Odkładanie na emeryturę – portfel Jana Kowalskiego

Witam Was z Nowym Rokiem 2015! Mam nadzieję, że Sylwester był obchodzony hucznie, ale ręce i nogi macie całe :-). Niestety, Nowy Rok to także świadomość, że jesteśmy coraz starsi, a to po części implikuje, że należy zacząć myśleć o emeryturce – a właściwie o odkładaniu na nią. Zapraszam na porcję moich przemyśleń dotyczących emerytury.

ret

Na wstępie zaznaczę, że wpis jest o Janie Kowalskim – czyli nie biznesmenie, a etatowym pracowniku (bądź samozatrudnionym), który nie skupia się na wypracowaniu szybkiego dochodu pasywnego (bądź parapasywnego), a planuje oszczędzać, aby na emeryturze godnie żyć. Oczywiście artykuł może przeczytać także aspirant do roli inwestora bądź przedsiębiorcy, ponieważ warto rozważyć różne życiowe schematy – jedni mogą nie mieć motywacji, a jeszcze inni siły, żeby działać jako aktywny biznesmen, warto więc dumać także nad ścieżką oszczędnościową.

Chciałbym zacząć od artykułu, który przeczytałem na serwisie forsal.pl. Mowa jest o autorze poczytnej książki „dla każdego”, kto chce mieć spokojną starość. William Bernstein mówi, że należy oszczędzać 15% naszej pensji i lokować je po równo w fundusze ukierunkowane na akcje amerykańskie, międzynarodowe i na obligacje amerykańskie. Will opisuje, że raz do roku należy tak przetasować środki, żeby znowu proporcja między tymi funduszami wynosiła 1:1:1. Wiadomo, jak w jednym roku więcej zarobimy na akcjach, to odpowiednią część wycofujemy i wkładamy w fundusz obligacji. I vice versa. I w zasadzie to tyle, pomijając przeszkody, jakie stoją przed Kowalskim, tj. dyscyplina niewycofywania tych środków na dobre i na złe, poznanie historii finansów, poznanie samych finansów (np. dlaczego gdy rada polityki pieniężnej obniża stopy do kredyty tanieją? :-) ) i trzymanie się z dala od wszelkiego rodzaju doradców giełdowych i maklerów.

Autor artykułu zauważa, że w przypadku Kowalskiego a nie Smitha należałoby lokować środki w fundusze „polskie”, tj. akcji polskich, międzynarodowych i obligacji polskich. Oczywiście jest to podyktowane ograniczeniem ryzyka walutowego. Cóż, powiem Wam, że propozycja Bernsteina jest naprawdę interesująca. Jednak muszę wrzucić swoje parę groszy do samej strategii lokowania kapitałów i procentu pensji, którą należy odkładać.

Zacznijmy może od części dochodu, jaką należy lokować (oszczędzać), aby na emeryturze „godnie żyć”. Pamiętajmy, że amerykańskie 15% nie będzie równe polskim 15%, ze względu na różnice w zarobkach. Należy więc pogodzić się z faktem, że nasze oszczędności będą skromniejsze niż amerykańskie, chociaż przyszłość może spłatać nam różne figle. Rozważmy Kowalskiego, który zarabia np. średnią krajową (uznajmy, że netto wyjdzie nam 3000zł). Kowalski przejdzie na emeryturę w wieku 65 lat (wiem, że wiek ten jest inny, ale musimy zrobić pewne założenie zarówno dogodne dla Kowalskiej, jak i Kowalskiego – poza tym nie wiadomo co jeszcze rządzący wymyślą). Z przykrością założymy, że rządowej, społecznej, zusowskiej emerytury nie otrzymamy. Lepiej pesymistycznie podejść do życia, bo na starość może być za późno na rozczarowania i próbę naprawy. Założymy także, że pożyjemy 20 lat od przejścia na emeryturę. Założymy także, że skoro wystarczało nam nasze 3000zł netto (jak chcesz, możesz podać swoją kwotę zarobków), to 3000zł na emeryturze będzie kwotą optymalną. I tak połowa pewnie pójdzie na wnuki ;). Mamy wobec tego kalkulując prosto 3000zł x 12 x 20 lat = 720 000zł do uzbierania. Oczywiście nasze 3000zł jest różne w czasie (inflacja, deflacja, itp.), także zostało przyjęte uproszczenie (którym zajmiemy się za chwilę), że środki na naszej emeryturze pracują powyżej wskaźnika inflacji (lub są co najmniej równe temu wskaźnikowi). Teraz policzmy, ile musimy odkładać, jeżeli ogarniemy się z takim oszczędzaniem w wieku 30 lat. 720 000/35 lat/12 miesięcy = 1714zł. Jest to aż 57% naszej miesięcznej pensji!!! A co byłoby gdybyśmy ogarnęli się z odkładaniem w wieku 25 lat? Wyjdzie nam 1500zł, co jest oczywiście kwotą niedużo mniejszą od 1714zł. Biorąc pod uwagę kredyty, które spłacamy, najpewniej nic nam nie zostanie z bieżącej pensji, a to oznacza, że padniemy z głodu i oszczędzanie nie jest nam zupełnie potrzebne. Jeżeli założymy model Bernsteina, tj. 15% pensji, od wieku 30 lat odkładalibyśmy 450zł miesięcznie, co po 35 latach do emerytury da nam 189 000 złotych. No nie jest to jakoś solidnie. Oczywiście powinniśmy wziąć jeszcze pod uwagę RYZYKO, jakie wiąże się z inwestowaniem w fundusze. Po pierwsze większe ryzyko wymaga, abyśmy oczekiwali większej stopy zwrotu. Po drugie większe ryzyko może oznaczać UTRATĘ powierzonych środków. Założmy optymistycznie (!!), że środki w naszych funduszach, niwelując wzloty (wysokie stopy zwrotu) i upadki (bessy na giełdzie) są pomnażane z prędkością 200% inflacji, czyli o jeden raz szybciej niż inflacja. Załóżmy, że realnie otrzymamy nadwyżkę 3% rocznie (czyli w sumie zwrot z funduszy ma wynieść co najmniej 6%). Mamy do czynienia z ciągiem geometrycznym, w którym środki są zwiększane co miesiąc o 3%/12 i powiększane o 450zł. Używając kalkulatora do liczenia rent wynik jaki mi wyszedł to 334 000 zł (zamiast 189 000 bez wzrostu inflacji). To nadal mało w porównaniu z naszymi 720 000. Aby z naszych 450zł miesięcznie otrzymać ponad 720 000zł, musielibyśmy utrzymać dynamikę wzrostu naszych aktywów z roku na rok w granicach 7%! (7% oczywiście jest liczone bez inflacji – w połączeniu z inflacją to pewnie wyjdzie nam 2 lub 3-krotny narzut). Patrząc na ostatnie 30 lat indeksu SP500, pomijając wzloty i upadki (a musimy takie pomijać, jeżeli mamy trzymać się strategii) indeks wzrósł o około 100% (z 1000 do 2000 punktów). Rocznie daje to wzrost 2,3%. W żaden sposób nie odpowiada to naszym 7%. Podobnie rzecz wygląda na WIG20, odejmując początkowy okres gwałtownego wzrostu, który nie powinien być liczony. Uwzględniając inflację, wyjdzie nam BIEDA z odkładania na emeryturę. Załóżmy jednak, że udało nam się nazbierać 300 000zł, co na 20 lat emerytury daje nam 1250zł miesięcznej wypłaty. Kwota w sam raz na opłacenie rachunków, leków, tacy kościelnej i skromnej porcji jedzenia. BARDZO skromnej.

O emeryturze pod palmami możemy zapomnieć. Osoba zarabiająca 12 000 na rękę miesięcznie będzie mogła pochwalić się 4x wyższą emeryturką z odłożonych środków, tj. 5000zł. Umówmy się – szału nie ma i wyjazd pod palmy niekoniecznie się uda. No, jeżeli założymy ofertę all inclusive gdzieś w basenie Morza Śródziemnego za 2000 na 2 tygodnie, czyli miesięcznie 4000, to w sumie coś nam się uda. W 2010 roku powyżej 20 tys brutto (ok. 14 000 netto) zarabiało  0,41% osób -> czyli 41 osób na 10 000 Polaków. Jednym słowem przeciążenie w ciepłych krajach nam nie grozi – w sumie to i dobrze, bo jest mniejszy tłok i jest o co walczyć – o spokojną emeryturę!

Podsumowując część pierwszą, 15% to chyba trochę za mało. Bardziej skłaniałbym się ku 20 procentom, albo nawet 25%. Tylko wyobraźcie sobie, jak trzeba być zahartowanym, aby tyle środków odkładać, i odkładać, i odkładać – i nic na bieżąco z nich nie mieć…

Kolejna kwestia do poruszenia – czyli miejsce, gdzie nasze środki wędrują. FUNDUSZE. Fundusze dla ogółu obywateli to niestety nic dobrego. Warto zapamiętać jedną z podstawowych reguł świata finansów, tj. jeżeli ciotka mówi Tobie, że ulokowała pieniądze w aktywie X, to na pewno należy z tego aktywa wycofywać kapitał. Po prostu coś, co jest nadzwyczaj popularne nie może już zaoferować wysokich stóp zwrotu, chyba, że jest to moment kulminacyjny bańki spekulacyjnej spowodowanej efektem stada – a to jeszcze gorzej, to wszystko może upaść w każdym momencie. Oczywiście fundusze popularne są ZŁE, ponieważ podążają zgodnie z koniunkturą aktywów, których dotyczą. Wyobraźmy sobie, że oszczędzaliśmy 35 lat na wspaniałą emeryturę i nagle, w 34 roku oszczędzania, następuje ogromny krach i wyceny certyfikatów funduszy spadają na łeb na szyję. Z naszych 340 000 zł zrobiło się w jednej chwili 140 000 zł. Albo i mniej! Ze łzami w oczach patrzymy na nasze oszczędności życia. Tyle lat odkładania i wszystko w ciągu kilku dni poszło się… walić. Nasze 64-letnie serducha niekoniecznie mogą być przygotowane na taki szok… A lekarstwa i operacje na serce to także koszt dla naszych oszczędności. Oj, oj, oj.

Oczywiście są sposoby na uniknięcie takich fluktuacji, m.in. odpowiednie wycofywanie środków wcześniej, o czym autor w swojej książeczce już nie napisał(tak mi się wydaje, bazuję na artykule ze strony forsalu). Jak zapewne wiecie (lub wiedzą ci, co czytają część biznesową) – ja radzę trzymać się z dala od giełdy. Możemy tam w większości przypadków albo się sparzyć, albo całkowicie urwiemy sobie rączki. Najciekawsze jest to, że pan Bernstein wspomina o tym, aby trzymać się z dala od „potworów” jakimi są doradcy kapitałowi. Ja pewnie też jestem takim kapitalistycznym tworem-potworem, ale przynajmniej staram się strzec przed giełdą ;-). Pan autor sam przeistacza się w doradcę giełdowego i namawia na fundusze… Cóż.

Narysujmy sobie WAZONIK (wazoniki zostały opisane w Artykule 1, Artykule 2 i Artykule 3). naszego oszczędzającego:

Wazonik jest oczywiście cały żółty, ponieważ wszystko jest naszym kapitałem obrotowym. Łatwo możemy manipulować naszymi kapitałami. To, co jest w warstwie nr 2 to są nasze obligacje. To, co jest w warstwie 4 to są akcje z rynku krajowego i zagranicznego, 2x większe od warstwy 2 ze względu na proporcję 1:1:1.

Jak sądzicie, CO jest nie tak? Brak jest dostatecznej dywersyfikacji. Kompletny brak fundamentów, które są bardzo, bardzo ważne. Rozmyślając nad strukturą majątku Kowalskiego opisanego na rysunku wyżej dochodzę do wniosku, że bez gruntownej wiedzy finansowej (Bernstein zwraca na to uwagę jak już wiemy) nie damy rady dotrwać do emerytury. Może i fundusze są OK na początek, kiedy kapitały tam gromadzone nie są duże, jak również moment wejścia na giełdę jest racjonalny (np. w czasie bessy lub trochę po bessie). Na pewno nie jest nam potrzebny aż tak bardzo płynny portfel aktywów – ryzyko płynności jest tutaj zniwelowane przez niższą stopę zwrotu z aktywów. Przecież nie będziemy przekładać wszystkiego z warstwy 4 do warstwy 2 i odwrotnie. Koniecznie należałoby poświęcić trochę kapitału (po mocnych wzrostach giełdowych) na budowę warstwy 1, tej fundamentalnej. Zainwestować w grunt. Zainwestować z metale szlachetne. Koniecznie należy budować warstwę 1, bo to ona jest najbardziej stabilna i pewna, z której możemy korzystać na bieżąco. Mając np. ziemię, podczas kryzysów gospodarczych będziemy mogli ją uprawiać i nie umrzemy z głodu. Podczas kryzysów politycznych z metalami (bądź kamieniami) szlachetnymi będziemy mogli się ewakuować do innych krajów. Może jestem skrajnie nastawiony i niejeden z Was to o mnie powie, ale planowanie portfela to myślenie o różnych scenariuszach. Jak najprościej wyobrazić sobie taką sytuację? Zwykle inwestorzy w kraju zagrożonym politycznie i lub gospodarczo dość szybko wycofują środki, przez co osłabiają lokalną walutę – wszystko drożeje. Najprostszy przykład to nasi wschodni sąsiedzi – Rosjanie. Załóżmy, że mamy dzień 30 grudnia 2012 roku. Cena uncji złota w USD wynosi 1630 dolarów. Cena w rublu – 50 530 rubli. Mamy dzień 30 grudnia 2014, Rosja przechodzi poważny kryzys, inwestorzy wycofali swoje kapitały z kraju mocno osłabiając rosyjską walutę. Cena uncji kosztuje 1185 dolarów oraz 67 545 rubli. Jak widzimy, w lokalnej walucie mamy więcej niż gdybyśmy trzymali środki w akcjach rosyjskich (MICEX spadł przez te 2 lata o około 7%). Rentowność rosyjskich obligacji także wzrosła (dwukrotnie), a to oznacza, że ich ceny spadły. Portfel Bernsteina straciłby na wartości i to grubo. Nie dość, że lipa na wielkości zgromadzonych funduszy, to jeszcze wszystko podrożało. Pamiętajmy, że taki odpływ gotówki to nie tylko problem Rosji. To może zdarzyć się wszędzie, a przyczyny są różne.

Podsumowując ten dość spory wpis, co można polecić Kowalskiemu, żeby emerytura wyglądała dla niego jak najlepiej? Zgodzę się z autorem książki, że 15% trzeba odkładać – a nawet więcej. Bez oszczędzania nie zgromadzi się przecież nic. Jeżeli to tylko możliwe, zachęcam Kowalskiego do nawet prostych inwestycji – kupno gruntu, inwestycje w „coś ciekawego”, jakiś mały handel. Niech Janek oszczędza w różnych aktywach, także neutralnych „walutowo” jak właśnie metale czy mniej płynne kamienie szlachetne. Niech Janek zastanowi się nad kupnem mieszkania pod wynajem, aby część z naszych 15% (nawet tą większą) odkładał na spłatę kredytu, częściowo pokrywając ją czynszem z wynajmu. Mieszkanie to także lokata, na pewno bardziej stabilna niż fundusz. Niech Janek Kowalski wybierze sobie kilka klas aktywów (jak najdalej odseparowanych od siebie), a nie koncentruje się tylko na giełdzie. I powinno być dobrze. :-).

 

8 myśli nt. „Odkładanie na emeryturę – portfel Jana Kowalskiego

  1. Propozycja 1:1:1 jest troche podobna do PPT, o ktorej kiedys wspominalem. Tam byly cztery elementy, jedynm z nich zloto. Celem byl portfel zlozony z taki aktywow, ktore mialy dobrze radzic sobie w roznych sytuacjach badz fazach cyklu gospodarczego. Kiedys wpadla mi w rece tabelka przedstawiajaca osiagi takiego portfela na przestrzeni ponad 30 lat (usa). Fajne bylo w nim to, ze obsuniecia jego wartosci nie byly jakies szczegolnie duze, a w tym czasie rozne rzeczy na gieldach sie dzialy.

    Zeby poznac osiagi takiego portfela dodalem kiedys do tej tabelki kolumne z oficjalna inflacja za kazdy rok i policzylem zysk ponad inflacje. Jesli dobrze pamietam CAGR wyszlo mi troche powyzej 4%. Wiec Twoje zalozenie o 3% zysku jak najbardziej ma sens.

    • Hej tunix9 :-). Szukałem naszej dyskusji w komentarzach na temat struktury portfela ale nie znalazłem. Możesz nakreślić jakie elementy wchodziły w skład portfela generującego 4% dochodu powyżej inflacji? Na jakiej podstawie zostały wytypowane, żeby dobrze sobie radzić w różnych cyklach koniunktury? 4% ponad inflację to bardzo dobry wynik i na pewno niejednego zadowoli, szczególnie mam tu na myśli osoby na etacie, nie poświęcające życia biznesowi :).

      • Wydaje mi sie, ze jedynie wspomnialem haslo PPT bez szczegolow. Jesli dobrze pamietam bylo relizowane tak: 1/4 to akcje w postaci taniego funduszu indeksowego akcji amerykanskich. 1/4 to obligacje amerykanskie (nie pamietam czy dlugo czy krotkoterminowe). 1/4 to zloto fizyczne i ostatnia 1/4 to gotowka w postaci funduszu rynku pienieznego. Koncept zaklada roczne balansowanie portfela. Szczegoly „osiagniec” znalazlem w platnej publikacji (swoja droga niezlej), ktorej autor powaznie traktuje IP, nie przytocze ich wiec tutaj. Sam dolozylem do tego oficjalne amerykanskie CPI i wyszlo ok 4%. Jest w tym jednak pewne ale.

        1. Badany okres to czas dosc szczegolny – od zakonczenia wymienialnosci dolara na zloto do dzisiejszych zawirowan. Czy w kolejnych 30 latach portfel powtorzy wynik, tego nie wiadomo, zwlaszcza jesli USA zacznie tracic na znaczeniu.

        2. Gdyby chciec konstruowac taki portfel w oparciu o polskie aktywa to brak odpowiednich mechanizmow, na przyklad tanich funduszy indeksowych. Zreszta osobiscie balbym sie opierania na polskim rynku.

        Niemniej koncept wydaje mi sie ciekawy i warty sprawdzenia.

        • Na pewno jest to pozytywna dywersyfikacja portfela osoby chcącej spokojnie odkładać na emeryturę. Portfel został tak skomponowany, aby możliwie najlepiej asekurował osobę (z USA, bo fundusze opierają się o gospodarkę amerykańską) i pozwalał jej pomnażać pieniądze z prędkością rozwoju gospodarki bądź wyższą. 1/4 w złocie miała ochraniać przed ewentualnymi zawirowaniami gospodarczymi, 1/4 jako fundusze rynku pieniężnego podobnie. Jednak nadal wszystko opiera się na płynnych aktywach, pozwalając się szybko wycofać, ale pytanie czy szybkie wycofywanie jest tutaj w 100% (a nie np. w 30-40%) potrzebne, skoro ma to być fundusz emerytalny (to, o co pytam w treści artykułu). Ja generalnie powiększyłbym tak budowany portfel o aktywa odseparowane od giełd – tj. np. poza złotem także o ziemię-dodatkowy plus z takiej dywersyfikacji jest taki, że można na własną działkę pojechać ;-).

          • Strategia, o której rozmawiacie to Permanent Portfolio Harry’ego Browna, która została przez niego opracowana w latach 70-80. XX wieku i faktycznie sprawdza się zgodnie z jego założeniami na rynku amerykańskim. Jej celem jest wypracowanie co najmniej 4% nadwyżki nad inflację przy ograniczonych wahaniach wartości całego portfela. Największa roczna strata w ciągu 40 lat to 5-8%, a maksymalne obsunięcia kapitału w ciągu roku są mniejsze niż 15-20%.

            Przetestowałem tę strategię w oparciu o instrumenty dostępne na polskim rynku i sprawdza się ona również u nas, dlatego zacząłem ją wdrażać w ramach IKE/IKZE w oparciu o ETF na WIG20, certyfikaty na złoto RCGLDAOPEN i 10-letnie obligacje skarbowe DS oraz obligacje skarbowe o zmiennym oprocentowaniu WZ jako substytut funduszu rynku pieniężnego.

            Myślę, że w tej strategii nie tyle chodzi o to, aby aktywa można było szybko wycofać, ale łatwo sprzedać i kupić, gdy jeden z elementów portfela spadnie lub wzrośnie tak, że stanowi mniej niż 15% lub więcej niż 35% portfela.

            Stosując tę strategię możemy inwestować w nieruchomości, czy grunty. Harry Browne radzi, żeby podzielić swój portfel na 2 części: Permanent Portfolio w oparciu o zaproponowaną przez niego strategię i Variable Portfolio, do którego możemy wrzucić co tylko chcemy, jednak licząc się z tym, że możemy ponieść 100% stratę.

          • Witaj, dziękuję z komentarz. Czy strategię testowałeś w oparciu o dane historyczne, czy faktycznie wdrożyłeś ją w życie i odnotowałeś realny wzrost portfela (jak tak to jak długo ją testujesz, tj. czy od początku obecnej hossy, czy może sprawdzałeś jej zastosowanie podczas bessy 2007-2008? Draw down na poziomie 15-20% to dużo, raczej nie dotyczy strategii bezpiecznych.

  2. Przetestowałem ostatnie 10 lat na polskim rynku, a wdrażam strategię dopiero teraz. Jestem w stanie zaakceptować obsunięcia kapitału do 15-20%, jeżeli strategia w ostatecznym rozrachunku przynosi roczną stratę tylko raz na kilka lat, a straty te są jednocyfrowe. Przy portfelach składających się z samych akcji i obligacji wahania i obsunięcia kapitału są 2-3 razy większe przy nieco wyższej oczekiwanej stopie zwrotu.

    Tutaj można znaleźć narzędzie, które pozwala na przetestowanie strategii na historycznych danych amerykańskich: http://www.peaktotrough.com/hbpp.cgi

  3. Ciekawe. Ale jak sam przyznajesz – nierealne. Patrzac na polskie pensje, odlozenie wystarczajacej kwoty jest naprawde malo prawdopodobne.

    Ale uwaga. Wcale nie trzeba 3 tys zl. miesiecznie NA OSOBE, zeby niezle zyc na emeryturze. Za takie 6 tys zl. czyli przyjmujac sredni kurs USD do PLN z ostatnich 10 lat, ok. 1850 dolarow, nasza para seniorow moglaby juz wybierac w krajach gdzie spedzi emeryture.

    Ale badzmy realistami. Emerytura bedzie – ale niska. Przyjmijmy 25% ostatniej wyplaty. Czyli, biorac srednia krajowa, ok. 800 zl. Przy 2 osobach daje nam to 1600 zl miesiecznie, czyli ok. 500 USD. Kluczem jest tutaj posiadanie splaconego mieszkania/domu w momencie przejscia na emeryture. Co, biorac pod uwage obecny wiek emerytalny, nie powinno byc problemem. Na starosc takie mieszkanie wynajmujemy, ewentualnie sprzedajemy, co daje nam ok. 1200 zl dochodu miesiecznie. Przyjalem, ze nasi emeryci mieszkaja w wiekszym polskim miescie, gdzie mozna realnie miec tyle zysku z 2-pokojowego mieszkania miesiecznie. Wiec z emerytura, mamy juz 2800 zl miesiecznie, czyli niecale 900 dolarow. Na skromne zycie w Goa, bylej portugalskiej kolonii w Indiach, wystarczy. Na tansze kraje w Ameryce Lacinskiej przy odrobinie szczescia tez.

    A jesli do tego dolozyc zaledwie 100 zl odkladane miesiecznie przez 35 lat do emerytury, co stanowi zaledwie nieco ponad 3% naszych dochodow, to daje nam to dodatkowe 84 tys zl. Na loty do Polski czy lokalne wycieczki , ewentualnie lekarza w mniej optymistycznym wariancie, powinno wystarczyc. Gdybysmy jednak dali rade podwoic te kwote do 200 zl miesiecznie od osoby, to mamy juz 168 tys zl. w momencie przejscia na emeryture.

    Da sie? Da. Pewnie, ze trzeba jednak zarabiac te 3 tys netto. Ze trzeba liczyc, ze jakas emerytura na starosc bedzie. W dodatku taki wyjazd nie jest dla kazdego. Ale mozliwosci sa. Trzeba tylko troche odwagi, kilka madrych decyzji i mozna milo spedzic jesien zycia.

    Pozdrawiam wszystkich martwiacych sie emerytura. 😉 Polecam nauczyc sie angielskiego, czy hiszpanskiego, w zaleznosci od kraju, ktory wam sie podoba. Bedzie 1 zmartwienie mniej przy podejmowaniu decyzji o wyjezdzie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *