O małżeństwie inwestora z przedsiębiorcą w postaci spółki (art.13)

Tak jak kwadrat jest szczególnym rodzajem prostokąta (a=b), tak samo małżeństwo jest szczególnym rodzajem spółki (1/2 vs. 1/2 głosów). Decyzje w małżeństwie powinny być podejmowane razem (a z tym bywa różnie, czasami Pan domu ma głos decydujący, a czasami jest wręcz odwrotnie). W praktyce większość z nas chciałaby mieć głos uprzywilejowany, czy to w związku, czy to w biznesie. Daje to znacznie większe pole do popisu niż czekanie na decyzję „głównego udziałowca”. Praktyka pokazuje, jak wiele zmieniło się przez ostatnie kilka pokoleń. Kobieta i mężczyzna w związku są obecnie traktowani bardzo równo (równouprawnienie), nie ma dyskryminacji, oboje najczęściej pracują i utrzymują swoje gospodarstwo domowe. Tak samo wszystkie decyzje podejmowane są razem. Coraz częściej się jednak zdarza, że decyzja nie może zostać podjęta z prostego powodu – zdania współmałżonków są podzielone.

Rodzi to kłótnie, problemy, a coraz częściej także prowadzi do rozwodu. Kiedyś czasy były inne. Pracował mąż, kobieta miała być dobrą matką i dbać o domowe ognisko. Uprzywilejowanie męża było ewidentne, było mniej rozwodów i więcej zaufania. Każdy znał swoje miejsce w szeregu. Może jestem seksistowski, ale taki podział był dobry. Nie było tylu spraw rozwodowych, kłótni, czy patologii rodzinnych. Obecnie świat zrównał prawa kobiet i mężczyzn, zmienił się tryb życia i każdy współmałżonek jest sobie równy. Konsekwencje tego są jakie są. Jak problemów nie ma – wszystko jest dobrze. Jak problemy się pojawią (niezgoda) – bardzo trudno je rozwiązać.

Dokładnie to samo dotyczy spółek. Najgorszą, ale to najgorszą formą podziału udziałów czy akcji jest podział 50-50. To jest dokładanie tak, jak z nowoczesnym małżeństwem. Wszystko jest OK, do momentu, kiedy powstanie problem (czy to wypłata dywidendy, czy to dokapitalizowanie, czy sprzedaż udziałów, etc. etc.). Oczywiście nie mam na myśli problemów błahych i rozwiązywalnych, ale takich, przy których wspólnicy nie idą na kompromis. Znam wiele firm, które wykoleiło się przez przyjacielskie 50-50. Jeden z drugim myślą, że są fajni i przyjacielscy. Niestety życie zawsze weryfikuje takie dobre scenariusze, problem rodzi się zazwyczaj z niczego. Lepszym podziałem jest na pewno 25-25-25-25 dla czterech wspólników. Tutaj można już coś przegłosować. Nawet 33-33-33 jest lepsze niż 50-50. Kobiety wywalczyły swoje prawa, mają swoje równouprawnienie. Często przedsiębiorca również walczy z inwestorem o możliwie „sprawiedliwy” jak się jemu wydaje podział. Nieprawda. Jak chcesz otrzymać od kogoś pieniądze, musisz być bardzo elastyczny – musisz pogodzić się z myślą, że wpuszczając kogoś do firmy oddasz część tortu. To samo dotyczy drugiej strony (inwestora) – chcesz dać komuś pieniądze, musisz utrzymać jakąkolwiek kontrolę.

Są wyjścia pośrednie. Jak na przykład mniejszy udział inwestora + pożyczka środków pod zastaw na majątku firmy (zabezpieczy swój wkład) z możliwością przekształcenia pożyczki w udziały na późniejszym etapie. W wyścigu szczurów każdy gra swoją własną melodię, nie patrząc na innych. Jeżeli nawet nie wiem jak bardzo wydaje Ci się wiarygodny przedsiębiorca z pomysłem, czy inwestor z kapitałem, zawsze myśl o złych czasach. Co się wtedy stanie i jakie konsekwencje poniesiesz. I wcale złe czasy nie muszą oznaczać „złych” czasów. Często jest tak, że inwestor obejmie w Twojej spółce powiedzmy 70% udziałów, Ty rozwiniesz firmę, a on ze swoją „mocą” wywali Ciebie z Zarządu i sam tam wejdzie, a Tobie zostaną nic nie warte, proste do przegłosowania (i często do przymusowego wykupienia – KSH) udziały.

Pilnuj własnego biznesu, nieważne czy jesteś inwestorem czy przedsiębiorcą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *