Projekt BTC – czyli bitcoin i gospodarka

Bitcoin – ostatnio słowo, na które trafiam coraz częściej. Bitcoin, przekładając z języka informatyczno-gospodarczego na język polski, jest kolejną walutą, służącą do rozliczania się za dobra materialne i niematerialne. Różnica między walutami namacalnymi, istniejącymi w krajach rzeczywistych, polega na tym, że jest ona całkowicie wirtualna (w sensie: cyfrowa) oraz nie podlega kontroli rządów – nie posiada emitenta wtórnego, który drukowałby kolejne bitcoiny.

Bitcoin jest swego rodzaju cyfrowym złotem. Jak napisałem, nie posiada emitenta – ale można je „wytworzyć”. W slangu mówi się „wykopać”, porównując proces do zbieraczy złota grzebiących w mule rzecznym w poszukiwaniu kruszcu. Twórca założył, że bitcoinów będzie określona ilość – 21 mln. Nie więcej, ani mniej. Nie wpuścił od razu wszystkich monet na rynek – postanowił, że będzie można je „wykopywać”, tj. zdobywać przez rozszyfrowywanie zagadek kryptograficznych, które dążąc do liczby 21 mln będą coraz trudniejsze (dokładnie jak ze złotem i diamentami – szacuje się, że ich zasoby się powoli kończą, koszt wydobycia także rośnie, a więc cena policzalnego dobra powinna wzrastać). Bitcoin stał się międzynarodową, niekontrolowaną (w pozytywnym tego słowa znaczeniu) walutą. Nie można jej sfałszować (ze względu na mechanizmy szyfrujące) ani zduplikować dwóch identycznych monet. Można powiedzieć, że jej „moc” jest niesamowita, ponieważ rozwiązuje wiele mankamentów związanych z realną walutą w papierku – którą rządy mogą drukować, jak braknie im kapitału. Cena bitcoina w przeliczeniu na dolary potwierdza bardzo silny trend wzrostowy – z mniej niż 1$ za bitcoina do obecnie ponad 850 $. Wzrost jak widać jest imponujący. Wynika on przede wszystkim z rosnącego grona osób używających bitcoinów (w Niemczech już oficjalny środek płatniczy w handlu elektronicznym) oraz zwalniającego „wykopywania” nowych bitcoinów – jest ich praktycznie „tyle samo”, co automatycznie winduje cenę.

No dobra. Jakie jest moje stanowisko w tej sprawie? Cóż, ciężko cokolwiek wyrokować, jest na to jeszcze za wcześnie. Moim zdaniem w takiej formie jak obecnie wirtualna waluta niestety nie przetrwa. Wróżę spektakularny spadek kursu i zapomnienie projektu – możliwe, że na rzecz jakiejś modyfikacji. Moje powody? Pierwszy i najważniejszy – bitcoin jest wirtualny – nigdy go nie dotkniesz, na zawsze zostanie na Twoim dysku. To, co wirtualne, da się powielać – nawet mimo ograniczenia wprowadzonego przez twórcę – czyli do 21 mln monet. Wystarczy, że zaczną pojawiać się inne cyfrowe bitcoiny, których, ze względu na „nieskończoność” internetu będzie można powielać, i powielać i powielać.

Porównałem, wzorem innych, bitcoina do złota – złoto jest policzalne, występuje w naturze w określonej ilości, nie da się go doprodukować. Można je wydobyć, ale jest to coraz trudniejsze. Złoto ma jednak także dodatkową „wartość” – ma cechy fizyczne i chemiczne, które czynią je cennym materiałem. Bitcoin, oprócz cech płatniczych, nie posiada takich właściwości. Nie można z niego zrobić przewodnika, łańcuszka, bransoletki czy zastosować w reakcjach chemicznych. Kolejne substytuty bitcoina, jakkolwie będą się nazywać (ecoin, Icoin, blecoin ;-)) porównam do srebra, platyny, miedzi – tylko, że metali w przyrodzie mamy tyle, ile jest ich na tablicy Mendelejewa. A duplikowalność e-walut jest nieskończona. Jeżeli gospodarka zaufa cyfrowej walucie, może stać się tragedia na skalę światową. Rozwodnienie będzie jeszcze większe, niż waluty pod kontrolą rządów. Rzeczywiste waluty, mimo swoich mankamentów z kontrolą pieniądza przez rządy i ich zdolnością dodruku są też policzalne – zakładając, że każde państwo ma własną walutę, mamy 194 waluty. Cyfrowych walut, jeszcze raz powtórzę, można tworzyć w nieskończoność. Oczywiście nie jest to proste – zanim zrobi się otoczkę marketingową, ściągnie użytkowników, itd. itd. i wdroży nową e-walutę minie sporo czasu.  Ryzyko jest jednak realne i trzeba o nim pamiętać. Trzeba też pamiętać o tym, że coś, co nie jest kontrolowane przez rządy, z reguły im się nie podoba. Tak jak w USA można było zakazać handlu złotem w latach bodajże 30. XX wieku, pod rygorem więzienia, tak samo może być i z e-walutą. Rządy tępią wszystko, czego nie mogą kontrolować.

To byłoby na tyle, jeżeli chodzi o wdrażanie e-waluty do gospodarki. Można rozwodzić się jeszcze bardziej, a nawet pokusić o rozprawę doktorską na powyższy temat, ale nie o to chodzi. Wskazałem, to co miałem wskazać – pomysł fajny, ale ma wady i trzeba je zwalczać. Uważam, że najprostszym i najlepszym sposobem do posiadania pewnego pieniądza jest powrót do złota – coś, co jest realne, namacalne i ma te same zalety techniczne co e-waluta. Namacalność jest pewną wadą – może zostać skradzione oraz ciężko jest nosić ze sobą większą ilość ( no ale 1kg złota to już kupa kasy :-) ).

Jak wobec tego można wykorzystać bitcoina i na nim zarobić? Dobry kapitalista powinien znaleźć sposób. Jeżeli zgadzasz się ze mną odnośnie ryzyka bitcoina, wystarczy zadłużać się właśnie w tej walucie. Oczywiście wiąże się z tym ryzyko – jeżeli wartość bitcoina dalej będzie rosła (a tak przecież może być) to można na tym stracić – tak, jak zostali utopieni frankowcy ze swoimi kredytami hipotecznymi. Jednakże odpowiednie zastosowanie przepisów prawnych (szczególnie rajskich krajów) i finansowej inżynierii może znacznie zmniejszyć ryzyko porażki. Zastanów się w jaki sposób.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *