Przedsiębiorcy i inwestorzy kontra druga strona barykady. (art.3)

W artykule opisałem Wam podstawowy podział ludzi biznesu (jedna strona barykady). W tym artykule zajmiemy się pracownikami i osobami pracującymi na tzw. „własny rachunek” (ang. self-employed) – nazwę ich drugą stroną barykady (DSB).

Chciałbym, żebyście swoją uwagę zwrócili na następujące elementy:
1. Dlaczego DSB nie jest drogą do wolności finansowej.
2. Jakie aspekty powodują „stanie w miejscu” DSB.
3. Co powinni zrobić pracownicy aby przejść do świata biznesu i kiedy powinno to nastąpić.
4. Dlaczego biznesmeni nie muszą martwić się o zanik DSB.

O ile pojęcie pracownika każdy zna, o tyle osobę pracującą na własny rachunek ciężko jest dla laika odróżnić od przedsiębiorcy. Zarówno jeden, jak i drugi podejmuje pewne ryzyko związane ze swoją działalnością zarobkową, obaj muszą starać się o nowe zlecenia i rozwijać swoją firmę. I jedna i druga pozycja nie jest już ciepłą posadką u pracodawcy, gdzie nie trzeba martwić się o kolejne pobory. Czym się jednak różnią? Zacznijmy od samozatrudnionego. Mamy Pana Bogusława, obracającego się w społeczności niewielkiego miasta. Pan Bogusław pracował do niedawna w fabryce śrubek i zaworów, jedej z większych firm w regionie. Jednakże zarząd fabryki musiał zwolnić część załogi z powodu zmniejszenia się liczby zleceń na następne kwartały. Pan Bogusław znalazł się w nieszczęśliwej puli zwolnionych. Dostał jednak odprawę w wysokości 30 000 złotych. Lokalny rynek pracy jest słabo rozwinięty. Pan Bogusław otrzymał także w spadku po rodzicach 20 arową działkę wraz z małym budynkiem magazynowym (100m2). Nie używał go w ogóle, płacił jedynie rokrocznie podatki od nieruchomości. Pan Bogusław wie, że pracy łatwo nie znajdzie. Ma już bowiem 54 lata, a  w dzisiejszych czasach jest mnóstwo bezrobotnych młodych magistrów, czyhających na jakąkolwiek posadę -np. w Biedronce (swoją drogą słyszałem, że z mgr trudniej się tam dostać :) ). Pan
B. postanawia rozkręcić własny biznes. Szybka kalkulacja : mam swoją nieruchomość, płacę od niej 2000zł podatku rocznie. Mam 30k w cashu, pójdę do pośrednika, może uzyskam dotację na własny biznes (obecnie ok. 21 000zł). Jak postanowił, tak zrobił. Szczęśliwym trafem udało się dotację pozyskać. B. zakupił starą ladę, biurko, inne akcesoria biurowe (8 000zł) zatrudnił swoją żonę Halinę jako sekretarkę. Zatowarował  (25 000zł)swoją halę w śrubki i zawory – to, na czym znał się najbardziej. Łącznie zainwestował w swój biznes 33 000 złotych. Z płynnej gotówki zostało mu 18 000zł. No to jedziemy dalej. Rejestracja firmy, kasa fiskalna kolejne 2 000zł. Miesiąc pierwszy: 20 godzin w pracy, żona również, przygotowywanie na własny rachunek banerów, ogłoszeń w prasie itd. (łącznie 2000zł). Zostało 14 000 zł. Oczywiście złodziejski system emerytalny – 1000zł na ZUS. No tak, jeszcze ZUS Pani Haliny – ale całe szczęście ona pracuje na czarno, jest zapisana do pośredniaka. Marża na towarze to 50%. Pan B. w pierwszym miesiącu sprzedał towaru za 5000 złotych (Przychód powiększony o marżę wyniósł 7500zł). Całkiem nieźle. Musiał znowu zatowarować sklep (5000zł). Minus ZUS. Zostało mu 1500zł. Uwzględniając koszty paliwa (jeździł swoim samochodem po towar) i media zostaje mu 850zł. Całkiem nieźle. Ale halo. Jeszcze podatek 18%. Czyli szczęśliwie zarobił 697zł. Sporo trudu. Ogromny nakład pracy i tylko 697zł. Pamiętajmy jednak, że tak się zaczyna biznes. Często nawet pierwsze miesiące nie mają żadnego dochodu. W takim przypadku, przy takiej inwestycji, pan B. popłynąłby już dawno. Jak to się mówi: „utopiłby swoje pieniądze”.

Pan Bogusław!

No dobra. Pan B. się nie poddał. Po kilku miesiącach jego bilans przedstawia się następująco: Przychody na poziomie 27 000zł miesięcznie.
Koszty:
1. Towary – 18 000zł
2. Wynagrodzenie żony – 1 500zł
3. Częstsze wyjazdy po towar (paliwo) – 1500zł
4. ZUS (złodzieje) – 1000zł
5. Media – 1000zł
6. Reklama – 400zł
Razem = 23 400zł.
27k-23,4k = 3,6k! Sukces! No i oczywiście 18% podatku.
Na rękę 2952zł.

Jedni powiedzą – żyć nie umierać. Inni powiedzą – całkiem nieźle. Pan Bogusław jest samozatrudnionym. Nie interesują go wielkie pieniądze, chce utrzymać rodzinę. To się chwali.

Panie Bogusławie – dlaczego kosztem swojego zdrowia, czasu i własnych pieniędzy?
Haruje Pan od rana do nocy, siedząc za ladą sklepu, lub za kierownicą swojego samochodu. Może Pan zarabiać 3000, 5000, 15000, ale co z tego, skoro robienie tych pieniędzy pochłania aż tyle czasu. Co, jeżeli Pan zachoruje? Czy żona utrzyma firmę? Ba, stracić swoje pieniądze to ból – będzie gorzej, jak się zadłużymy i wtedy stracimy mająte. Ale można wyluzować, banki bardzo nie lubią samozatrudnionych, więc o zadłużenie się jest ciężko.

W small biznesie każdemu może powinąć się noga. Wystarczy kilka słabych miesięcy, aby położyć firemkę na łopatki. Wystarczy, że wyrośnie jakaś konkurencja w okolicy. Na takim poziomie, poziomie samozatrudnionego, bardzo ciężko jest rozwijać biznes.

Poziom samozatrudnionego jest tak samo niekorzystny jak poziom pracownika – wszystko dla tego, że marnujemy swój czas na zajmowanie się niedużymi (dla niektórych dużymi) pieniędzmi. Działając w lokalnej, małej społeczności, prowadząc spożywczak, monopolowy, kawiaciarnię, czy sklep z art. metalowymi – nie zrobimy kokosów. Ta gra w „małą firmę” najczęściej kończy się bardzo źle.

Jednakże w małej działalności są też plusy – plusy bardzo ważne, jeżeli pewnego dnia chcemy stać się dużym przedsiębiorcą. W małej firmie nauczymy się, jak postępować z klientem, jak pozyskiwać i motywować pracowników, nauczymy się podstawowych zasad rachunkowości. Zobaczymy, jak złodziejski zus wysysa z nas pieniądze. Warto założyć małą działalność nie po to, aby zarabiać, ale po to, aby zobaczyć jak trybiki własnego biznesu działają.
Wiecie, czego brakuje Panu Bogusławowi? Brakuje mu kapitału i kontaktów. Pomysł ma. Ale nie ma czasu na szukanie środków innych niż banki (które mu najczęściej będą odmawiać pożyczki, bo ma niepewne dochody), nie ma też czasu na szukanie kontaktów. Jedyny kontakt, jaki ma, to z klientem przez ladę i z dostawcą towaru – osobiście albo przez telefon. Pan Bogusław ma pecha, bo nie zna kogoś, kto zna kogoś, kto może odebrać ze sklepu większą partię towaru.

Tymczasem zanim p. Bogusław wkręcił się w swój biznes, mógł przecież poszukać w swojej byłej pracy, fabryce śrubek i zaworów, swoich kierowników – może oni udostępniliby jemu kontakty potrzebne do znalezienie większych odbiorców? Może Pan Bogusław powinien postarać się zostać pośrednikiem (na umowę zlecenie) swojej byłej firmy i bez towarowania sklepu szukać klientów? Powinien jeździć na spotkania branżowe, powinien szukać Inwestora. Inwestor ma zwykle dużo kontaktów, to on jest bardzo często najwyższym punktem pajęczyny znajomości. Jakby Pan Bogusław znalazł taką osobę, jakby ODDAŁ (nie sprzedał) Inwestorowi część udziałów w zamian za kontakty, zrobiłby znacznie lepszy interes.

Zwykle małe firmy padają z powodu braku klientów (pochodna nieumiejętności zarządzania przedsiębiorstwem).

Zwykle Inwestorzy szukają firm, które mają klientelę lub mają dużą szansę kupujących mieć.

Nie wystarczy krzyknąć „Mam pomysła!” (cytując znanego wszystkim Polakom bezrobotnego z Polsatu). Na pomysła trzeba mieć klienta.

Prowadzenie małej firmy to niezła zabawa, pod warunkiem, że masz niedużo do stracenia. Ja założyłem swoją pierwszą firmę na 7 dni przed 19. urodzinami. To była działalność zajmująca się robieniem stron internetowych. Obrót miałem znikomy, dochody jeszcze mniejsze, ale pieniądz na studiach był znakomity – tyle mi wystarczyło. Dopiero ok. 4 roku studiów ogarnąłem się, że nie mam takich kontaktów w branży, żeby móc pójść dalej. Potrzebowałem większego kapitału bądź znajomości. Szlag mnie trafił, jak usłyszałem informację o przetargu na stronę internetową pewnej bardzo znanej partii politycznej. Bardzo chciałem wziąć w tym przetargu udział, ale nie miałem znajomości, a moja firma była za mała, żeby tam się dostać. Koniec końców wygrała firma interaktywna, która stronę zrobiła za 300 000 złotych. Ja identyczną budowałem za 4 000…. To właśnie tamto wydarzenie mocno uświadomiło mi, że bez kontaktów lub większych pieniędzy nie dasz rady rozkręcić w tej branży niczego ciekawego. Jeden z moich studyjnych prowadzących, prawnik, opowiadał, jak jego znajomy ze studiów zajmował się rozdysponowywaniem kasy korporacyjnej – miał 200 000 złotych na reklamę i tyle musiał wydać. Jeżeli wyda mniej – dostanie reprymendę – jeżeli wyda więcej – również dostanie reprymendę. Zaproponował mojemu prowadzącemu zajęcie się reklamą. Prawnik założył własną firmę, zafakturował 200k, wydał na reklamę 50k (podzlecił firmie trzeciej). Zarobił 150 tys. bez opodatkowania. Dodatkowym kosztem była bardzo droga single malt whiskey, którą ofiarował swojemu znajomemu z korporacji za to intratne zlecenie. No i wczasy za 20 tys. dla rodziny znajomego. Ale przecież warto wynagradzać! Bo może za rok uda się znowu wziąć korporacyjną kasę na działania marketingowe ;).

Nasz prawnik nie jest już przykładem samozatrudnionego (choć niewątpliwie sam założył działalność do realizacji zlecenia). Jest on już Przedsiębiorcą – nie zrobił kompletnie nic (oprócz podzlecenia firmie trzeciej wykonania działań marketingowych). Czy nie jest pięknie zarobić 150 tys. taki prostym sposobem?

Mamy już obraz samozatrudnionych (do których także należy zaliczyć byłych pracowników pracodawcy, który nie chciał ciągnąć dłużej łupiącej go po kieszeni umowy o pracę i  zatrudnił swojego byłego podwładnego na umowę zlecenie).
Teraz czas na obraz pracownika. Pracownik ma lepiej niż samozatrudniony. Nie musi przejmować się ZUSem, kosztami, nadgodzinami – to wszystko ma w poważaniu. Taki jegomość chce odbębnić swoje 8h pracy i wrócić do domu. Jeszcze jak jest na jakiejś fajnej posadzie, gdzie nie trzeba dużo robić a można z tego mieć 3, 4, 6 000zł? Jest super. Najgorzej jest z wakacjami. Często moi znajomi nie mają czasu na to, żeby zrobić jakiś wieczorny wypad do klubu, czy też pojechać/polecieć na jakąś wycieczkę nad Morze Śródziemne. Praca ich pochłania. Pracodawca nie pozwoli się panoszyć po świecie: TY – DROGI PRACOWNIKU, musisz siedzieć na szanownej dupce i harować, abym to ja, pracodawca i przedsiębiorca, miał więcej czasu na spotkania z biznesmenami, na organizację kapitału i wyjazdy z dziećmi do bananowych republik.

Drogi Pracowniku, jakiś Ty jesteś dla mnie DROGI. :’-(

Twoje 2000 brutto, to moje 2414,80zł brutto!

No, a przecież Twoje 2000zł brutto to 1460zł netto – tyle ode MNIE dostaniesz na rękę. Nie płacz proszę, że tak mało. Nasz kochany złodziejski rząd, który sami wybraliśmy, zabiera pozostałe prawie 1000złotych, które chętnie bym Tobie dał!

OK. Trochę się rozczuliłem. Skoro już wiemy, co samozatrudniony i pracownik potrafią, odpowiedzmy sobie na nasze pytania.

1. Dlaczego DSB nie jest drogą do wolności finansowej.
Podatki, mała skala, brak czasu – to są główne minusy DSB. Najgorzej, jak się skredytujesz i wywalą Cię z roboty.

2. Jakie aspekty powodują „stanie w miejscu” DSB.
Patrz wyżej. Wydajesz tyle, ile zarabiasz, a odkładanie po 100-500zł miesięcznie mija się z celem. ZA WOOOLNNOOO.

3. Co powinni zrobić pracownicy aby przejść do świata biznesu i kiedy powinno to nastąpić.
Kontakty. Jeżeli pracujesz, poznawaj jak najwięcej ludzi. Patrz, kto może pomóc Tobie rozwijać biznes, a kto jest Twoją kulą u nogi. Kto zagradza Ci drogę i nie pozwala iść wyżej. Nie bój się podjąć wyzwania. Najlepiej jak zaczniesz wyjątkowo wcześnie – na studiach lub w momencie, kiedy nie masz jeszcze rodziny. Pamiętaj, że każdy kolejny rok Twojego życia musi być bardziej stabilny, bo starość to nie radość. Im wcześniej będziesz miał taki dochód bez pracy, który pozwoli Ci żyć skromnie i godnie, tym lepiej dla Ciebie.

4. Dlaczego biznesmeni nie muszą martwić się o zanik DSB.
Dlatego, że żeby wyjść z DSB trzeba mieć naprawdę dużą motywację. A tylko nieliczni mogą zdobyć taki poziom automotywacji, który pozwoli im uwolnić się z pracy na etacie. Zauważcie, że więcej jest ludzi, którzy dużo mówią, a mało robią. Dlatego nie martwię się o sytuację, w której znikną ludzie mający dla nas, Przedsiębiorców, pracować.

3 myśli nt. „Przedsiębiorcy i inwestorzy kontra druga strona barykady. (art.3)

  1. Pingback: Gitara

  2. Czegoś takiego szukałem! Mam 26 lat i od 6 lat jestem na swoim… wiadomo raz lepiej raz gorzej ale ciągle jestem samozatrudnionym… od 6 lat szukam czegoś co będę robił z przyjemnością i miał jeszcze z tego jakieś dodatkowe profity. Każdego dnia ryzykuję swoimi finansami ile tylko się da ( póki nie mam rodziny ) żeby właśnie później zapewnić im dostatnie życie.

    Zamierzam przeczytać wszystko poklei co do tej pory napisałeś, mam nadzieje, że dzięki tym wpisom coś z tego będzie i się w końcu „wstrzelę” – bo już pierwsze 3 wpisy dodały mi więcej motywacji!

    Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *