Lekarz na wakacjach, czyli biznesy wolnych zawodów

Witajcie! Przed świętami zrobiło się trochę luźniej w obowiązkach, w związku z czym postanowiłem zabrać się za napisanie artykułu, o który kilka osób mnie pytało. Co ciekawe, temat jest niebanalny i najwidoczniej potrzebny skoro aż kilka procent osób (czytających bloga regularnie) zapytało o temat niezależnie od siebie. Artykuł będzie traktować o robieniu kapitałów przez osoby wykonujące właśnie wolne zawody. Zapraszam do czytania.

Smiling female doctor 01

Na wstępie zdefiniujmy sobie, co w ogóle oznacza wolny zawód i dlaczego powinien być omawiany osobno. Wolny zawód to generalnie działalność gospodarcza osoby fizycznej (lub spółki, głównie partnerskiej) na własny rachunek i we własnym imieniu, wykonywana osobiście. Podkreślić należy ostatnie słowo. Jest to działalność wykonywana osobiście. Czyli ciężko jest stać się właścicielem przedsiębiorstwa działającego jako wolny zawód, ponieważ nie można scedować głównych obowiązków na pracowników – a nawet jeżeli można, to i tak całkowitą odpowiedzialność ponosić będzie osoba będąca w wolnym zawodzie. Można oczywiście zatrudnić osoby które wolny zawód będą wykonywać w ramach naszego przedsiębiorstwa, ale zwykle zawód taki opiera się na renomie (często nazwiska), przez co te osoby, które pracują w czyjejś spółce (i nie są wspólnikami) raczej są początkujące(w większości) lub stroniące od ryzyka prowadzenia własnej działalności (raczej niewiele osób, profesjonaliści zwykle działają na własny, a nie cudzy rachunek). Wynagrodzeniem za wysokie ryzyko działalności wolnych zawodów jest zwykle pensja, która niejednokrotnie przewyższa średnią krajową. Jednak chęć poniesienia ryzyka związanego z uprawianiem wolnego zawodu niekoniecznie przekłada się na wynagrodzenie – ponieważ ryzyko i zysk wystąpi tylko wtedy, kiedy osoba będąca w wolnym zawodzie otrzyma zlecenie. To z kolei wiąże się z wieloletnim dążeniem do rozpoznawalności, zdobycia zaufania i zbudowania renomy wokół swojej osoby. Najczęściej budowanie reputacji zajmuje wiele wiele lat, i osoby które taką renomę stworzyły koniecznie dążą do tego, aby ich potomkowie (dzieci, wnuki) także zostały w zawodzie i czerpały z dorobku poprzedniego pokolenia, który został tak misternie stworzony. W książce o której mówiłem w poprzednim artykule Adam Smith (mimo, że pisał książkę w XVIII wieku) już wyszczególnił wolne zawody (m.in. prawników) i pokrótce je scharakteryzował właśnie pod kątem budowania renomy. Stwierdził on mianowicie (w kwestii zarobków prawników) że tylko 1 na 20 adeptów prawa przez lata zbuduje sobie renomę taką, aby móc zarabiać za pozostałych 19(stąd bierze się więc główna „przebitka” w  pensjach). Jest to prawda po dziś dzień, gdzie zawodowi prawnicy z renomą potrafią nierzadko zarabiać po kilkaset tysięcy złotych miesięcznie, podczas gdy inni (większość) oscylują w okolicach 1,5 pensji krajowej, a co poniektórzy nie mają nawet tego. Dlatego tak bardzo misternie budowane są rodziny lekarzy, prawników, żeby przez kolejne pokolenia jeszcze bardziej zyskiwać na wartości i budować renomę. Załóżmy, że pan Robert był pierwszym w rodzinie, który zdecydował się być adwokatem. Przez 20 lat ze stażu 1000zł (będąc jeszcze aplikantem) osiągnął poziom zarobków na poziomie 15 000 zł miesięcznie – posiada stałe kontakty, zlecenia, umowy z przedsiębiorstwami na doradztwo, itp. Jego syn właśnie rozpoczął studia prawnicze i za namową ojca pilnie się do nich przykłada. Nazwisko buduje im pensję i syn nie zacznie od 1000zł, ale od poziomu zarobków znacznie wyższego. Robiąc iterację na kilka pokoleń wprzód, można by powiedzieć, że są ustawieni.

Po co więc mają bawić się w prowadzenie biznesu? Większość osób zadowala się zarobkami rzędu 30-100 tys. miesięcznie i dalej nie za bardzo chce brnąć wyżej, konsumując swoje zyski. Problemy, które zauważam są 3:

Problem #1: Jeżeli łańcuszek pokoleniowy się przerwie(syn zechce zostać fotografem a nie prawnikiem), szlag wszystko trafi i rodzina zbiednieje

Problem #2: Jeżeli coś się stanie głowie rodziny pracującej w wolnym zawodzie zanim jeszcze sukcesor obejmie dowodzenie (lub dorośnie) – klienci odejdą do konkurencji i szlag trafi misterny plan budowania reputacji. Do problemu 2 należy także dołożyć przypadki totalnych branżowych porażek i zniszczenia renomy- okaleczenie pacjentki przez chirurga, doprowadzenie do milionowych strat klienta przez swojego adwokata, zawalenie się budynku przez inżyniera budowlanego itp. (ostatnia akcja z komornikiem i ciągnikiem). Widzimy więc spore ryzyko wolnych zawodów.

Problem #3: Wolny zawód to zawód wykonywany osobiście, przez co jakiekolwiek dłuższe wakacje nie wchodzą w rachubę. Cały czas trzeba być na miejscu i świecić odznaką nazwiska, jakiekolwiek zostawienie np. kancelarii dłużej (albo co gorsza kliniki) bez opieki właścicielskiej nie wyjdzie na dobre naszemu przedsiębiorcy.

Pewnie są także inne problemy, których nie wymieniłem- powyższe są moim zdaniem najbardziej kluczowe.
Jaka jest moja rekomendacja na takie sytuacje nadzwyczajne? Prosta – albo radzę oszczędzać, jeżeli nasz człowiek z wolnego zawodu nie posiada (lub nie czuje) smykałki do interesów, albo  oczywiście dywersyfikacja działalności i budowanie biznesów mogących także budować majątek, który potem pozwoli na swobodne odejście z interesu wolnozawodowego(zostawiając go potomkom), a samemu korzystać z życia.

Omówmy porady dla zwykłego Kowalskiego (doktora Kowalskiego 😉 ) – oszczędzać także trzeba umieć – odkładanie całych środków na lokatę buduje właściwie jedynie warstwę 1 portfela inwestycyjnego, czyli tą najwolniejszą. Zwykły Kowalski zarabiający powyżej 10 000 miesięcznie powinien zdywersyfikować swój portfel – skorzystać z usług 2-3 biur private banking, zakupić jakąś nieruchomość (lub kilka) pod wynajem, zainwestować w fundusze inwestycyjne (także opisywaliśmy jak prawidłowo budować portfele inwestycyjne w oparciu o akcje, obligacje), ulokować część środków w surowce, przekładać nadwyżki w odpowiednie miejsca  (utrzymując ciągle proporcję między poszczególnymi składnikami portfela i „wazonika inwestycyjnego – najlepiej jeżeli tworzylibyśmy warstwy 1 i 3, jeżeli ktoś czuje się na siłach to inwestycja w spółkę wchodzącą na giełdę jeszcze przed IPO”). Blog jednak nie powstał po to, aby pisać o osobach oszczędzających, ale o osobach inwestujących. Zajmijmy się więc drugą grupą, która koniecznie chce skorzystać z właśnie tej opcji, czyli wejścia na szybszy tor.

Pierwszym elementem, który jest wybitnie ciężki do przełknięcia jest poziom dochodów, jaki przyszły biznes powinien generować. Bezpiecznie załóżmy, że spodziewamy się zwrotu z kapitałów na poziomie 6% rocznie (bez żadnych dźwigni, czyste ROI). Dla osoby początkującej w biznesie może być to niezwykle trudne do osiągnięcia, dlatego tak ważne są ćwiczenia inwestycyjne na mniejszych kwotach, żeby nie sparzyć się przy większych.

Wyobraźmy sobie 2 osoby „wolne” i jednego pracownika: pana Adama, pana Bartka i pana Czesia.
Pan Adam jest prawnikiem i zarabia 15 000zł miesięcznie. Pan Bartek także jest prawnikiem, ale osiągnął spore sukcesy i zarabia 70 000zł miesięcznie. Pan Czesio jest budowlańcem i robi niewielkie remonty, zarabia 3500zł miesięcznie.

Potrzebne kapitały do utworzenia dochodu na poziomie miesięcznej pensji wynoszą:
Adam: 15 000 x 12 : 0,06 = 3 000 000zł
Bartek: 70 000 x 12 :0,06 = 14 000 000zł
Czesio: 3500 x 12 :0,06 = 700 000zł

Zobaczmy jak wielka rozbieżność jest miedzy tymi kwotami kapitałów, które muszą te osoby zgromadzić. Wszyscy trzej, A, B, C, niezależnie ile zarabiają, aby otrzymywać 6% z kapitału i aby kwota ta była równoważna ich pensji mają tak samo ciężko. Jak można takie pieniądze zdobyć, ile czasu to zajmie? Załóżmy, że Adam może odkładać 4000zł/mc (pewnie da radę), Bartek może odkładać 30 000zł (nie pytajcie na co wydaje pozostałe 40 000 😉 – właśnie dlatego polscy biznesmeni zatrzymują się na takim pułapie, bo po prostu już im się nie chce mieć więcej – jednocześnie nie myślą o budowaniu kapitałów tylko utrzymywaniu się z pracy bieżącej), Czesio zaś odkłada 1000zł. Czas gromadzenia środków, przy założeniu, że gromadzone kapitały zarabiają po 4% rocznie:
Adam: około 32 lata
Bartek: około 24 lata
Czesio: około 30 lat

Zauważcie, że inflacja nie została uwzględniona, a ona potrafi istotnie wydłużyć czas gromadzenia realnej wartości obecnych 3, 14 i 0,7 mln zł. Kolejny raz mamy do czynienia z sytuacją, gdzie płakać się chce, ile życia należy żyć w ascezie (najlepiej ma Bartek, ale Czesio – nie pozazdrościć życia za 2500 miesięcznie). Działając jednak na bezpiecznej, 2,5-krotnej dźwigni finansowej i mogąc wyciągać 10% rocznie netto (cały czas odkładając te środki do momentu osiągnięcia przez nie wartości kapitałów o których była mowa wyżej) czasy skracają się następująco:
Adam: około 20 lat
Bartek: około 16 lat
Czesio: około 19 lat

Te wartości są już do zaakceptowania. Zakładając, że wystartują z punktu 0 w wieku lat 30, mając 50 osiągną stan majętności (tj. momentu, w którym bez pracy dadzą radę żyć z biznesu).
Dlaczego napisałem o dwóch wolnych zawodach i o jednym robotniku? Chciałbym zwrócić uwagę na fakt, że inwestowanie kwoty 200-300 tys. złotych rządzi się innymi regułami niż inwestowanie kwoty kilku milionów złotych – szczególnie w przypadku, gdy ktoś zarabia tyle, że miesięczna pensja mogłaby rozruszać niewielkie przedsiębiorstwo. Uważam, że dla wolnych zawodów wystąpi pewne ryzyko związane z brakiem empatii i wyciągania wniosków społecznych (nie potwierdzam tego badaniami, tylko swoją własną opinią)-karierowicze są dość specyficzni. Mimo najlepiej przygotowanego biznesplanu wolne zawody są pewne siebie i mające swoje racje, ciężej jest takie osoby przekonywać do swoich opinii. Występuje tutaj większe ryzyko porażki biznesowej(ze względu na brak doradców), przez co przez okres tych kilkunastu lat bardziej można się uwstecznić niż pójść do przodu. Nasz Czesio może znać zwykłych ludzi, dostrzegać kombinatorów, cwaniaczków, czego dobrze ułożony prawnik może nie widzieć(bo nie miał z tym styczności). Zwykle w tych pierwszych okresach budowania kapitału, kiedy inwestycje nie przynoszą wymaganych interesujących profitów nie jest interesująco. Prawnik może nie chcieć zajmować się czymś, co daje 1000 zł zysku kiedy sam zarabia miesięcznie kilkanaście tysięcy złotych (nie mówiąc już o Bartku). Właśnie to, że wolne zawody zarabiają więcej niż potrzebują wydawać sprawia, że zniechęcają się do tworzenia biznesów, żyją wystawnie i na zawsze zostają w klasie średniej (czasem aspirują do niższej klasy bogatych). Czesio zahandluje samochodem, starą szafą (antykiem), coś sprowadzi z zagranicy – szanujący się prawnik-handlarz samochodami – raczej mało spotykane.

Osoby z wolnych zawodów, które działają w swojej branży bez sukcesów, powinny działać tak jak Pan Czesio – nie ma się czego wstydzić, mając własny warsztat samochodowy czy komis. Osoby z wolnych zawodów, które osiągnęły sukces i zarabiają kilkanaście tys. zł miesięcznie i więcej powinny celować moim zdaniem w branże innowacyjne oraz branże, które są stabilne – przykładowo branża hotelarska. Dobry prawnik mógłby przecież mieć własny hotel w nadmorskiej miejscowości, czy też nawet w miejscu, w którym mieszka. Najlepiej jednak odizolować działalność wolnego zawodu od biznesu, tworząc np. na hotel osobną spółkę. Najlepiej działać bez imienia i nazwiska, chyba, że ktoś czuje się pewnie. Są po temu dwa powody – pierwszy to ryzyko porażki (mogące nie tylko zabić biznes, ale także porażka może wpłynąć na utratę klientów w wolnym zawodzie), drugi to względy bezpieczeństwa finansowego – wolny zawód to odpowiedzialność całym swoim majątkiem, należy więc bacznie organizować LEGALNE konstrukcje prawne przedsięwzięć zależnych, aby w razie wpadki nikt nie dobrał się nam do majątku. Oczywiście polecam także handel samymi nieruchomościami z rynku wtórnego a także deweloperkę. Jak zwykle radzę uważać na giełdę przy aktywnym inwestowaniu, chyba, że utrzymujemy kontrolę nad daną spółką lub mamy tam jakikolwiek głos decyzyjny.
Ciekawą propozycją mogą okazać się wszystkie biznesy, w których da się w prosty sposób scedować odpowiedzialność oraz działać z ramienia nadzorczego. Kompletnie nie polecam biznesów nad którymi trzeba siedzieć i administrować (chociażby „najlepsza restauracja w mieście”) gdyż sam wolny zawód zabiera zbyt wiele czasu aby zarządzać jeszcze inną działalnością. Przedstawiciel wolnego zawodu musi myśleć jak inwestor, nie jak przedsiębiorca-zarządca. Trzeba koncentrować się na transakcjach rzadszych, ale większych (stąd też sympatia do nieruchomości). Warto rozważyć inwestycje w przedmioty kolekcjonerskie (np. obrazy, wina, whiskey, itp.), można zainwestować w debiutujących sportowców (niestety nie do końca znam tą branżę, wiem tyle, że mimo, że ryzykowne może być mocno opłacalne).

Patrząc na powyższe przemyślenia dochodzę do wniosku, że wolny zawód w biznesie bardziej szkodzi niż pomaga. Ze względu na prestiż stanowiska nie można „parać się” interesami szarych ludzi, bo może to zrobić szkody na wizerunku zawodu (ba, są przecież kodeksy etyki wolnych zawodów, które nierzadko zabraniają działania w branżach nieetycznych, aczkolwiek propozycja własnego salonu gier czy kasyna brzmi kusząco :) ). Ilość branż do działania znacznie się ogranicza – ale może ma to swoje plusy, łatwiej można wybierać :-).
Sam jestem inżynierem budowlanym (wolny zawód), a także licencjonowanym syndykiem (także wolny zawód). Jednak ani jedno, ani drugie nie generuje dla mnie dochodów, jedynie póki co korzystam z wiedzy, jaką dało mi wyuczenie tych zawodów (do inwestycji deweloperskich które rozpocząłem oraz do rozeznania ekonomiczno-prawnego dla przedsiębiorstw, którym doradzam). O syndyku wypowiadać się nie będę, ponieważ mimo że jest nas mało to konkurencja jest spora, a rynek naszych usług niewielki i ciężko jest z tego wyżyć bez renomy i rozeznania w środowisku. Nie ma tutaj złotych gór jak niektórzy myślą. Większość ma ciężko. Inżynier budowlany – tutaj jest równie niedobrze, bo konkurencja jest spora, a zatrudnienie i zarobki na poziomie 5-7 tys. zł miesięcznie to najczęściej ogromna odpowiedzialność i harówka od rana do nocy, szczególnie jak się prowadzi kilka budów. Z resztą to samo tyczy się lekarzy – mimo sporych zarobków nie ma czasu nawet na dłuższy wypoczynek(mówimy o lepszych i najlepszych, którzy są rozchwytywani). Wolne zawody wydają się być przeznaczone dla pracoholików, jednak zawód przedsiębiorcy-zarządcy jest równie wymagający a przy tym znacznie bardziej skalowalny. Nie jest możliwe, jak zostało powiedziane wyżej, poświęcać czas na prestiżowy wolny zawód jednocześnie prowadząc przedsiębiorstwo. Można myśleć o łączeniu wolny zawód + oszczędzanie albo wolny zawód + inwestowanie. Oczywiście pewnie są wyjątki(wolny zawód+prowadzenie biznesu), ale nieliczne – które jak każde wyjątki potwierdzają regułę. Jedyne co mogę to współczuć takiej osobie nad nieustannym byciem w pracy.

Dla wolnego zawodu priorytetem powinien być odpowiedni rozkład portfela inwetycyjnego. Z racji większych zarobków i możliwości kredytowych nie można dopuścić do utraty zainwestowanego kapitału, bo spowoduje to nie tylko trudności w jego odrobieniu, ale także może spowodować skazę na wykonywanym zawodzie i zmniejszenie miesięcznych dochodów. Wolny zawód – inwestor powinien skupiać się przede wszystkim na rozbudowie warstwy 3 portfela (nieruchomości pod wynajem, hotel), jednocześnie część środków poświęcając na warstwę 4 (deweloperka, akcje przedsiębiorstw które da się kontrolować), malutką na 5 (inwestycje w innowacje, tutaj na jeden pomysł należy przeznaczać niedużo, posiłkując się funduszami zewnętrznymi – UE, PARP, itp.) oraz (jak wspomnieliśmy o inwestycjach alternatywnych) skupiać się na budowaniu fundamentów warstwy 1 – może być to złoto, wino, diamenty, bezpieczne obligacje, ziemia w ciekawej lokalizacji. Systematycznie należy weryfikować skład i wielkość poszczególnych warstw portfela, wzajemnie transferując zyski i utrzymując kształt „wazonika” jednakowy. Może się zdarzyć, że gwałtowny zysk z warstwy 5 spowoduje zmianę portfela w formację „gwoździa”, należy więc sprzedać odpowiednią ilość instrumentów tej warstwy przerzucając zyski na inne poziomy.

Portfel zachowawczy wolnego zawodu-oszczędzającego to głównie warstwa 1 i 3. Zakup nieruchomości na częściowy kredyt, wynajem w takiej formule, aby sam kredyt się spłacał, dalsze szukanie następnych nieruchomości. Inwestycje w bezpieczne papiery, dla osób chcących trochę posmakować ryzyka rozwiązania specjalistyczne (fundusze inwestycyjne) – ale w niewielkim procencie w stosunku do całego majątku.

Jeżeli ktoś chce coś dodać, chętnie wysłucham i podejmę dyskusję :). Pozdrawiam i życzę Wam Wesołych Świąt Wielkanocnych!!

5 myśli nt. „Lekarz na wakacjach, czyli biznesy wolnych zawodów

  1. Hej, czytam Twojego bloga i chciałbym dowiedzieć się jak podchodzisz do kwestii MLM? To też swego rodzaju wolny zawód z możliwością uzyskania dochodu pasywnego po kilku latach owocnej pracy.

    Pozdrawiam

    • Uważam, że jeżeli ktoś potrafi stworzyć mlm od podstaw i zbudowac kilka poziomow to mozna go nazwac genialnym biznesmenem. Jezeli ktos mysli ze dorobi sie w cudzej mlm, to jest naiwniakiem. Z kazdym nastepnym czlonkiem szansa na sukces znacznie maleje, tylko ścisłe kierownictwo wygrywa w mlm.

  2. Witam,
    jestem ciekaw, gdzie należy szukać, aby dowiedzieć się, jak stworzyć „legalne konstrukcje prawne przedsięwzięć zależnych”? Poza tym w jaki sposób można dostać się do biznesów, w których działać się będzie tylko z ramienia nadzorczego?
    Pozdrawiam serdecznie

    • Tworzeniem takich konstrukcji zajmują się kancelarie prawne.A dostanie się do takich biznesów jest możliwe na dwa sposoby: praca nad własnym biznesem (lub cudzym) albo znajomości polityczne(obsadzanie spółek „swoimi” ludźmi).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *