Nadmierne rozkręcenie biznesu – przeinwestowanie

Czy można mieć tyle środków, że ciągle inwestując i inwestując w dobre produkty w pewnym momencie zostać z niczym? Można. Zapraszam do czytania.zdjecie,600,100274,karuzela-nr-2-krecimy-jeszcze

Czy może być tak dobrze, że w szale inwestowania zapomnimy się i wszystkie nasze biznesy pójdą do piachu? Może być i o dziwo zdarza się to nader często. W praktyce mowa jest o tzw. przeinwestowaniu. Znamy już bardziej zaawansowane sposoby liczenia inwestycji w związku z czym prześledźmy 3 interesujące inwestycje (z punktu widzenia inwestorskiego, tj. dokonaliśmy odpowiednich zabezpieczeń wraz z użyciem dźwigni finansowych, operacyjnych itp.), podliczmy ich IRR.

Cashflow Inwestycja 1.
Rok1. -50 000zł (inwestujemy)
Rok2. -50 000zł (inwestujemy)
Rok3. +1000zł
Rok4. +60 000zł
Rok5. +100 000zł
Rok6. +300 000zł.

IRR=47%

Cashflow Inwestycja 2.

R1. -30000zł
R2. +1000zł
R3. +3000zł
R4. +10000zł
R5. +40000zł
R6. +100000zł

IRR=45%

Cashflow Inwestycja 3.

R1. -50 000zł
R2. +100 000zł

IRR=100%

Piękne inwestycje. Wspaniałe do pomnożenia majątku, wielu jedynie marzy o takich. A ci, którzy szukają, to takowe wcześniej czy później znajdują…;-)
Przyjmijmy do naszej analizy pewne założenia startowe: 3 oferty trafiają do nas w identycznym momencie. My musimy zastanowić się, którą z tych inwestycji wybierzemy (możemy także wziąć wszystkie razem), ale wiemy jedynie tyle, że ogranicza nasz suma gotówki, którą posiadamy (inwestycje są lewarowane więc nic z banku ani znikąd indziej nie możemy już dobrać!!). Poza tym wiemy że ŻADNE inne oferty w ciągu 6 lat się nie pojawią(brak reinwestycji). Tj. wchodząc w jedną inwestycję po roku już nie możemy zmienić inwestycji. Zapamiętajcie te założenia w rozważaniach.

Co powinniśmy zrobić(w które z inwestycji zainwestować), mając odpowiednio 30 000, 50 000, 100 000 i 200 000zł? Rzecz wydaje się prosta, bo musimy wybrać takie opcje, na które nas stać i z których rzeczywiście będziemy mogli czerpać największe zyski. I tak:
1. Przy budżecie 30 000 zł mimo, że najlepszą dla nas opcją jest Inwestycja 3, nie mamy 20 000 na domknięcie transakcji. Nie stać nas na nią jak również i na Inwestycję 1. Zostaje więc inwestycja nr 2.

2. Przy 50 000 mamy wybór między inwestycją nr 1, 2 i 3. Która jest najlepsza? No i teraz zagadka. Zacznijmy może od pierwszej. Dlaczego NIE powinniśmy jej wybrać? Dlatego, że w drugim roku inwestycja także wymaga od nas wkładu gotówkowego. W ogóle dziwi mnie, jak ktoś dzwoni do mnie z zapytaniem o finansowanie jego projektu, który już zaczął, projekt jest bardzo dochodowy, wyłożył na niego powiedzmy 1-2 mln zł… Ale do zakończenia brakuje mu 8 mln zł. To pokazuje, jak nie przemyślanie co niektórzy podejmują swoje decyzje inwestycyjne. Liczą na łut szczęścia, który jeżeli się nie pojawi niweczy całkowicie inwestycję (i niejednokrotnie życie niedoszłego inwestora). Co by było, gdyby powstała luka inwestycyjna(brak środków) w wysokości 50 000 zł przez 2 lata (tj. inwestorowi 2 lata zajęłoby znalezienie dodatkowych środków na dokończenie inwestycji 1).

Cashflow mógłby wyglądać tak (zakładamy, że połowę udziałów oddał inwestorowi trzeciemu, który zdecydował się włożyć drugie 50 000 i podzielili się zyskami 50-50):

R1. -50 000zł
R2. 0
R3. 0.
R4. 0zł (w tym momencie inwestor 2 daje swoje 50 000 zł, nie jest to jednak u nas uwzględnione bo to nie są nasze pieniądze! liczymy CF inwestora(nasz CF), a nie inwestycji!)
R5. +500
R6. +30000.
R7. +50000
R8. +150000 (wszystko podzieliliśmy na pół, drugie pół bierze inwestor trzeci)

IRR spada do 27%. Mało tego, przez praktycznie 5 lat nie wyciągnęliśmy z inwestycji nic konkretnego. Głodujemy.
Zademonstrowałem to w pewnym uproszczeniu, ponieważ biznesmeni, do których zgłosimy się z propozycją wspólnej inwestycji najczęściej nie będą zgodni co do tego, że dorzucają 50 000 i oczekują 50% udziałów. Zwykle będzie to więcej (procent), ponieważ wiedzą, że jesteśmy przyszpileni gotówkowo i zgodzimy się na większe ustępstwa. Ta gra nie jest czysta. Chcemy zostać rekinem, musimy działać jak rekin.
OK. A wiecie, jak często zdarzają się luki, których NIE DA się uzupełnić zewnętrznym kapitałem? Bardzo często. Miejmy więc na uwadze inwestycje, w które wchodzimy i skąd weźmiemy kasę gdyby nagle nam jej zabrakło.

Teraz przykład z życia wzięty: pewien hotelarz (mój niedoszły klient) zakupił budynek za 2 mln zł. Otrzymał dotacje z UE (program RPO) na remont i rozbudowę obiektu w kwocie 14 mln zł (!!! – zobaczcie jaki super przyrost majątku za darmo z dotacji!!). Wiecie w czym był problem? W tym, że dotacje otrzymuje się w momencie, kiedy wyłoży się własne środki (dotacja zwrotna). No i pierwszy etap (5 mln) zrobił za swoje, a następnego zrobić nie mógł (bo nie miał). Oczekiwał od mojej firmy, że zorganizuję mu dopięcie budżetu (jeżeli nie wyrobi się w terminie podanym przez urząd wojewódzki, dotacja przepada). Ja (niestety dla niego) za darmo nie pracuję, a obiekt nie był atrakcyjny wystarczająco żeby łatwo udało się znaleźć zewnętrzne finansowanie. Ponieważ chciał zapłacić dopiero po znalezieniu finansowania (a ja zwykle nauczony doświadczeniem niechęci płacenia dużych prowizji przez klientów po organizacji kapitału) na coś takiego nie przystałem. Inwestycja nie została skończona, niedoszły klient nie zorganizował środków, dotacji nie dostał. Został z zamrożonymi siedmioma milionami w niedokończonym, nieprzynoszącym pieniędzy budynku.

A przecież to była taka PIĘKNA inwestycja. Zabiło go ryzyko PŁYNNOŚCI(przeinwestowania), którego nie wziął pod uwagę.

OK, wróćmy do przykładu. Inwestycja 1 odpada, ponieważ będziemy potrzebować kolejnych 50 000zł rok później. Zostaje nam inwestycja 2 przynosząca 47% średniego zwrotu i inwestycja 3 przynosząca 100% zwrotu. No i pytanie, co lepsze, jak myślicie?

.

.

.

.

Oczywiście należy to policzyć. Tym razem powinniśmy policzyć NPV, a nie IRR. Wynika to z różnicy czasowej inwestycji. Inwestycja 3 kończy nam się po roku, a to oznacza, że przez następne parę lat (zgodnie z naszymi założeniami) nie otrzymamy kompletnie NIC dodatkowego.
NPV także można policzyć w excelu – należy przyjąć pewną stopę zwrotu z inwestycji, jaką chcielibyśmy uzyskiwać z danej inwestycji. Ja przyjąłbym stopę ryzyka rynkowego, którą szacuję na ok. 8% rocznie (tj. nie chcę zarobić mniej niż 8% na rok)-będzie to przydatne nie tylko do sprawdzenia co lepsze (możemy to zrobić przy dowolnie założonej stopie), ale pozwoli na sprawdzenie, ile więcej pieniędzy zarobimy ponad inwestycję, która dawałaby równo 8% p.a.. Żeby porównać dwie inwestycje pod kątem NPV, należy użyć identycznej stopy zwrotu dla porównywanych inwestycji oraz identycznego czasu trwania – pozwoli nam to dokładnie sprawdzić, gdzie zarobimy więcej.

NPV Inwestycji 1 wyniesie 78 896zł, a NPV inwestycji 2 „jedynie” 42 593zł. Mało tego, w inwestycji nr 1 nie wykorzystaliśmy aż 20 000zł, które po prostu sobie gdzieś leżakowały (nie miały innego miejsca do rozmnażania się – takie przyjęliśmy założenie), w związku z czym należało je zdyskontować o nasze 8% przez 5 lat (współczynnik dyskonta wyniósł = 0,68). NPV inwestycji 1 wyniesie nas 78 896 + 20 000×0,68 = 92 508zł.

Mamy więc odpowiedź w co należałoby zainwestować mając 50 000zł – na inwestycji 2 zarobimy ponad 2x więcej.

Kolejnym naszym punktem jest wybór inwestycji posiadając 100 000 zł. Tutaj mamy już w ogóle dużo kombinacji. Możemy zainwestować w 1,2 lub 3, możemy zainwestować w 1 i 3 (łączny wkład wyniesie 100 000zł, ponieważ 2 rok inwestycji 1 zostaje opłacony przez zwrot z inwestycji 3), 2 i 3 (w sumie zainwestowane łącznie 80 000zł). Nie możemy wejść w 3 inwestycje naraz, ze względu na problem płynności. Zabraknie nam 30 000zł. Dlaczego nie możemy wejść w inwestycję 1 i 2 ? Ponieważ w drugim roku musimy włożyć do inwestycji 1 kolejne 50 000zł, a będziemy posiadać jedynie 21 000zł (1000 jako zwrot środków z inwestycji 2). Nie możemy dobrać środków z zewnątrz (takie mamy założenia) więc nie ma sensu rozważać skąd zorganizować pieniądze. Który wariant : czy 1 i 3 czy 2 i 3 będzie korzystniejszy należy policzyć (możecie sprawdzić sobie w excelu).

Kolejnym naszym punktem jest posiadanie 200 000 i ich lokacja między nasze inwestycje. Tutaj mamy już zupełną dowolność i logicznie rzecz biorąc powinniśmy wejść we wszystkie 3 (w sumie zainwestować trzeba 180 000zł, a łącząc przepływy wyjdzie nam, że należy włożyć jedynie 130 000. 50 000 z inwestycji 1 zostanie pokryte zwrotem z inwestycji 3).

 

OK. Rozważyliśmy wydaje mi się wszystkie istotne przypadki. Patrząc na liczby i analizując różne opcje wydaje się, że dość prosto możemy wybrać najbardziej rozsądny biznesowo wariant.

I tutaj zaczynają się problemy, które większość niestety pomija. Otóż zwykle przepływy(bardziej skomplikowane) które Wam zaprezentowałem są opisane w biznesplanie. Biznesplan, zależnie od tego kto go opisuje, może zakładać przepływy pieniężne optymistyczne, neutralne, bądź pesymistyczne. Rzecz jasna wariant pesymistyczny jest z reguły najbezpieczniejszy. Gorzej z tym, że słowa „pesymistyczny” nie można określić w kategoriach ilościowych, a jedynie jakościowych. Nie można policzyć pesymistyczności, ponieważ nie wyraża się w żadnych jednostkach, a to oznacza, że coś, co dla jednego wydaje się optymistyczne, dla drugiego może być pesymistyczne. I tutaj kolejna uwaga-fakt: w 99% przypadków to, co wynika z biznesplanów, jest niestety inne niż wynik rzeczywisty. Nawet prosta obligacja 10 000zł z kuponem 6% rocznie może okazać się niespłacalna przez firmę, mogą pojawić się opóźnienia, pomijając kwestie zabezpieczeń obligacji i ich egzekwowalności. Mistrzem są obligacje zabezpieczone na udziałach. Osobiście uważam, że jest to żadne zabezpieczenie – jeżeli bowiem spółka nie ma środków na spłatę obligacji, to można już szacować ile są „warte” jej udziały – szczególnie, jeżeli dotyczy to branż „płynnych”. Co innego w branżach „niepłynnych” (np. nieruchomości) – gdzie nie udało się odmrozić na czas środków. Po drugie trzeba zastanowić się ILE udziałów lub akcji otrzymamy w zabezpieczeniu za obligację i czy uzyskamy KONTROLĘ nad spółką przez otrzymanie udziałów w zamian(sami albo z innymi obligatariuszami). Samo otrzymanie udziałów nieraz też proste nie jest(pod kątem prawnym i „złości” naszego dłużnika – wyprowadzanie majątku ze spółki!! – biznes to ciosy poniżej pasa, każdy pilnuje swojego tyłka pamiętajcie!). W momencie emisji obligacji mogą one być zabezpieczone na powiedzmy 51 ze 100 akcji (teoretycznie pakiet większościowy w razie niewypłacalności trafi do obligatariuszy), ale co się stanie, jak podczas trwania obligacji spółka wyemituje dla obecnych właścicieli kolejne 100 akcji? (wtedy 51 akcji staje się JEDYNIE ok.25% głosów na walnym, podczas gdy obecni akcjonariusze dalej mają sporo).

OK, odbiegliśmy trochę od tematu – wszystko zaczyna i kończy się na cashflow(przepływie pieniężnym lub mojej definicji tj. „złotej regule”). Jeżeli nie mamy wprawy w planowaniu przepływów, wejście w inwestycje mogą okazać się zgubne. Dla przykładu opcja z naszym kapitałem na poziomie 100 000zł. Wchodzimy w inwestycje 1 i 2. Inwestujemy 80 000zł. Po roku okazuje się, że inwestycja 1 będzie potrzebować nie 50 000, a 80 000zł. Jesteśmy przyblokowani. Ba, możemy policzyć, ile czasu będziemy przyblokowani, ponieważ liczymy na udaną inwestycję 2. Brakuje nam 29 000zł w roku 2, dopiero w roku 5 odzyskamy płynność w inwestycji 1. Przez ten czas z inwestycji 1 nie zarobimy KOMPLETNIE NIC – a to znaczy, że STOIMY w miejscu. Trzeba było włożyć jednak cash w inwestycję 3 :-) – zarobilibyśmy mniej, ale pewniej.

Ale oczywiście inwestycja 3 także może się rozkraczyć. To, jak policzymy Cashflow jest KLUCZOWE w zarządzaniu naszymi inwestycjami i w budowaniu portfela inwestycyjnego. Oczywiście w praktyce nie ma takiej hermetyki jaką założyliśmy w przykładzie – trudno, inwestycje nie idą, to nazbieramy sobie z pensji, pożyczymy itp.
Problem w tym, że zgodnie z naszą praktyką kapitalistyczną musimy sobie inwestycje LEWAROWAĆ kredytem/pożyczką, a to powoduje, że cashflow nie zastyga w miejscu, tylko z roku na rok powoduje znaczące ubytki(a nie ekwiwalentność) w inwestycji. Załóżmy, że w inwestycji 1 koszt kredytowania wynosi odpowiednio 20 000 rocznie. Raty są już wliczone do wydatków inwestycyjnych i uwzględnione w obecnym cashflow. Jeżeli jednak przesunie nam się rozwój inwestycji to z oczywistych względów będziemy musieli POKRYWAĆ gołe DODATKOWE raty kredytowe będące wydatkiem(bank nie patrzy czy inwestycja idzie czy nie, bo on pożycza i oczekuje odsetek). W przykładzie rozpisanym bardziej szczegółowo nasz rok3 daje nam 1000zł (Powiedzmy, że wpływy : 31 000, wydatki:20000(kredyt) i 10 000(operacyjne)).

Teraz wydłuża nam się harmonogram o 3 lata.
Rok1. -50 000zł (inwestujemy)
Rok2. -20 000zł (brak środków a 20 000 trzeba skądś wytrzasnąć!! – przy inwestycji 100 000zł w inwestycje 1 i 2 mamy 20 000zł jeszcze zapasu, więc ten rok mamy „uratowany”)
Rok3. -20 000zł (nie ma kasy!?? kto to pokryje???)
Rok4. -25 000zł (nadal 20 000 raty + dodatkowe koszty(poniżej wyjaśnione). Nadal brak gotówki i liczenie na zwrot z inwestycji 2)
Rok5. -35 000zł (nadal 20 000 rata i dodatkowe koszty)
Rok6. ???

Skąd dodatkowe koszty (5000 i 15 000)? Dlaczego rok 6 jest jedynie zapytaniem? Dlatego, że bank czekać nie będzie. W roku czwartym nalicza odsetki karne (maksymalne dopuszczone przez prawo, 4-krotność stopy lombardowej), w roku 5 dochodzą koszty egzekucji komorniczej z zakupionych aktywów z roku 1. Kto wie, czy stosując zwykłą formę jaką jest indywidualna działalność gospodarcza (tfu!) bank nie wejdzie nam na inwestycję 2 żeby wyegzekwować należne środki. I w końcu zostaniemy z niczym!

Tak właśnie walą się wspaniałe idee i super plany. Oczywiście bez lewarowania ryzyko jest mniejsze, bo nikomu (oprócz siebie) nie trzeba oddawać kasy. Bank nie wali w drzwi. Ale już wiemy, że bez lewarowania nasze inwestycje są mniej opłacalne i nie pozwolą nam dążyć do rentierstwa. Mniej opłacalne inwestycje nie uczynią z nas krezusów ani dobrych biznesmenów. Jeżeli chcemy ryzykować, musimy się lewarować. Jedynie od nas zależy, jak bardzo będziemy korzystać z dźwigni finansowej. Od nas też zależy, jak bardzo rozsądnie podejdziemy do oszacowania przepływów pieniężnych i na jakie ryzyko będziemy się wystawiać. Stąd też wynika, że budowanie warstwy dochodowej w swoim portfelu inwestycyjnym, jednocześnie zarządzając ryzykiem naszych składników portfela (najważniejsza jest separacja inwestycji, żeby „rak” jednego biznesu nie miał przerzutów na inne aktywa) est rozwiązaniem koniecznym jeżeli chcemy iść naprzód. Warstwa dochodowa powoduje względną poduszkę bezpieczeństwa w przypadku luk kapitałowych, dając możliwość dodatkowego kredytowania i utrzymania inwestycji w toku. Ważne jest jednak zadanie sobie pytania, czy warto walczyć z chorą inwestycją (może nas zabić) czy może uśmiercić ją samemu (nie dokładać kolejnych środków)?

 

Sam cashflow pozwala nam wybrać w co warto, a w co nie warto inwestować. Posiadając same dobre inwestycje, zyskowne, nie skonstruujemy dobrego portfela inwestycyjnego jeżeli nie wyrobimy w sobie pewnych kryteriów wyboru między tymi inwestycjami. A te (kryteria -> niestety-stety) przychodzą TYLKO I WYŁĄCZNIE z praktyką. Mogą być poparte teorią, ale w niewielkim stopniu. Stety dlatego, że nie wszyscy podejmą ryzyko inwestycyjne – będą żyć na etacie, a to ogranicza pole inwestorów i jednocześnie pozwala częściej trafiać na znakomite okazje, których Kowalski zainteresowany trzymaniem środków na lokacie nigdy nie pozna. Dlatego ważne jest czerpanie wiedzy od doradców z prostego względu – każdy zna się na tym, czym się zajmuje. Jeżeli ktoś prowadzi szwalnię i chce kupić jeszcze jedną, to połączenie wiedzy doradcy w przejmowaniu firmy i uważanie na różne kruczki/sztuczki wraz z wiedzą przedsiębiorcy w zakresie szwalni skutecznie pozwoli przejść przez proces przejęcia i jednocześnie wyeliminować lub ograniczyć ryzyka związane z zakupem przedsiębiorstwa. Kupić następną szwalnię (z długami, o których normalnie doradca by powiedział, bo by je wychwycił) to żadna sztuka.

Kolejną informacją, jaką chciałbym Wam przekazać jest wybór inwestycji. Powiększając swój portfel o kolejne biznesy, nieruchomości, inne aktywa, powinniśmy wybierać takie, które nie tylko dadzą nam zarobić, ale dadzą nam zarobić JAK NAJWIĘCEJ przy podobnym(prawie nigdy takim samym) ryzyku. Nie jest tutaj ważny sam zysk, ale także możliwości „ratunkowe” jakie jedno nasze aktywo może zapewnić innemu. Żeby nie było na sucho :) to pokazuję na przykładzie:
1. Mamy 100 000zł. Gdzie je zainwestować?
2. W przedsięwzięcie A (100 000), dające 2000zł miesięcznie.
3. W przedsięwzięcie B (70 000zł) dające 1000zł miesięcznie i przedsięwzięcie C(30 000zł) nie dające żadnych pieniędzy przez pierwsze 2 lata, potem dające 2000zł/mc.

Co byście wybrali? na przedsięwzięciu A mamy zwrot 24% rocznie. Na przedsięwzięciu B mamy zwrot 17% rocznie. C – na początku nie oferuje nam nic, dopiero za 2 lata będzie generować 80% rocznie. (proste stopy zwrotu). Załóżmy, że wszystkie inwestycje trwają 10 lat, w 10 roku następuje zwrot włożonych środków.

Co byście wybrali? A czy B i C, jeżeli ryzyko jest identyczne (przynajmniej tak zakładamy)? Okazuje się, że wybranie B i C jest wariantem lepszym (zwrot IRR=25%), przy wersji A jedynie IRR=24%. Poza tym w opcji BiC mamy dywersyfikację ryzyka, co w przypadku pojedynczej inwestycji może okazać się niemożliwe (może zostać całkowicie ucięty CashFlow). Są to dylematy liczbowe, w praktyce należałoby rozpatrywać konkretne przykłady, branże, lokalizacje. I przede wszystkim ryzyko. Czy jeżeli A jest nieruchomością w mieście, w którym mieszkamy, to ryzyko jest identyczne jak w przypadku C, która jest nieruchomością w mieście oddalonym od nas o 100km? Ryzyko nie jest już identyczne i może warto machnąć ręką na BiC i włożyć kasę w A? A co jeżeli lokalizacja jest taka jaka jest opisana wyżej, ale nasz lokator w A okazuje się patologiczny (nieregularne czynsze, zniszczenia), a lokator w C byłby grzeczną panią pracującą? Ryzyko automatycznie się zmienia, niby jest podobne, ale przecież pani z C może się wyprowadzić. Kto wtedy będzie wynajmował mieszkanie (na szczęście mamy ciągły przepływ z B, a więc nasz „ratunek” między aktywami)? A kto będzie wynajmował mieszkanie, jeżeli nasz patologiczny lokator z A nie zechce się wyprowadzić? Ustawa o ochronie praw lokatorów będzie naszą kulą u nogi, będzie bujać się po sądach i jak otrzymamy w końcu papier do eksmisji, nasza inwestycja może już być jedną WIELKĄ stratą. Ktoś, kto na bieżąco praktykuje branżę nieruchomościową wskaże potencjalne ryzyka. Teoretycznie może to być nasz pośrednik nieruchomości – tak w teorii powinno być. W praktyce jest tak, że pośrednikowi zależy nie na pokazywaniu ryzyk, ale na dopięciu transakcji. Potem dopiero możemy się zdziwić(mieliśmy przecież doradcę a g* z inwestycji wyszło). Nawet nie wyobrażacie sobie, jak często ludzie popełniają prozaiczne błędy. Np. kupno domu, który ma inną księgę wieczystą niż grunt pod nim. Okazja życia, czy porażka życiowa? Zależy dla kogo.

Przeinwestowanie samo w sobie nie jest złe – jeżeli mamy naturę ascetyczną i możemy jeść chleb z wodą żeby móc za 5 lat mieszkać w willi za 10 milionów złotych – no fajnie. Problem jest także odwrotny, tj. niedoinwestowanie. Złe wybory inwestycyjne (koszty utraconych korzyści)-najbardziej niemiłe jest kupno czegoś, co za 2 miesiące może okazać się nieopłacalne – bo znaleźliśmy coś 3 razy lepszego. Warto patrzeć na inwestycje nie bazujące na naszym całkowitym kapitale (przeinwestowanie nie pozwala często łatwo się wycofać), a na jakiejś jego części. Mając 100 000, szukajmy ofert za 30, 40 000 zł. W momencie gdy kupimy coś fajnego za 30 000, a za miesiąc okaże się, że mamy jeszcze lepszą transakcję za podobną kwotę, to nie będziemy płakać. Gorzej, jak się zamrozimy w jednej transakcji za cały nasz kapitał. Dywersyfikacja jest dobra, ale trzeba umieć ją stosować (inwestycje niezależne od siebie powinny charakteryzować się najlepszą możliwą korelacją między sobą tj. dążącą do wartości -1. Nie jest to jednak proste). Przekładając na nasze: nie wkładaj wszystkich jaj do jednego koszyka. Nawet, jeżeli stopa zwrotu jest niesamowita. Wykorzystaj taką inwestycję inaczej – zlewarują ją(i odseparuj), zaproponuj „sprzedaż” inwestycji znajomemu (w zamian za prowizję). Pamiętacie, jak w jednym z artykułów mówiłem o praktykach inwestorów mieszkaniowych(i nie tylko) na utrzymanie buforu inwestycyjnego gdyby ad hoc trzeba było zrealizować super transakcję? Koszty utraconych korzyści (związane z praktycznie zerowym zarobkiem ze środków niezaangażowanych) natychmiastowo zwrócą się w momencie znalezienia okazji. Mój wspólnik powtarza: lepiej nie zarobić, niż stracić.

Dobra budowa wazonika nie pozwoli na przeinwestowanie. Za to portfele szpilkowe same w sobie są przeinwestowaniem. Tak samo jak portfele z jedynie warstwą fundamentalną. Tutaj także powstaje problem kosztów utraconych korzyści. Chomikowanie kapitału jest niedobre (ale lepsze niż trzymanie środków w warstwie tylko 4 i 5). Czy portfel składający się z aktywów dochodowych (warstwa 3) jest portfelem przeinwestowanym? Nie, podobnie (ale w mniejszym stopniu)jak portfel 100% fundamentalny jest portfelem utraconych korzyści. Przeinwestowanie ZAWSZE wiąże się z brakiem płynności. A jak wiemy z poprzednich artykułów, BRAK PŁYNNOŚCI jest różne od ZŁOTA REGUŁA. Brak złotej reguły to klęska.

To na dzisiaj tyle. Dobrze, że w przedświątecznym szale znalazłem chwilę czasu na w sumie dość długi artykuł. Mam nadzieję, że poczynicie sobie jakieś przemyślenia związane z inwestycjami i tym, że nie wszystko na papierze wygląda tak pięknie jak w rzeczywistości. DOŚWIADCZENIE, doświadczenie, doświadczenie – tego Wam chciałbym życzyć, dodatkowo doświadczenia popartego sukcesami zawodowymi i osobistymi/prywatnymi/rodzinnymi. Także chciałbym życzyć Wam zdrowia, wytrwałości(jest to niezmiernie ważne nie tylko w biznesie), ruszenia z pierwszym lub kolejnym biznesem, determinacji w dążeniu do osiągnięcia własnych celów.

 

WESOŁYCH ŚWIĄT i SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU 2015. Do usłyszenia za rok ;-)!!!!

1606282-bigthumbnail

 

 

 

4 myśli nt. „Nadmierne rozkręcenie biznesu – przeinwestowanie

  1. Witam.
    Mam kilka pytań związanych z kilkoma artykułami napisanymi na tej stronie.
    A mianowicie dlaczego Pan uważa że:
    1) Forex jest systemem na którym przeciętny Kowalski straci, a na pewno nie zarobi?
    2) Giełda Papierów Wartościowych też nie jest dobrym miejscem do inwestowania własnego kapitału
    3) Myślę że w życiu codziennym też nie jest łatwo zarobić, tak samo jak na GPW lub forexie i tak samo można stracić pieniążki, a osobie która nigdy nie miała żadnego biznesu, to trudno rozpocząć swoją pierwszą działalność, jest dużo niewiadomych, zamartwianie się o utracenie zainwestowanych pieniążków oraz trudność w „zaczepieniu się o jakiś punkt”.

    • Witam Adrianie, wydaje mi się, że swoje stanowisko wyjaśniłem w artykułach o których mówisz, ale jeszcze raz odpowiadając na Twoje pytania:
      1)Forex jest dobry dla osób chcących używać jego do zmniejszania ekspozycji na ryzyko np. walutowe. Artykuł – tutaj znajdziesz info o co mi chodzi. W żadnym wypadku nie należy brać pod uwagę forexu jako możliwości szybkiego zarobku, ponieważ nie jest to możliwe długoterminowo w praktyce (bez wiedzy insiderskiej). Będąc bardziej precyzyjnym, szansa zajścia ciągłego sukcesu przez okres n lat (przykładowo 10, 20 lat) jest praktycznie bliska zeru (tj. wyjście ponad średnią np. z indeksów giełdowych).
      2) O GPW pisałem w tym artykuleTUTAJ. Jeżeli nie posiadamy specjalistycznej wiedzy na temat finansów giełda nie jest dla nas dobrym rozwiązaniem. Fundusze także nie są pewną inwestycją (zapraszam do prześledzenia długoterminowych wyników ZARZĄDZAJĄCYCH – bo fundusze mogą bankrutować i powstawać nowe). GPW może być ciekawą opcją dla insiderów (ale jest to oficjalnie nielegalne) lub osób wpuszczających spółki na giełdę bądź też posiadających pakiety kontrolne w spółkach notowanych na giełdzie.
      3) Pieniądze można stracić wszędzie – inwestycje (od lokaty po forex na dźwigni 100:1) różnią się jedynie poziomem ryzyka. Sztuka inwestowania polega na tym, aby dobierać swoje inwestycje w taki sposób, aby z inwestycji można było zarobić więcej niż można stracić, jednocześnie aby szansa na zysk była większa niż strata. We własnym biznesie można stracić pieniądze co jest sprawą oczywistą – jednakże w całości sukces zależy od naszej osoby, co w przypadku forexu czy rynku akcji, obligacji, ryzyko jest bardziej niezależne od nas.
      W biznesie ważne są emocje, gdyż same pieniądze wiążą się z emocjami. Jeżeli ktoś uważa się za eksperta giełd walutowych, niech siedzi na forexie. Ja jako finansista mogę powiedzieć, że forex dla Kowalskiego to Puszka Pandory. Giełda mniej, ale także dla laika w większości jest to strata pieniędzy. Pamiętać należy o tym, że gra na giełdzie jest grą o sumie ujemnej. Pamiętać należy TAKŻE o tym, że zysk funduszu inwestycyjnego wynoszący 8% rocznie to zysk jeszcze nie skonsumowany – zysk powstanie w momencie, kiedy pieniądz zatoczy koło i wróci w gotówce, a nie w akcji, do funduszu. To tak, jakby kupić nieruchomość za 100 000 zł, wiedząc, że jej wartość rynkowa to 200 000 i powiedzieć, że się zarobiło 100%. Polecam jeszcze ten Artykuł, a szczególnie film który uważam za bardzo interesujący „giełdowo”, zrobiony może trochę na wyrost – a może wręcz odwrotnie..co ciekawe bazowany na autentycznych wydarzeniach.
      Pozdrawiam :-)

  2. A jeśli się nie ma zbyt wysokiego kapitału, to lepiej zainwestować w mieszkanie pod wynajem, lub w swój własny biznes np. mini produkcja jakiegoś produktu? Bo inwestując pieniążki w mieszkanie, które zakupiło się po atrakcyjnej cenie, to pomimo że mogą być problemy z wynajęciem go, to jednak zainwestowanego kapitału się nie utraci, bo zawsze można go sprzedać, a inwestując np. w biznes, gdy dany produkt nie będzie upłynniany, to w momencie wycofania się z tego interesu pozostają Nam surowce oraz maszyny, które raczej już po zaniżonej cenie sprzedamy. Jednak z drugiej strony inwestując w mieszkania pod wynajem, specjalnie wysokiego przepływu gotówki nie będziemy posiadać i raczej się na tym nie wzbogacimy, chyba że nieruchomość wzrośnie na wartości.

    • To zależy od tego co się robi. Jeżeli chcesz pracować to inwestowanie w nieruchomości jest lepsze niż prowadzenie własnego biznesu- w tym ostatnim należałoby zrezygnować z etatu. No chyba, że mówimy o udziałach w biznesie a nie o zarządaniu biznesem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *