Paradoks kosztów kredytu i przerzucanie ryzyka

Jak to jest, że firmy bezpieczne płacą mniej za pieniądz, niż firmy ryzykowne? Oczywiście odpowiedzią na to pytanie jest premia za ryzyko. Im przedsięwzięcie jest bardziej ryzykowne, tym więcej powinno się na pożyczce zarobić. Ale jakie konsekwencje rodzi zaciąganie zobowiązań na wysoki procent? Krótki felieton na ten temat poniżej.

Mamy 100 zł i dwóch przyjaciół, kolegę Waldemara, menedżera w korporacji, oraz kolegę Ferdynanda, miejscowego pijaczka. I z jednym, i z drugim można porozmawiać na różne tematy, tego pierwszego mijamy na klatce schodowej (spieszącego do pracy) wychodząc rano po bułki, a tego drugiego spotykamy przed sklepem spożywczym (proszącego o 2zł), również rano. Pewnego dnia dowiadujesz się, że zarówno Waldemar, jak i Ferdynand, będą potrzebować pożyczki w wysokości 100 zł na kilka dni – Waldemarowi ukradziono wszystkie dokumenty i nie ma możliwości pobrać środków z banku ani bankomatu. Ferdynand pilnie potrzebuje na leki dla swojej żony. Waldemar proponuje zwrócić 120zł, a Ferdynand proponuje 200zł zwrotu. Oczywiście transakcja iście lichwiarska, no bo łatwo policzyć, ile zarabia się na jednym i drugim. Pytanie jest następujące: komu pożyczysz pieniądze?

Przekalkuluj wszystkie za i przeciw. Zastanów się, czy mógłbyś powiedzieć „dajcie spokój, nie płaćcie odsetek. Oddacie tyle, ile pożyczyliście”. Komu pożyczyłbyś w takim przypadku pieniądze? Człowiekowi w potrzebie, czy człowiekowi w potrzebie? Kto wg Ciebie powinien więcej zapłacić za pożyczkę? Kogo stać na zapłacenie większych kosztów, a jaka jest rzeczywistość?

Udzielając pożyczki, stajemy przed pewnym dylematem: kierować się moralnością, czy pieniądzem? Do Ferdynanda może powiedzieć: Ferdynandzie, robię to nie dla Ciebie, ale dla Twojej żony – masz tutaj 100zł, oddasz mi 100zł do piątku. Do Waldemara zaś: Waldku, daję ci 100zł, oddasz mi po kilku dniach 140zł, ale jak Ferdynand spod sklepu nie spłaci mi 100zł, to oddasz mi 240zł”. Jakkolwiek by na to nie zareagował (a pewnie się nie zgodzi) czy takie podejście jest uczciwe?

Bilans transakcji może być taki: 200zł włożone i:

1) 0zł wyjęte jeżeli obaj nie spłacą
2) 240zł wyjęte jeżeli spłaci tylko Waldemar
3) 100zł wyjęte jeżeli spłaci tylko Ferdynand

Pod warunkiem, że Waldemar się zgodzi, najbardziej zyskowną transakcją jest pożyczenie Waldemarowi obarczając go ryzykiem za pożyczenie Ferdynandowi. W 3 opcjach wyjęcia środków zawsze ryzykujesz 200 zł. Tylko jedno z trzech zdarzeń pozwala Tobie zarobić, pozostałe 2 opcje to strata 100% i strata 50% kapitału.

W praktyce bank udzieli pożyczki na następujących warunkach: Waldemarze, jesteś naszym stałym klientem, pożyczymy Tobie 100zł, a oddasz nam 110zł (to jest tylko przykład. Oczywiście pożyczka będzie kosztować trochę mniej, ale także pominąłem: załóż 10 kart kredytowych, konto debetowe, zaproś 3 znajomych do banku i podetrzyj nam tyłek). Do Ferdynanda (o ile mu pożyczą, ale modelowo zakładamy, że tak) powiedzą: o, Ferdynandzie, płacisz raty kredytów po terminie, możemy Tobie pożyczyć 100zł, ale oddasz nam 180zł.

I jeden i drugi się zgodzi, bo są w sytuacji przymusowej.

Jaki jest sens pożyczać dla Ferdynanda 100 zł z 80% zyskiem, skoro bank maksymalizuje szansę niespłacenia pożyczki? Może Ferdynand spłaciłby 110zł, gdyby był potraktowany równo? Może nie zdąży nazbierać tych 80zł kosztów? Tego na małych liczbach nie widać, ale jak zwiększymy liczby: nie 100, a 10000, i koszty odpowiednio 1000zł i 8000zł. Robi się różnica, prawda?

 

Banki natomiast stosują zasadę: świeci słońce, to masz parasol, pada deszcz, to parasola Ci nie damy (albo co gorsza zabierzemy).Tym należy pochwalić parabanki, że wszystkich traktują tak samo. Bez względu na to, czy ktoś jest prezesem, czy cieciem, zawsze dostajesz pieniądz na jednakowe oprocentowanie. Czy świeci słońce, czy pada deszcz, masz parasol, oddasz nam dwa.

Kto jest bardziej bezwzględny jest kwestią opiniodawcy (konieczność potrzeby pieniądza bez względu na koszty). Prawda jest jednak taka, że sytuacja powyższa jest wyidealizowana. Ostatecznie bowiem Ferdynand może nie spłacić pożyczki, przez co naraża na stratę pożyczkodawcę. Pożyczkodawca drugiej pożyczki już mu nie udzieli. No i powstaje luka, którą zagospodarują kolejni pożyczkodawcy, traktujący wszystkich równo, tylko z jeszcze większym oprocentowaniem. Bo pożyczkodawca pieniądze pożyczyć powinnien, a pożyczanie na mały procent jest po prostu nieopłacalne w przypadku klienta, który tych pieniędzy nie odda.

Rezultat na wyniku jest ostatecznie podobny: na 100 bogatych osób, pożyczkę spłaci 99. Biorąc pod uwagę koszt pieniądza (powiedzmy 100 identycznych pożyczek po 100zł na 10% rocznie, na rok czasu) zarobek wyniesie 990zł (z 10 000 ze stratą 100zł, tj. 9900) czy 8,9%.

Na 100 biednych osób, pożyczkę spłaci 55. Biorąc pod uwagę koszt pieniądza (powiedzmy 100 identycznych pożyczek po 100zł na 100% rocznie, na rok czasu) zarobek wyniesie 5500zł, przy stracie 4500zł z kapitału 10000zł. Ostateczny rezultat to także okolice 10% rocznie. Oczywiście pieniądze są do odzyskania z niespłaconych pożyczek, ale jest to ogromnie wątpliwe, bo zazwyczaj takie osoby nie posiadają żadnego majątku.

No i ostatecznie dochodzimy do sytuacji obecnej. Biedni i defraudatorzy zawsze będą płacić więcej niż bogaci. Takie są zasady gry. Rynek nie znosi próżni.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *