O etyce słów kilka

Witajcie wszyscy. Dzisiejszy temat dotyczyć będzie etyki w biznesie. Tak tak, jest to bardzo ważna kwestia dotycząca każdego stojącego po naszej stronie barykady. Niejeden raz słyszeliście zapewne o haśle „pierwszy milion trzeba ukraść”. Bardzo często zdarza się, że różne sytuacje mogą skłaniać Was do nieetycznego zachowania. W gruncie rzeczy, jakby mocno się nad tym zastanowić doszlibyśmy do konkluzji, że każde zachowanie związane z zarabianiem jest nieetyczne. Gdzie jest więc granica normalności?

Żeby zarabiać, trzeba być bardziej chciwym niż inni. Kiedy inni będą wydawać, Ty masz akumulować kapitał. Możesz odkładać pieniądz na lokatę – wtedy dostajesz odsetki. A odsetki to nic innego jak lichwa. Nieważne, czy dostajesz 1%, czy 100% rocznie. Odsetka to lichwa. Nikt nie ma prawa ustalać legalności rocznego oprocentowania. Czterokrotność stopy lombardowej. Dlaczego nie pięciokrotność? Albo trzykrotność? Ktoś sprytny wyliczył, że akurat tyle? Nieprawda. Lichwa, to pożyczanie pieniędzy na procent. W środowisku przyjęło się, że lichwa to pożyczanie na wygórowany procent. Ale co, jeżeli komuś taki wysoki procent odpowiada? Co jeżeli ktoś, kto chce otrzymać pożyczkę jest oszustem, chce dostać do ręki gotówkę i nigdy lichwiarzowi pieniędzy nie spłacić? Lombardy legalnie działają od wieków i pretensji nikt do nikogo nie ma. Wiadomo, ludzie w trudnej sytuacji często nie mając innego wyjścia trafiają na moment, w którym muszą zaciągnąć taką pożyczkę. Ale skoro ją zaciągają, bo nie mogą z jakiegoś powodu zrobić tego w banku (dlaczego?) to czy będą potrafili ją spłacić? Czy na tym nie polega oszustwo? Kto kogo chce nabrać? Lichwiarz wyzyskać dłużnika, czy odwrotnie?

Ja oprocentowanie wyceniam przez pryzmat ryzyka. Nasz rząd emituje obligacje, bony skarbowe. Te ostatnie oprocentowane na powiedzmy 3% w skali roku. Czy to jest dużo? Czy bylibyśmy zadowoleni z takich odsetek w naszych inwestycjach, gdzie chcemy otrzymywać po 30-40% zwrotu rocznie? Nie, nie bylibyśmy. To wyobraźcie sobie, że dla naszych polityków to dużo. Policzmy 3% od 10 mld. Nie tak łatwo nazbierać takie odsetki. A teraz wyobraźcie sobie kogoś, kto pożycza od Was 100zł (mimo, że sami cienko przędziecie). Oddaje Wam to po miesiącu wraz z 0,5 l wódki „za przysługę”. Wódka kosztowała 25zł. Pożyczyliście komuś 100zł na 25% miesięcznie! Czy jest Wam z tym źle? Oczywiście jako dobrzy znajomi powicie „Dłużniku, napijmy się razem!” i wypijecie buteleczkę. Fajnie, zeszliście do jedynie 12,5% miesięcznie. Co narastająco da nam 410% rocznie! Nazwiecie się lichwiarzami?

Czy kupując towar taniej, i sprzedając drożej, zarabiając 20% na rotacji towaru nie czujecie się bandycko?

A może z góry ustalić, za ile realnie więcej można sprzedać produkt? Przecież to kompletnie bez sensu.

Zawsze, jak jeden zarabia, drugi musi stracić – to jest przepływ pieniądza. Czy ta różnica powinna być wyrażona w procentach? Czy w kwotach? Co jest gorsze, 25zł od 100zł, czy 10 000 od 100 000zł (w ciągu miesiąca?).

Żyjemy w świecie, w którym nie ma lichwy. Jest tylko coś, co nazywa się „kosztem pieniądza”. Dla jednego pieniądze są bardzo drogie, dla kogoś innego tanie.

Procent oddaje ryzyko transakcji. Jeżeli jesteś osobą zaufaną, która przeprowadza wiele transakcji, która dużo zarabia, bank udzieli Ci okazyjnej pożyczki – powiedzmy na 6% rocznie. Jeżeli jesteś rządem, zaoferują Tobie nawet 3%. Bo wiedzą, że spłacisz (a co z CDS’ami? :) ). Ale co, jeżeli jesteś zwykłym zjadaczem chleba, pracującym za 2000 zł miesięcznie i chcesz pożyczkę konsumpcyjną? 20%, 25% i więcej w banku to normalka. A co, jak nie spłaciłeś na czas raty? Provident? 100% rocznie? 200% rocznie? Im większe ryzyko wiąże się z pożyczeniem Tobie pieniądza, im większa szansa, że nie oddasz, tym wyższe oprocentowanie, wyższy koszt.

Pytanie, czy kogoś w tym długim procesie można nazwać lichwiarzem w tego słowa znaczeniu? Rząd, usłyszawszy, że bank pożyczy mu na 24% (jak konsument) powie, że to jest lichwa! Czy jeżeli nie stać nas na pieniądz, to powinniśmy go pożyczać? We wcześniejszych artykułach starałem się Wam pokazać, jak liczyć WACC, koszt kapitału. To od tego zależy, czy inwestycja się opłaci, czy nie. Przypuśćmy, że jesteś zadłużony i nie stać Ciebie na kredyt na 10-20% rocznie. Wiesz, że możesz zrobić interes, na którym zarobisz 100% w ciągu miesiąca. Czy nie opłaca się pożyczyć nawet na te 20% miesięcznie(czyli na rrso 8916% rocznie!) żeby zarobić na tym górkę, tj. 80%? Moim zdaniem się opłaca. Lichwa(czyli procent) zaczyna się wtedy, kiedy nie stać Ciebie na spłatę tego procentu. Ale to już jest Twoje własne ryzyko, sam musisz to policzyć – ale liczyć trzeba umieć. Niedawno doszło do ogłoszenia upadłości spółki deweloperskiej Gant, która emitowała obligacje z kuponem 13% rocznie, gdzie inne obligacje korporacyjne chodziły po 7-10%. Każdy, kto obligacje nabył (tj. dał Gantowi pieniądze za obietnicę spłaty w postaci obligacji) został lichwiarzem. W końcu wykorzystał wyzysk na spółce,pieniądze zostały pożyczone po cenie wygórowanej. Ale kto jest winny? Gant, czy obligatariusz-lichwiarz? Kto ustalał zasady? Kto podjął ryzyko? Komu to się opłaciło? Obligacje były zabezpieczone, ale czy na tyle, żeby odzyskać pieniądze? Jak długo to potrwa?

Lichwa to procent, którego nie da się spłacić – taka pełna definicja powinna tego frazesu (w dzisiejszym świecie) powinna być – bo sam fakt pożyczania na procent jest powszechnie znany. Lichwa to pożyczanie zarówno na 1%, i 10%, i 100%. Lichwą nazwałbym też zachowanie niektórych, którzy bez wyjaśnień wciskają klientom produkt, którego Ci ostatni nie rozumieją. Przyczepiacie się do Amber Gold, ta cała nagonka, ehh. A często można szukać znacznie bliżej – polisolokaty funduszy ubezpieczeniowych, na których ludzie wychodzili jak Zabłocki na mydle, kredyty hipoteczne z dodatkową kartą kredytową i opłatami, o których klient nie wie, bo się mu nie mówi. I wiele, wiele innych. Raz Idea Bank proponował mi szybką pożyczkę na 16% rocznie. Fajnie – tylko wyobraźcie sobie, że w umowie było napisane, że z wypłaconych pieniędzy 30% idzie jako koszty pośrednictwa. DOSŁOWNIE! Tj. pożyczam 50 000, po roku w sumie mam oddać 58 000zł, ale bank na starcie weźmie jeszcze 30%. Czyli dostaję do ręki 35 000zł, a oddaję 58 000zł. 65% rocznie! To jest bankowy procent waszym zdaniem? To jest lichwa, bo umawiam się na coś innego, niż chcę. To jest wyzysk.

Procent to coś, co w świecie inwestycji jest zawsze. Kapitalista zarabia na swoim kapitale i liczy, jak bardzo wydajnie on pracuje. Jednych zadowala 3% na lokacie, innych 30% na inwestycjach. Nie bądźcie jednak zaślepieni procentem. Musicie równie dobrze kalkulować ryzyko wystąpienia straty. I tej ostatniej można nabawić się na różne sposoby, np. przez powierzenie kasy osobom nieodpowiednim, klęska biznesowa (po prostu ryzyka się ziściły), oszustwo, itd. itd. W biznesie natkniecie się na różne osoby. Jak Waszym zdaniem z punktu etyki można ocenić zamawiającego, który w pierwszej kolejności wypłaci środki pracownikom, a nie zapłaci kwot wynikających z faktury na rzecz firmy, która była dostawcą towaru(i ta firma bankrutuje, pracownicy zostają z niczym – patrz polskie firmy drogowe-podwykonawcy)? Albo jak etycznie ocenić kogoś, kto opłaci ZUS, a nie wypłaci pensji pracownikom? Albo zapłaci podatki i ZUS, nie płacąc nikomu innemu (nie ma środków)? Przypadków można mnożyć, biznes to twarda szkoła i nie każdy ma zdrowie i serce do tego. Niedawno ktoś na mnie doniósł, że go oszukałem, że nie zapłaciłem za przedmiot, który nabyłem. Całe szczęście, że posiadałem umowę nabycia wraz z pokwitowaniem zapłaty. Sprawa jest w toku, ale mam mnóstwo zjedzonych nerwów. Jedni mają miękkie serce i twardą dupę. Inni mają miękkie obie rzeczy, albo twarde obie rzeczy. Chyba ci ostatni nadają się do biznesu najbardziej.

Czytam sobie ostatnio „Ziemię obiecaną” W. Reymonta i próbuję doszukać się siebie samego w tej książce. Naprawdę pięknie Reymont opisuje różne klasy społeczne, przeplata dzieje postaci z różnych kręgów, pokazuje kulturowe (polskie, żydowskie, niemieckie) podejście do pieniędzy. Żydzi w książce Reymonta są mistrzami w tym fachu. To połączenie bankierów z cyganami. Wiedzą, jak robić pieniądze, niekoniecznie dobrymi drogami. W książce jest wiele fajnych cytatów podkreślających kapitalistyczne (ale niekoniecznie dobre etycznie) podejście do życia. Borowiecki mówi w którymś momencie, że palenie fabryk przez Żydów i pobieranie pieniędzy z ubezpieczeń jest oszustwem, na co Moryc (Żyd) odpowiada mu : „każdy zarabia, jak potrafi”. Jest w tym pewna prawda. Bo Żydzi są na tyle silni (czego nie można powiedzieć np. o polaku Trawińskim, właścicielu zakładu który brzydzi się spaleniem własnego dorobku życia, żeby odmrozić sobie znaczne fundusze) że dają radę wyciągnąć kasę od ubezpieczyciela posuwając się do złodziejskich metod. Ale czy nie prawdą jest, że ubezpieczyciele (np. w obecnych czasach) próbują wielu ludzi zostawiać na lodzie? Płacisz składki, a potem dostajesz nic? Każdy każdego w biznesie próbuje załatwić. Szczególnie w ciężkich czasach, które mamy teraz.

Wracając do etyki – w biznesie trzeba być rekinem i czasami wybierać drogi, które w normalnym życiu każdemu odradzam. Wszystko i tak powinno robić się zgodnie z literą prawa, ale prawo spisywali Ci, którzy są po stronie biznesmenów. Trzeba być naprawdę dobrze wyedukowanym, żeby bezpiecznie w tej dziedzinie meandrować. Dlatego też przeciętni Kowalscy mają problem, są oszukiwani (ambergoldy, banki, sklepy, itd.) bo nie znają swoich praw, nie wiedzą, jak z niego korzystać. Często duzi gracze otaczają się armią prawników, doradców, itd. – po to, żeby nie zostać z ręką w nocniku. I czasami coś, co wydaje się łamaniem/naginaniem prawa, ostatecznie tym nie jest – bo złotousty prawnik powie inaczej. Najczęstszy przykład? Po co płacić podatki w Polsce, skoro firmę można prowadzić z innego kraju i tam odprowadzać podatki. Oczywiście fiskus dba o swój biznes i będzie chciał pokazać, że on ma rację co do swoich interpretacji, ale niektórzy biznesmeni robią takie triki, że pewnie sami nie wiedzą, dokąd i skąd kasa płynie.

Albo monopol Poczty Polskiej na przesyłki do 50 gramów (bodajże 50 g)? Prywatni przewoźnicy posuwają się do wrzucania do kopert obciążników, żeby obejść prawo. Sprytne. Pewnie Poczta Polska takie posunięcia nazywa oszustwem :).

Umowy spisuje się na złe czasy – nie dajcie się robić w bambuko, kiedy nie ma jakichś istotnych kwestii, kiedy ktoś was próbuje czymś zbyć, itd. Nie ma zapisu o który prosisz? Nie podpisuj. Coś Ci się wydaje inne niż w rzeczywistości tłumaczy doradca? Nie podpisuj. Bo potem możesz za to słono zapłacić. Tak jak przykład z ideabankiem. Pożyczka 50 000, a do ręki 35 000.

Idziesz do Reala, Carrefoura, Biedronki? Tak wkurzają mnie te promocje i ceny niepowiązane z produktem, który stoi na półce. Cena bułki 15gr, a przychodzisz do kasy liczą Ci 50gr. Jak robisz większe zakupy nieścisłości się nie doszukasz. To jest wielki mechanizm bez żadnej etyki. Kompletnie żadnej. Na końcu jak wdajesz się w ostrą dyskusję z kasjerem, że napój kosztował na półce 1zł a nie 3zł jak naliczył, rozkłada ręce i odsyła Ciebie do punktu obsługi klienta, w którym kolejka jest niemiłosierna. Czy opłaca się w niej stać za 1-2 zł? Żyjemy w ciekawych czasach, jak mówi chińskie przysłowie. W czasach, gdzie każdy próbuje każdemu wyrwać jak najwięcej. Uważajcie na rzeczy, które podpisujecie, uważajcie na ludzi, z którymi robicie transakcje. Każdy może próbować Was załatwić. Nie wszystko złoto co się świeci.

Inny przykład moralno-etyczny. Czy masz siłę, kiedy potrzebne będą zwolnienia, wywalać ludzi na zbity pysk z pracy wiedząc, że sytuacja na rynku jest trudna i mogą oni przez pewien czas głodować? Będziesz miał siłę zdrowo opieprzyć pracownika, kiedy zobaczysz, że ukradkiem pije wódę i tym samym staje się mniej wydajny? Dałbyś radę go zwolnić wiedząc, że następnego dnia jego żona wróci do Ciebie z płaczem, żebyś dał mu jeszcze jedną szansę? Asertywność jest bardzo ciężka. Wiedz, że jeżeli nie zatrudnisz go znowu, pójdzie w eter czarny PR. Ludzie będą mówić, jak bardzo ich wykorzystujesz. Jak bardzo wyzyskujesz za 1600 zł brutto na miesiąc. Istna lichwa co? Zawsze masz możliwość zatrudnienia pijaka z powrotem. Ale co z tego, skoro i tak za miesiąc-dwa znowu go wyrzucisz i dylemat powróci? W biznesie nie ma sentymentów. Bardzo często musicie odrzucić uczucia ludzkie i patrzeć tylko na firmę. W dzisiejszym świecie każdy pilnuje własnego tyłka (szczególnie w interesach) i nie rozgląda się po innych. Firma to mechanizm do zarabiania, a nie sentymentalna maszyna do zatrudniania i dawania szans.

Zastanówcie się, czy biznes to droga dla Was. Czy może powinniście nie wychylać się i pracować jak normalna rodzina Kowalskich, niedostrzegająca zła będącego naokoło.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *