakładamy, że w większości były to odsetki (62zł), kapitał jedynie 10zł. Tym samym z 800zł oddajemy bankowi jeszcze 390zł niespłaconego kapitału. Zostaliśmy z 410złotymi. Nasz bilans prezentuje się następująco A (438zł gotówki) P (438zł) kapitału własnego. Zwrot na inwestycji wyniósł 438/72 = 608%, jednakże biorąc pod uwagę niepracujące 28zł -> 438/100 = 438%.

Ogarnijmy nasze obliczenia – jeżeli mamy swoje środki, powinniśmy je angażować w taki sposób, aby maksymalizować całkowity zwrot ze wszystkich środków, dbając o ryzyko płynności i ochrony kapitału.

I teraz bardzo ważna rzecz, w którą banki wpędzają naszych rodzimych nie wyedukowaych przedsiębiorców. Forma prawna przedsięwzięcia jest NIESAMOWICIE ważna – a wraz z nią ZABEZPIECZENIA FINANSOWANIA DŁUGIEM.

Wyobraźmy sobie, że powyższy bilans dotyczył jednoosobowej firmy pana Andrzeja. Jeżeli inwestycja wychodzi (albo cokolwiek innego, przedsiębiorstwo się ładnie rozwija, Andrzej zwiększa skalę produkcji) wszystko jest w porządku. Problem jednak powstaje, gdy inwestycja jest niepłynna i zamiast 24 miesięcy sprzedaż trwa i trwa i mija miesiąc 33 (wydaliśmy 99zł z naszych 100zł płynnych środków). Przychodzi BANK i mówi : no i bigos, dupa! Straciliśmy kupę siana na Pana nieudanej inwestycji. Chcemy, żebyście natychmiast oddali nam środki (rzecz jasna bank w ten sposób od razu wypowiada nam umowę). W następnej kolejności zlicytowuje nam naszą nieruchomość (co do wycen komorników się nie wypowiadam, z praktyki można oczekiwać, że skoro nabyliśmy za 400 bank odda za grosze naszą nieruchomość – powiedzmy za 250zł). Tym samym mamy oddane 250zł + około 15zł kapitału (reszta to odsetki). Zostaje 35zł, które trzeba skądś wytrzasnąć – ale jak to zrobić mając przekreślone drogi w BIKu? Jak znowu zbudować kapitał? A odsetki od 35zł nadal będą szły.

Stąd też DUŻE inwestycje, znacznie przekraczające środki, którymi dysponujemy, powinny odbywać się za pomocą spółek – tak, aby nasz majątek osobisty oddzielić od majątku spółki. Andrzej zakładając spółkę z o.o. i wkładając do środka 100zł, jako wspólnik odpowiada jedynie do wysokości wkładu własnego! Nic nie zrobią jemu jeżeli w odpowiednim czasie złoży wniosek o ogłoszenie upadłości. Nie ściągną ani grosza z majątku prywatnego. Tym samym zamiast 100zł Andrzej mógłby wnieść 72zł, osłaniając pozostałe 28zł.

I uwaga, bo do tego dążyłem – jeżeli będzie zgłaszać się po kredyt na sp. z o.o. nigdy, ale to nigdy nie gódźcie się poręczać kredytu spółki! To mija się całkowicie z celem! Jeżeli Andrzej poręczyłby za spółkę, to po upadłości likwidacyjnej bank przyczepi się do jego majątku prywatnego. To całkowicie ZAPRZECZA idei bezpiecznego biznesu. BANK BOWIEM NIE PONOSI ŻADNEGO ALE TO ŻADNEGO RYZYKA W TEJ INWESTYCJI! Jeżeli Andrzej jest człowiekiem majętnym, to po fiasku inwestycji dobiorą mu się do dupy i kompletnie nic nie zrobi w celach ochrony majątku. Tyczy się to działalności gospodarczych jednoosobowych, działalności w postaci spółek cywilnych, jawnych, komandytowych (komplementariusz). Należy dokładnie patrzeć, co się podpisuje. Ja wiem jak bardzo kuszące są większe zyski związane z lewarowaniem, bo zachęcam Was do lewarowania, ale jeżeli zabezpieczenie jest tak duże, to nie warto ryzykować. Lepiej poszukać innego sposobu na zlewarowanie się bez nadmiernego zabezpieczenia.

Jeżeli określimy sobie ryzyko w dziesięciostopniowej skali, i zysk w skali procentowej na rok, to możemy opisać naszą inwestycję w wariancie prywatnym na 438% (10 – ryzyko zaangażowania pełnym majątkiem (100/100zł), 6 – ryzyko płynności, 6 – ryzyko utraty kapitału (czy inwestycja okaże się rentowna)), i w wariancie spółki bez poręczeń na 438% ( 7 – ryzyko zaangażowania pełnym majątkiem (RPM) (72zł ze 100zł), 6-ryzyko płynności (RF)(tutaj nic się nie zmieniło), 6 – ryzyko utraty kapitału (RU) (też nic się nie zmienia)). Widać, że opcja druga jest znacznie lepsza. Ryzyk związanych z inwestycją jest znacznie więcej, warto dla siebie rozpocząć budowanie poszczególnych wag do każdego z ryzyk i liczenie sumarycznej wartości opłacalności inwestycji. Oczywiście jest to liczenie czysto empiryczne, nie ma tutaj konkretnego wzoru – to nasza sprawa, jakie wagi przyjmiemy – na pewno opowiemy sobie co powinno być ważne, a co ważniejsze kiedy indziej. Załóżmy teraz, że w pierwszej kolejności koncentrujemy się na ochronie kapitału (waga 0,6) – dla RPM. Potem mamy RU – 0,2 i RF także 0,2.

W wariancie 2 otrzymujemy 7 * 0,6 + 6*0,2 + 6*0,2 = 6,4. W wariancie 1 mamy 8,4. Im niższa wartość tym lepiej dla nas (mniejsze ryzyko).

Teraz rozważmy inwestycje z uproszczeniem, że inwestujemy cały nasz kapitał:

1. Obstawienie „Czerwone” na ruletce – RPM – 10, RF – 0 (wypłata od razu od krupiera), RU – (10). Otrzymujemy przy naszych wagach 12.

2. Spekulacja giełdowa  – RPM – 6, RF – 2 (może nastąpić zawieszenie akcji), RU – 6. Otrzymujemy przy naszych wagach 4,8.

3. Inwestycja w nieruchomości – RPM – 1(dla opcji finansowania przez spółkę bez poręczeń), RF – 8, RU – 3. Mamy 4.

To są jedynie przykłady bez zbędnego analizowania. Ciekawym ćwiczeniem dotyczącym wyboru inwestycji jest znaczące uproszczenie analiz biznesowych, oszacowań ryzyka i zastąpienie tego wszystkiego grą w rzut kostką z pewną wypłatą. Załóżmy sobie, że mamy N stołów do gry w rzut kostką, każdy z identycznymi zasadami, ale innymi parametrami tych zasad, mianowicie:
1. Gra polega na postawieniu pewnej części swojego kapitału K na wynik rzutu kostką i rzucie tą kostką n-ścienną. Jeżeli wypadnie liczba z zakresu n-y;n, (gdzie y jest także liczbą naturalną, nie większą od n) wygrywasz K * (1+i).

Każda taka gra z innymi parametrami jest sprowadzeniem realnej inwestycji do prostej zależności.

Załóżmy, że gra polega na rzucie sześcienną kostką. Jeżeli wypadnie 1 lub 2, wygrywamy 2x tyle, co postawiliśmy. Czy to jest dobra gra? NIE. Statystyka bowiem mówi, że szansa wypadnięcia 1 lub 2 wynosi 33%, zaś wygrana stanowi podwojenie obstawienia. Tym samym w długiej perspektywie czasu środki włożone w taką inwestycję zostaną najprawdopodobniej zaprzepaszczone.

Załóżmy, że warunki j/w, ale wygrać można 3x tyle, co postawiliśmy. Tutaj szansa w perspektywie długoterminowej (jeżeli nie będziemy mieć złej serii po drodze) oznacza stanie w miejscu. Raz na 3 razy wygramy 3 x tyle co postawiliśmy. Mając 3 złote, po 3 rzutach z których tylko jeden będzie trafiony (na każdy obstawiamy 1zł) nadal mamy 3 zł.

Teraz zmieńmy parametry. Wyobraźmy sobie, że gra polega na tym, że wygrywamy jak wyrzucimy 1,2,3,4 lub 5, a wygrana wynosi 1,5x tyle co włożyliśmy. Zastanówcie się, czy taka gra nam się faktycznie opłaca.

Pomyślcie też o grze, w którym mamy kostkę 100-ścienną. Liczby 1-90 wygrywają. Wygrać można 1,2x tyle, co postawiliśmy.

Albo kostka 100-ścienna i tylko ściana 99 przegrywa. Wygrać można 1,1x tyle, co postawiliśmy.

Albo mamy kostkę 100-ścienną, i tylko ściana 1 wygrywa. Wygrana wynosi 10000x tyle, co postawiliśmy.

Zobaczcie np. taki przykład : w Polsce upadło 6 banków. Od 2000 roku nie było żadnego takiego wydarzenia. W Polsce działa ok. 70 banków. Szansa na upadek jest naprawdę niewielka, a na stratę swoich pieniędzy z lokaty nieduża (do kwoty 100 tys. ? – BFG). Szansa na upadek powiedzmy 1:1000 (to jest moje założenie) (losowanie raz na 1 rok). Także nasza lokata na 3 % rocznie to tak naprawdę rzut kostką 1000-ścienną, w której wygrywamy w 999 przypadkach 1,03x tyle, co włożyliśmy. Wyobraźmy sobie taką wielką kostkę z tyloma ścianami. Prawda, że szansa na przegraną jest niewielka? Ale pecha można mieć zawsze.

To, jaką inwestycję (grę) wybierzemy, zależy tylko od nas – bo wchodzimy w inwestycję z własnej woli (tak jak w taką grę w kości).Parametry zależą od tego, jakie ryzyko możemy ponieść oraz jak często odbywają się „rzuty” kostką. Generalnie każda inwestycja od włożenia środków do ich wyjęcia to jeden rzut, wynik niestety nie jest znany od razu. Będzie znany znacznie później. Warto też zastanowić się, co jest w naszej grze ryzykiem(ilość rzutów, czas rzutu, szansa), a co zwrotem z inwestycji (ile można wygrać). Jak sami widzicie, nie zawsze maksymalizacja zwrotu z inwestycji kosztem zwiększonego ryzyka to dobra decyzja. Wygrane w kasynie są duże, ale zdarzają się rzadko.

W biznesie powinieneś dążyć nie do osiągnięcia maksymalnej stopy zwrotu za wszelką cenę, ale do osiągnięcia maksymalnej stopy zwrotu przy zachowaniu możliwie największej ochrony kapitału(minimalizacja ryzyka). Jednak bez przesady – lokata jest aż za bardzo bezpieczna. Kto nie ryzykuje, nie pije szampana.

Dlatego powinniście starać się znaleźć taką inwestycję, która zapewni Wam godziwy zwrot przy minimalnym narażeniu kapitału na ryzyko. Te N gier w kości to tak naprawdę dywersyfikacja portfela. W zaawansowanej inżynierii finansowej wprowadzono specjalny wskaźnik zwany VaR (Value at Risk), który definiuje nam miarę ryzyka. VaR służy do szacowania bezpieczeństwa portfeli finansowych i określania ryzyka utraty kapitału. Dla przykładu naszych kostek – przy poszczególnych parametrach gry, robimy próbę losową powiedzmy 500 000 razy teoretycznie rzucamy kostką i możemy oszacować, jakie jest prawdopodobieństwo utraty kapitału/części kapitału. W mojej pracy magisterskiej opisywałem efektywność inwestycji w zakład produkcyjny z założeniem lewarowania kapitałem obcym. Poniżej wyniki finansowej zaktualizowanej wartości netto z inwestycji:

npv

Wartość ta określa wskaźnik iloraz NPV i nakładów na inwestycję. Nie jest to już tylko proste szacowanie rzutu kostką, ale zaawansowane liczenie szansy, kiedy inwestycja nie przyniesie zysku. W tym przypadku wartość 0 i mniejsza (biznes nieopłacalny) określa nasze zagrożenie. Szacowane jest ono na mniej niż 10%. Pewnie zastanawiacie się, jak zastosować to do oszacowania poziomu ryzyka inwestycji w warzywniak ;). Nie nie, te metody mają sens jeżeli pieniądze, które angażujemy są naprawdę duże. Szacowanie ryzyka to tak naprawdę branie pod uwagę wielu wielu rzutów kostką dla różnych czynników. Np. w powyższym projekcie zmiennymi były wielkość produkcji, ceny materiałów, wysokości płac, koszty energii elektrycznej i inne – wszystko, co składa się na rachunek kosztów w firmie. Także awarie sprzętu, przestoje, urlopy, zdarzenia losowe inne. Ta inwestycja okazała się opłacalna. Jest bardzo duża szansa, że przy zaangażowaniu na poziomie kilku mln złotych kapitałów własnych w ciągu 10 lat zrobimy z nich kilkanaście milionów złotych z perspektywą dalszego wzrostu. Średni ROE wyniósł prawie 20%, przy ROA na poziomie 6%.

 

Kurde, w życiu nie wyczerpię tylu rzeczy, ile chcę opisać. Jestem dość chaotyczny i nie wszystko da się pewnie zrozumieć 😉 – w razie czego od tłumaczenia mamy komentarze. Konsekwentnie będę dalej Wam wałkował i powtarzał różne aspekty ryzyka w inwestycjach. Ten artykuł miał dotyczyć głównie kredytu. Kredytu firmowego w jakiejkolwiek postaci. Już powinniście wiedzieć, że opłaca się go brać, jeżeli mamy na transakcji zarobić. Pamiętajcie jednak, że transakcja to też ryzyko – i jeżeli chcecie korzystać z lewarowania, musicie albo wybierać bezpieczne inwestycje, albo skutecznie ograniczać ryzyko. Albo i to, i to. Wiele jeszcze przed nami. Sorry za długi artykuł, mam nadzieję, że czytało się go chociaż z zaciekawieniem. Pozdrawiam :-).

3 myśli nt. „Kredyt firmowy i ryzyko w działalności gospodarczej (ze 2 artykuły w jednym :) )

  1. Bardzo ciekawy wpis, jak też z resztą pozostałe. Zastanawiam się nad tym kredytowanie spółki z oo. Faktycznie nie ma sensu brać kredytu jeśli bank wymaga poręczenia od wspólników. Pytanie tylko czy są banki, które wiedząc, że w przypadku wystąpienia default’u mają zabezpieczenie tylko na aktywach spółki zgodzą się takiego kredytu udzielić bez domagania się poręczenia osobistego.

    • Zależy jaki to biznes i jakie ryzyko należy ponieść. Spółka bez majątku dla banku będzie nieciekawa, ale jeżeli ma aktywa wartościowe i interesujące zyski, to dlaczego bank miałby nie zgodzić się na kredyt? Najgorzej jest w przypadku nowych działalności lub niepewnych podmiotów, kiedy jakoby z góry wiadomo jest, że pomysłodawca niczym praktycznie nie ryzykuje, a bank ryzykuje niemożliwością odzyskania środków.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *