O narodowości pieniądza

Witajcie. Ten artykuł miał być opublikowany w styczniu, jednakże nie dokończyłem pisania i tak leżał wśród nieopublikowanych. Teraz może być dobry moment na jego pokazanie, gdyż traktuje on o kwestiach kapitalistycznych ze znacznie wyższego pułapu niż poziom pojedynczego biznesmena czy inwestora. Tym razem ogarniamy poziom narodowy i mam nadzieję, że choć trochę uda mi się skłonić Was do refleksji w jakim kraju żyjemy i co można jeszcze zrobić aby w Polsce w końcu zaczęło być dobrze. Jest jeszcze jedno pytanie które chcę tutaj zadać: „Czy pieniądz ma narodowość?” Zapraszam do czytania.

Pieniadze

Generalnie do kontynuacji pisania niniejszego artykułu skłonił mnie mój pobyt w Tajlandii, stąd też brak artykułów ostatnimi czasy. Przyglądałem się jak ten kraj funkcjonuje, co robią jego mieszkańcy i ogólnie porównywałem go z naszym krajem pod różnymi kątami. Pierwsze co mnie skłoniło do zastanowienia był kurs złotówki w stosunku do tajlandzkiego bata. Bilet lotniczy zarezerwowałem w listopadzie i od tamtego momentu jak pewnie wiecie dolar skoczył mocno w górę. W sumie koszt podróży wzrósł o 15-18% w stosunku do tego, co sobie zakładałem w końcówce zeszłego roku. Kolejnym moim zaskoczeniem był kurs THB (bat tajlandzki), który okazał się cholernie wysoki. Zacząłem zastanawiać się, co jest przyczyną, że kraj który jest na niższym poziomie niż Polska (patrząc pod kątem PKB i dochodów na mieszkańca) posiada tak konkurencyjną walutę.

Kolejnym elementem który zmobilizował mnie do dalszego pisania jest podstawowa, pierwsza książka na temat kapitalizmu, którą każdemu z Was polecam. Chodzi o pozycję „Badania nad naturą i przyczynami bogactwa narodów” Adama Smitha (1776). Są tam opisane podstawy tworzenia kapitału i jego funkcje w gospodarce, bardzo dobrze się czyta. Mimo, że pozycja ma już prawie 2,5 wieku, większość rzeczy jest aktualna (mimo, że obecnie zachodzi trochę więcej relacji między punktami siatki gospodarczych zależności).

Adam Smith twierdzi, że w momencie, kiedy kapitałów w społeczeństwie (danego kraju) jest b. dużo, to zaczynają przynosić coraz niższe zwroty. Ludzie zaczynają więc szukać innych możliwości użycia swoich kapitałów, najczęściej przenosząc je tam, gdzie jeszcze nie ma nasycenia kapitałami (np. rozwój kolonii brytyjskich, kompanie handlowe, etc.). Pieniądze są wykorzystywane w krajach słabiej rozwiniętych po to, aby zacząć nasycać tamten rynek, żeby ludzie mogli także zacząć kupować produkty (myślę tutaj o krajach mocno zacofanych), zarabiać na dostawców kapitałów, którzy, w razie problemów w swoim rodzimym kraju czy też w razie zagrożenia (np. wojną, kataklizmem, itp.) będą mogli kapitał w możliwie szybki sposób retransferować do kraju macierzystego w którym stacjonują. Oczywiście wysyłanie kapitału za granicę wiąże się z wieloma ryzykami, a jak już wiemy, występują silne korelacje między ryzykiem a stopą zwrotu. Przekładając całość powyższych spostrzeżeń na nasz dzisiejszy świat i sytuację Polski warto zastanowić się, czy Polska aspirująca do miana jednego z szybciej rozwijających się państw rozwija się prawidłowo, tj. czy nasze społeczeństwo staje się bogatsze, czy może jesteśmy sprytnie „zjadani” przez dostawców kapitałów z zachodu?

Załóżmy że jest kraj USA, który jest mocno rozwinięty gospodarczo i posiada duże kapitały prywatne. Jest także kraj Polska, który nie posiada kapitałów prywatnych w wystarczającej ilości żeby szybko się rozwijać (jesteśmy na dorobku). Nie patrzmy na razie na podstawowy obrót kapitałów, tj. taki,  w którym w każdym kraju są firmy ze swoim rodzimym kapitałem, tworzące produkty dla swoich obywateli i dających pensje tylko dla swoich obywateli. Zerknijmy lepiej na obrót zewnętrzny(wymianę międzynarodową), tj. import i eksport (kapitału). Podstawowy produktem, który między USA i PL może się utworzyć, są szeroko pojęte inwestycje. PL nie ma fabryki produktu X, który jest wytwarzany w USA i USA posiada technologię do wytwarzania produktu X. PL pozwala na utworzenie przez USA (rozumiem przez to kapitały z tego kraju) fabryki produktu X. Tym samym ludzie z PL dostają pracę w zakładzie. Zakład produkuje i sprzedaje produkt społeczeństwu polskiemu. Zarabia na tym, a zyski wracają do kraju macierzystego. Nastąpił eksport z USA pieniędzy na budowę zakładu, a następnie import zysków.  Oczywiście nie musi być tak, że zyski od razu wracają do USA, bo tam rynek jest nasycony. Pieniądze zostają u nas, bo tutaj przyniosą wyższe stopy zwrotu i do momentu, w którym takowe będą dawać lub do momentu, w którym kapitały poczują się zagrożone (np. sytuacja na Ukrainie) pozostawać będą u nas w kraju(ostatnie kilkumiesięczne osłabienie PLN może wiązać się nie z mocnym dolarem czy QE ECB, a właśnie z sytuacją na Ukrainie).
Im więcej kraj wytwarza towarów, tym wyższy PKB posiada (w uproszczeniu). Jeżeli przedsiębiorstwo A (należące do kapitału USA) położone w PL zatrudnia u nas 100 osób, i zainwestowane zostało 150 000 000 zł w to przedsiębiorstwo, średnia płaca wynosi 3000zł/mc (36000/rok), a zwrot na inwestycji 10%, to ludzie z PL zatrzymują u siebie 3 600 000 zł rocznie, podczas gdy kapitał zagraniczny zarabia na inwestycji 15 000 000 zł. Te ostatnie należą do kapitalistów zachodnich i przez nich będą wydane. Co ciekawe, ludzie z PL kupują w większości produkty zagraniczne a nie polskie, gdyż rynek FMCG został opanowane przez wielkie koncerny P&G, Unilever, itp. , przez co znaczna część z tych 3,6 mln zł także trafia w przedsiębiorstwa zagraniczne. Zastanowić się należy także, gdzie trzymamy pieniądze – czy w jedynym polskim banku (PKO BP), czy może  w jakimkolwiek innym? Morał z tego taki, że zachodni kapitaliści używają polskiego społeczeństwa do bogacenia się.

No właśnie, czy wobec tego Polacy pracują na swój kraj, czy może bogacą obce kraje? Podczas konferencji na temat konkurencyjności przedsiębiorstw w SGH otrzymałem materiały dlaczego Polska pensja jest kilka razy mniejsza od pensji zachodnich społeczeństw. Zawsze mnie to nurtowało i nie umiałem odpowiedzieć dlaczego tak właśnie jest. Oto przyczyny:

1.Polska przystępując do Światowej Organizacji Handlu otworzyła swoje granice na towary z całego świata. Jako, że byliśmy za przeproszeniem głęboko w d* w kwestii swoich własnych produktów, zostaliśmy zalani zagranicznym towarem.

2. W Polsce miejsca są głównie dla kadry niskiego i średniego szczebla, podczas gdy „mądre” zachodnie kraje koncentrują u siebie stanowiska lepiej płatne. Jednym słowem dla nas zostaje czarna robota.

3. Zostawiamy swoje kapitały za granicą nie tylko przez zakup produktów, ale też np. turystykę. Jeździmy w Alpy, na rivierę francuską, grecką, etc., zostawiając tam pieniądze. Kto przyjeżdża do PL? A jak przyjeżdża to w jakim celu? Nasze góry nie będą tak wysokie jak Alpy, ale chodzi mi o sam fakt. Turystyka jest bardzo dobrą gałęzią na bogacenie się kraju.

4. Polacy NIE kupują polskich produktów. Większość rzeczy na sklepowych półkach to wytwory zagranicznego kapitału. Mało tego – zachodnie kraje skutecznie blokują rozwój naszych firm (naszego kapitału) za granicą, wprowadzając wszelkiego typu utrudnienia-dodatkowe pozwolenia, umiejscowienie produktów w miejscach gorzej dostępnych, mniej eksponowanych, itp. Krążące stereotypy także nie ułatwiają nam życia. Duńska Minister Rolnictwa zniechęca duńczyków do kupowania polskiej żywności ponieważ zawierają „więcej pestycydów” i gorzej traktujemy zwierzęta. W ten sposób blokuje się eksport naszych produktów do Danii. Mamy bdb kliniki prywatne, do których mogą przyjeżdżać goście z zachodniej Europy. Jeżeli jednak cokolwiek pójdzie nie tak, media (przykład ze Szwecji) od razu nagłaśniają sprawę jakich „kalekich” lekarzy mamy i tym samym próbują zniechęcić obcokrajowców do korzystania z naszych usług. Są setki podobnych przykładów – ostatni to zmiany w Niemczech nakazujące płacić polskim firmom transportowym pensje jak niemieckie – głównie chodzi o wykończenie polskich przedsiębiorstw, a nie obronę pracowników. Pisząc te słowa słyszę w TV reklamę TESCO, która mówi o polskich produktach które możemy otrzymać w tym sklepie. Zweryfikuję to, ale nawet jeżeli będą to polskie produkty, nie będzie mi się podobało że są sprzedawane w zagranicznym markecie.

5. Co wynika z 4., nie mamy praktycznie żadnych wielkich koncernów mogących pracować na nasz rachunek. 2 przykłady dużych polskich firm (porównanie obrotów): LOT (758 120 tys. euro w 2010r.), Lufthansa (30 028 000 tys. euro). Polpharma (270 369 tys. euro) i Glaxo Smith Kline (31 743 000 tys. euro). Jesteśmy zmiażdżeni przez Zachód i żaden czas nam w tym nie pomoże, jeżeli nie zmienimy podstaw naszego postępowania (krótkoterminowo może nas to mocno zaboleć).

6. Duże zachodnie koncerny są tak rozwinięte, że korzystają z efektów skali. Małe „duże” polskie firmy jeszcze nie doszły do takiego etapu(korzystania ze skali), przez co mają wyższe koszty, a to zwiększa albo cenę końcową produktu (polskie droższe), albo obniża jakość (polska tandeta), albo zmniejsza zyski rodzimych przedsiębiorstw (zwiększone ryzyko biznesowe nie może być skompensowane wyższą ceną, większe ryzyko bankructwa).

Ostatnio czytałem artykuł o polskiej gminie, która nie dopuszcza na swój teren kompletnie żadnego dyskonta. Idzie to wszystko nawet do tego stopnia, że nie tylko gmina nie pozwala na otworzenie Biedronki, Lidla, etc., ale nawet prywatni właściciele wykluczają taką możliwość. Czy jest tutaj sens i logika? Przecież dyskonty są tańsze od małych sklepików, drobnych detalistów. Dyskonty kupują wszystko w wielkich ilościach bo niższych cenach, w związku z czym mają możliwość lepszego kształtowania narzutu na cenę nabycia.

Temat wymaga dokładnych wyliczeń, czy jest, czy nie ma sensu podejmować działań blokujących rozwój marketów. Blog to jednak opinie, także śmiem twierdzić, że rozwój dyskontów (i jakichkolwiek innych przedsiębiorstw) z kapitałem zagranicznym jest ogromnie szkodliwy dla naszej gospodarki.

Kontynuując nasze rozważania wyobraźcie sobie, że nasza gospodarka działa jak jedno duże pseudoprzedsiębiorstwo. Ma kapitał wewnętrzny – czyli my, Polacy – nasza praca i pieniądze. I kapitał zewnętrzny – wszystko, co trafia do nas z zewnątrz – zagraniczni inwestorzy, zagraniczne pożyczki itp. Kraj funkcjonuje bardzo dobrze – generuje przychody, a z nich wypłaca pieniądze – dla Polaków wypłaty są w pensjach, w subwencjach, w dywidendach(polskich i zagranicznych, jeżeli ktoś inwestuje za granicą) – wszystko to zwiększa majątek naszej gospodarki. Dla finansowania zewnętrznego(zagranicy) sytuacja ma się nieco inaczej – ludzie, którzy przywożą środki do naszego kraju oczekują, że na nich zarobią – i wycofają te środki do swoich krajów (zwiększając kapitał własny ich krajów-przedsiębiorstw). Oczywiście osoby które rozumieją zasady rachunkowości wiedzą, że nasze aktywa pseudoprzedsiębiorstwa – czyli gospodarki – rosną – mamy nowe firmy, lepsze marki, więcej pieniędzy. Pytanie jest takie – czy faktycznie nasze pasywa są w zdrowej proporcji. Czy nie jest tak, że kapitał zewnętrzny (zagranica) wysysa z naszej Gospodarki więcej, niż my z niej mamy jako akcjonariusze-właściciele naszego kraju? Należy zrozumieć, że kapitał własny to nasz kapitał wewnętrzny, a wszelkie zobowiązania – to kapitał obcy. Można też zastanowić się nad Grecją i jej ogromnym zadłużeniem, gdzie praktycznie całkowicie pasywa są zdominowane przez zobowiązania (obligacje), a społeczeństwo jest biedne bo nie tyle co nie zarabia, ale zarobiony kapitał już nie daje się pomnażać przez ogromne koszty obsługi długu.

Idąc moim tokiem myślenia i biorąc przykład Biedronki:

1. Właściciel Biedronki, firma Jeronimo Martins(JM), jest Portugalczykiem (dla uproszczenia przyjmiemy, że firma to człowiek, w końcu jest czyjąś własnością). W Portugalii on sam jest „akcjonariuszem” swojego Państwa. Tam trzyma pieniądze.

2. Przez swój kraj lokuje środki u nas, w Polsce – ponieważ nie jest Polakiem i nie mieszka u nas, to dla nas jest organizatorem finansowania zewnętrznego, tworzy pasywa lokując tu kapitał i tworzy aktywa, budując dyskonty.

3. Dzięki zastrzykowi jego gotówki nasz kraj – Polska – ma możliwość rozwoju – zwiększa swój majątek przez jego gotówkę. Ten kapitał jest zamieniany na markety, w których pracują i kupują Polacy. Oczywiście zakładając hermetyzację gospodarki nie może być tak, że JM płaci Polakom tyle, co zarobi. Ta nadwyżka jest jego zyskiem, który może wyciągnąć od nas lub dalej reinwestować go u nas i powiększyć nasz majątek, ale także nasze pasywa – zobowiązania. Do czasu gdy jest to opłacalne właśnie ten drugi wariant będzie wybierany.

4. Kiedy rozrost sieci Biedronka osiągnie poziom, że nie będzie sensu dalej jej rozwijać, JM zacznie wypłacać zyski z powrotem do siebie – i nieważne czy będzie to kolejne  pseudoprzedsiębiorstwo (tj. raj podatkowy) – i tak jest to kapitał Portugalii. Z raju podatkowego bowiem wyjmowane będzie tyle, aby opłacić podatki od nieruchomości w Portugalii, aby opłacać ludzi pracujących dla właściciela, jego wakacje, samochody i inne wydatki. Kapitał jest i tak w większości wydawany w Portugalii.

Ta nadwyżka która powstaje z różnicy między tym, co zarabiamy a tym, co odchodzi na zewnątrz zmniejsza naszą wartość przedsiębiorstwa-państwa. Jeżeli nastąpi kryzys, zostaniemy z niczym. Właśnie przez to przechodzi Rosja – odpływ kapitałów zagranicznych gwałtowanie osłabił im całą gospodarkę. Wszystko się chwieje. I tu należy pogratulować Putinowi, że logicznie myśląc nie wprowadzał do Rosji zachodnich przedsiębiorstw tak jak robiliśmy to my czy inne państwa EM – cały czas trzymał ich na krótkiej smyczy nie pozwalając się rozrastać. Gwałtowny odpływ tego, co zewnętrzne skutecznie kaleczy Państwo. Dlatego nie można pozwolić, żeby zachodnie koncerny wchodziły do Polski jak i kiedy im się podoba. W razie problemów to my najbardziej dostaniemy po nogach. Pytanie jest takie: czy lepiej jest rozwijać się wolniej, ale stabilniej, czy szybko i gwałtownie. Podobno kto szybko się wspina, ten szybko spada.

Należałoby znaleźć pewien złoty środek. Pochwalam gminę, która tak mocno broni swojego terytorium – to, co zostawiają tam mieszkańcy nadal znajduje się w kraju. Pracę mają właściciele małych sklepików, a nie korporacje. Niedopuszczenie zagranicznego kapitału nie powoduje wypływania finansów na zewnątrz. Oczywiście nie można popadać ze skrajności w skrajność, trzeba umieć prowadzić politykę zrównoważonego rozwoju. Jaka ma to być polityka? Czy należy bardzo mocno regulować osoby, które inwestują, tak jak np. płace minimalne? Może należy wprowadzić maksymalne stopy zwrotu? Jestem przeciwny takim rozwiązaniom. Jeżeli społeczeństwo jest inteligentne, to sobie poradzi. Musimy mieć silniejszego ducha przedsiębiorczości i swój kapitał przedkładać nad kapitał obcy.

Kapitał ma narodowość. Transferuje się go od jednego do drugiego narodu. W pewnych przypadkach można mówić o całkowitym uzależnieniu jednego państwa od drugiego.

Mówiliśmy o państwach jak o przedsiębiorstwach. Zejdźmy na jeszcze mniejszą skalę. Wyobraźmy sobie gminę, która bardzo dobrze gospodaruje swoim terytorium. Gospodaruje tak, że każdy w niej pracuje, przedsiębiorcy dostali niesamowite zadanie pełnienia pieczy nad swoimi pracownikami, w zamian za co gmina zaoferowała im bardzo dobre warunki podatkowe, ba, nawet dopłaty, pod warunkiem wspierania budowy infrastruktury. Przedsiębiorcy mają za zadanie sprowadzać z zewnątrz materiały i półprodukty, tworzyć z nich produkty i sprzedawać je za granicę (gminy). Nadwyżki należy kumulować w banku spółdzielczym, który jest własnością każdego, kto trzyma w nim pieniądze. Bank ma za zadanie tworzenie własnych funduszy (we współpracy z przedsiębiorcami) celem inwestycji w gminach ościennych (lub nawet dalej). W razie komplikacji, osłabienia się koniunktury na zewnątrz przedsiębiorcy mają za zadanie, wspólnie z władzami, zaplanować plan ratunkowy dla swojego terytorium. Mają ściągnąć potrzebne kapitały do środka(gminy), aby wspierać rolnictwo, żeby każdy miał co jeść. Należy wycofać wszelkie finansowanie zewnętrzne(jeżeli takowe było) zastępując je kapitałami własnymi, aby odciąć wszelkie próby wyssania kapitału z gminy. Należy robić tak, aby mądrzy przedsiębiorcy mieli odpowiednią motywację do realizacji swoich planów – tzn. mogli sobie pozwolić na więcej. Lojalność jest najbardziej istotna, a próbą zabezpieczenia jest własny bank. Nie może być miejsca dla bezrobotnych, bo to kapitał (ludzki) stracony. Jeżeli ktoś jest leniem, nie powinien działać w takiej społeczności. Niech jedzie do UK, Francji i bierze zasiłek. Oczywiście jest wiele pytań czy coś takiego ma rację bytu. Myślałem o czymś takim od pewnego czasu, a obecnie dowiedziałem się, że podobny projekt jest realizowany.

Kolejnym strzałem w kolano naszego systemu jest darmowy system szkolnictwa wyższego. Dobrze wiemy, że jest przerost produkowanych inżynierów i magistrów, większość z nich nie pracuje w swoim wyuczonym zawodzie, są pomagierami albo pracują na niskich stanowiskach. Część wyjechała za granicę, by tam spełniać się na niskich stanowiskach, lub bardzo nieliczna część, aby spełniać się w zawodzie. Tym samy finansujemy z budżetu państwa zachcianki młodych ludzi do otrzymania wyższego wykształcenia. Jeżeli praca byłaby u nas to system ma rację bytu. Niestety dobre czasy się skończyły, ale młodzi tego nie rozumieją i mogą mocno protestować przeciwko wprowadzeniu odpłatnych studiów. Wydaje się im, że idąc na studia świat ich kupi. Prawda bywa jednak okrutna. 100 kandydatów na 1 stanowisko pracy to na pewno przesada. Dodając do tego „znajomości” czy nepotyzm, większość dzieciaków po studiach pracy nie znajdzie – przynajmniej nie na takich warunkach, o jakich myślała.

Marnujemy kupę kasy nie rozwijając polskich naukowców i inżynierów, którzy coś osiągnęli (prototyp, innowacja). Zachodnie koncerny lubią kupować od takich osób pomysły. Takie innowacje ostatecznie pracują dla zachodnich kapitałów, bo ani państwo, ani polscy przedsiębiorcy, z wielkim smutkiem to mówię, nie chcą rozwijać rodzimych firm, podejmować ryzyka budowania czegoś więcej. Polski przedsiębiorca, jak dojdzie do pułapu ok. 1mln zł rocznie dochodu – mówi, że tyle mu wystarczy. Przeznacza kapitał na konsumpcję czy bezsensowne lokaty bankowe, produkty strukturyzowane, zamiast wykorzystywać swój intelekt i żyłkę do robienia biznesu i budować nasz kraj. Kładąc kasę na lokatę bankową, bank (jak już wyżej wspomniałem najpewniej z kapitałem zachodnim) będzie robił pieniądze na naszym obywatelu.

Teraz wrócę do Tajlandii. Nie znam tego kraju dobrze, jedna wizyta do stanowczo za krótko, także są to moje opinie:

1. Tajlandczycy bardzo mocno szanują swoją walutę. Nawet depozytu w hotelu nie chcieli przyjąć w dolarach (proponowałem $100, czyli ok. 3200 THB), chcieli depozyt koniecznie w THB (1000 THB).

2. Mimo, że konkurencję mają ogromną, jest swego rodzaju zmowa cenowa. Po targowani się schodzą niewiele, przez co przepłaca się za produkty tajlandzkie.

3. Na Khao San Road są dwa Mcdonaldy a i tak stoją praktycznie puste, wszyscy jedzą z tych obwoźnych bud-garkuchni, bo jedzenie jest lepsze. (Z tego co słyszałem Tajlandczycy nie gotują sobie, tylko jedzą właśnie w tych garkuchniach, których jest pełno). Nikogo nie interesują procedury jakościowe Mcdonalda – co kogo to interesuje?

Tajlandia_Garkuchnia

4. Utrzymują się z turystyki i zdzierają na turystach równo – ściągają tym samym kapitał zewnętrzny do siebie i zostawiają u siebie. Guesthousy czy tańsze hotele są własnością rodzimą, przez co kapitaliści z zachodu za dużo nie znajdą dla siebie.

5. Pełno podróbek – Ralph Loren, T. Hilfiger, Rolexy, itp – kapitał nie idzie do tych firm, bo wszystko to podróbki, które turyści kupują. Kasa zostaje w kraju. Garnitury – szyją garnitur dla turysty, na miarę, za 80-100 euro. Na koniec pytają, jaką chcesz metkę – Hugo Bossa, Armaniego, czy inną?

Nasz kraj i UE całkowicie zabrania takich praktyk. Nie wypowiem się, czy ogólnie jest to złe czy dobre (jak kogoś nie stać na oryginał i chce podróbkę to dlaczego mu bronić? Chociaż z perspektywy firmy producenta-kapitalisty jest to mocno naganne) jednak skutek jest taki, że kasa zostaje w kraju. A jest w tej Tajlandii dużo do zrobienia, bo jak większość krajów równikowych w których byłem nie ma bogactwa. Przynajmniej jeszcze nie.

Wszystko powyższe sprawia, że bat tajlandzki jest walutą zdrową – zagraniczne kapitały nie lokowały się w wielkich ilościach w tym kraju, przez co nie ma wahań spekulacyjnych jak to jest na złotówce. Nie ma wycofywania zysków (przez co bat byłby sprzedawany i tym samym kurs by zniżkował). Kraj poszedł swoja drogą, dzięki silnej walucie dla obcokrajowca jest drożej, a przecież właśnie o to w tym chodzi – jak najwięcej zewnętrznego kapitału zostawiać w kraju macierzystym.

Moje rekomendacje dla nas, kapitalistów, i dla Państwa Kowalskich, żeby i my mogliśmy więcej zarabiać, i Kowalscy więcej zarabiać:

1. W pierwszej kolejności kupujmy polskie produkty – nawet, jak są parę procent droższe ostatecznie kapitał zostaje u nas w kraju.

2. Środki trzymajmy w bankach z kapitałem polskim, a o ile to możliwe inwestujmy, a nie trzymajmy pieniądze na koncie.

3. Negujmy produkty zachodnie. Starajmy się sprawiać, żeby to nasze było lepsze.

4. Starajmy się hamować rozwój zachodnich koncernów – ktoś chce postawić w naszym otoczeniu elektrownie wiatrowe? Dowiedzmy się najpierw kto, jeżeli kapitalista z zagranicy to bezwzględnie nie należy tego robić.

5. Zatrudniajmy polskich pracowników nawet jak zagraniczni są tańsi.

6. Nasz eksport musi jak najbardziej przewyższać import, a na ten moment jest odwrotnie.

To wszystko jest bardzo ciężkie – żeby móc się ruszyć należy rozpocząć wszystkie działania na raz, a przy naszej mentalności może to być wyjątkowo ciężkie. Pracodawca polski nie zatrudni polskiego pracownika, jeżeli nie będzie sam wystarczająco dużo zarabiał (tj. nie podniesie ceny produktów lub jeżeli Polacy nie będą kupować jego droższych polskich produktów bez efektu skali) – poza tym pracodawca musi mieć świadomość odpowiedzialności za nasz kraj, a nie tylko sugerować się czystym zyskiem. Tu chodzi o myślenie strategiczne, długoterminowe, a nie o krótkoterminowe zyski.

I biznesmeni, i konsumenci, muszą mieć świadomość, że korzyści i jedni i drudzy osiągną, jeżeli będą razem współpracować. I tak jak w budowaniu majątku, rezultaty przyjdą za parę lat, gdyż maszyna jest b. duża i ciężko ją naprawić w ciągu miesiąca. Poza tym, politycy nie mogą patrzeć na nabijanie swoich kierman, tylko dbać o interes kraju. Niestety, przy władzy postkomunistycznych partii wielkiej czwórki (PO, PIS, SLD i PSL) zbyt duży jest lobbing zachodnich koncernów. Należy zmienić całkowicie władze na takie, które może i same będą czerpać korzyści, ale żeby te korzyści szły w parze wraz ze zwiększaniem się konkurencyjności naszego kraju. Na ten moment jesteśmy marionetką USA i krajów zachodnich. Jesteśmy popychadłem w kwestiach gospodarczych (j/w opisano), politycznych (najgłośniej krzyczymy na ruskich, a to nie my rozdajemy tutaj karty, nikt nas do rozmów nie zaprasza – to Niemcy i Francja odgrywają ważniejsze role), wojskowych (USA robią sobie ćwiczenia u nas i jak przyjdzie do wojny to nasz kraj będzie zniszczony, a nie USA).

Dopóki polskie społeczeństwo nie zrozumie, jak bardzo ważna jest współpraca społeczna, tak długo będziemy narodową dziwką. Samo myślenie „skoro ja nie mam, to i sąsiad mieć nie powinien”, zazdrość, to cechy wybitnie nie pozwalające na realizację celów o których pisałem wyżej. Nie wspieramy się i chcemy żeby inni mieli mniej, zamiast starać się mieć więcej. Zobaczcie sami: większość przedsiębiorców w rozmowach nt. KRUS krzyczy, że rolnicy to mają tak dobrze bo płacą niskie składki na ubezpieczenie i niech także zaczną płacić ZUS, zamiast być za tym, żeby składki wszystkich były na poziomie KRUSowskim (oczywiście nie jest to jednak możliwe, bo ZUS to bankrut i nasz bandycki rząd nie pozwoli na zmniejszenie składek).

Tyle jeżeli chodzi o narodowość kapitału. Jeżeli zaprzęgamy nasze pieniądze do pracy, niech pracują dla naszych obywateli – zarabiasz, kupuj polskie, jesteś kapitalistą, zatrudniaj Polaka. Wybieraj do rządu mądrych ludzi (a nie obecnych zbiurokratyzowanych bałwanów), żeby obniżyli podatki dla swoich obywateli, a wprowadzili podatki  od transferu środków zagranicę (niestety cwana demokracja na to nie pozwala, a przekupne telewizje (np. TVN) faworyzują swoje partie polityczne, z którymi są związane (PO)). Przydałoby się wprowadzenie ceł importowych, aby nasze produkty były konkurencyjne.

Artykuł długi, ale wart przemyślenia. Nie rozwiałem pewnie wielu wątpliwości, ale ważniejsze jest samo przemyślenie tematu. Zapraszam do komentowania. Do następnego razu!

 

 

 

7 myśli nt. „O narodowości pieniądza

  1. Polskie społeczeństwo jest za głupie, wierzy w to co mówi telewizja kierowana przez rząd, ogląda ogłupiające pseudoseriale typu: „Dlaczego ja”. Głupim narodem łatwiej manipulować i kierować. W takim kraju jak nasz powinna panować monarchia z królem który bardziej kocha Polskę niż na przykład nienawidzi Rosję, z takim który będzie dbał o interesy Polaków. Ale Polacy nie doprowadzą do takiego stanu, nie oddadzą władzy w jedne ręce. Zawsze jak się coś Polakowi zabiera to potrafi się zbuntować. Polak chce mieć prawo głosu ale nie potrafi z niego mądrze korzystać, a nawet jak już wyjdzie z jakąś inicjatywą, zbierze podpisy pod jakimś projektem to są one odrzucane przez obecny rząd. Musimy przywrócić normalność, odrzucić wartośći unijne a przywrócić europejskie bo albo wykupią nas kraje azjatyckie z Chinami na czele albo zaleje nas Islam. W obu przypadkach będzie żyło się lepiej ale to już nie będzie Polska. Jest tylko jeden człowiek, z coraz większym poparciem który może coś zmienić w tym kraju ale ludzie mają go za oszołoma. Niestety wśród wariatów człowiek normalny jest wariatem.

  2. Witaj, właśnie w tym kontekście prosiłem Cię o artykuł o TTIP. mam obawę że w ramach tej umowy kapitał zagraniczny (USA, Kanada)zainwestuje jeszcze więcej w Polsce, a później nas wyssie, lub po prostu od razu zaleje nas importowanymi towarami ( wysyłanymi z USA a wyprodukowanymi w Chinach) lub co jeszcze gorsze postawią na usługi (np zdrowotne, komunalne itp) i uzależnimy się od zagranicy jeszcze bardziej… ale Ty napisałeś wtedy o tej umowie… pozytywnie… Pozdrawiam

    • Hej Muszu. Wydźwięk artykułu o TTIP w mojej opinii był negatywny. Kompletnie nie jestem za jeszcze większym przepływem towarów, bo nigdy się nie podniesiemy na wyższy poziom kapitalizmu, tylko zostaniemy jednym wielkim konsumentem świata. :-). Nie wiem skąd wniosek że pozytywnie.

      • Witaj,
        napisałem komentarz na podstawie tego jakie wspomnienie zostawił po sobie Twój artykuł o TTIP (podsumowałem sobie ten artykuł, że jako kapitalista jesteś ZA) …. teraz jak go jeszcze raz przeczytałem to faktycznie jest raczej negatywny… przepraszam

        Zdrowych pogodnych Świąt
        pozdrawiam

        • Chyba faktycznie reprezentuję kapitalizm patriotyczny. Ttip bylby dobry gdybysmy byli rownie zaawansowani kapitalistycznie jak zachód. Gdyby jednak tak było, najpewniej nikt nie zaproponowałby tej umowy. Wesolych Świąt!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *