Ryzyko inwestycji portfelowych

Witajcie po długiej przerwie. Jak zakładałem bloga sądziłem, że będę miał sporo czasu wolnego na zajmowanie się tym tematem, jak się okazuje po pierwsze wyczerpały mi się pomysły na wpisy, po drugie pracuję nad nowymi ciekawymi projektami i po prostu nie mam czasu żeby się zabrać za artykuł. Dzisiejszy temat to po raz kolejny ryzyko inwestycyjne a w zasadzie ogólne przemyślenia. Zapraszam do czytania.

Wiemy już kilka rzeczy: po pierwsze, że życie z kapitału wiąże się z pilnowaniem konstrukcji portfela oraz stóp jego zwrotu. Wiemy też, że różne poziomy portfela wiążą się z różnym ryzykiem (warstwa fundamentalna, itd.). Wiemy też, że nie należy wkładać wszystkich jaj do jednego koszyka. Może od tego stwierdzenia zacznijmy. Wiele osób z którymi się spotkałem (z resztą na początku myślałem podobnie) wychodzi z takiego założenia, że trzeba stawiać wszystko na jedną kartę, żeby się wybić. Trzeba dużo ryzykować, aby móc zbierać profity swojego ryzyka. I częściowo jest to prawda. Gdyż nie ma zysku bez ryzyka. Jeżeli coś nie generuje ryzyka to znaczy, że nie zarobi. Bo w zdarzenia pewne się nie inwestuje. Przyjmować się zwykło, że rentowność bonów skarbowych to rentowność dla inwestycji teoretycznie pewnych. Jest to ok. 1,5% rocznie na chwilę obecną (jest to tzw. stopa wolna od ryzyka). Oczywiście tam także ryzyko jest, ale tak małe że znikome. Wszystko jednak opiera się na rachunku prawdopodobieństwa i może do tego nawiążemy. Mianowicie, każda nasza inwestycja to gra. Będzie to rzut kostką o pewnej ilości ścian. Np. Gdy rzucamy kością 6-ścienną i wygrywamy gdy wypadnie 1,2,3, szansę na wygraną mamy 50-50. Czy taka gra, w której obstawiamy X, mamy 50% szans na wygraną, i w przypadku wygranej zdobywamy 2X, a w przypadku przegranej tracimy nasz X jest dla Was atrakcyjna? Pomyślcie tylko, stawiając odpowiednio dużo możecie podwoić majątek! Np. ze 100 000 zrobić 200 000. Z 1mln zrobić 2 mln.

Prawdę powiedziawszy ta gra nie jest atrakcyjna. Grając odpowiednio długo małymi i za każdym razem identycznymi kwotami jest wielce prawdopodobne, że ani nie zbiedniejemy, ani się nie wzbogacimy. Szanse są 50-50, więc raz będziemy tracić, raz zyskiwać. Będziemy stać w miejscu. Zastanówmy się, jaka jest różnica między taką grą jednorazową, a grą w którą można grać wiele razy. Która z gier, intuicyjnie, generuje większe ryzyko? Oczywiście pierwsza – jednorazowa gra może nam gwarantować stałą utratę pieniędzy bez możliwości „odkucia się” za kolejnym razem (którego nie ma). Wiąże się to z tzw. prawem wielkich liczb – tylko wielokrotne próby(gry) prowadzą do uzyskania tego realnego prawdopodobieństwa 50-50. Gdyby firmy ubezpieczeniowe nie miały tak wielu klientów (każdy klient to zakład) nie osiągałyby zysków.

Powyższa gra, gdzie przy szansie 50% możemy powielić majątek dwukrotnie jest nieopłacalna. Bo po prostu będziemy stać w miejscu. Dodatkowo warto wspomnieć, że brak tu jest jakiejkolwiek premii za ryzyko, ponieważ bez gry, na inwestycji w bony skarbowe, zarobimy 1,5%, a tutaj całe 0.

Pierwsze wnioski: żeby zrozumieć zasady rządzące inwestycjami, musimy inwestować często – może nie cały czas, ale odpowiednio często, żeby zadziałało prawo wielkich liczb. Inwestowanie raz, dwa, trzy razy w życiu nie gwarantuje nam prawa wielkich liczb. Jednym się uda, innym nie. Część się zniechęci. Zastanówcie się, czy rzucając monetą i stawiając kilka razy pod rząd na reszkę, podczas wypadania orła, nie próbowalibyście grać dalej? W końcu „niby” szansa na kolejnego orła jest większa niż ostatnio. Tylko częste granie powoduje wyrównanie szans między stratą a zyskiem.

Teraz wyobraźmy sobie, że naszą grę możemy modyfikować – nie tylko w stosunku do wypłat, ale także do ryzyka. I tak wyobraźmy sobie grę kostką stuścienną, w której ściany od 1 do 50 zapewniają wygraną, która jest nie 2x większa od postawionego zakładu, a 3x większa. Czy w taką grę opłaca się grać? Oczywiście! Pod warunkiem, że możemy w nią grać często. Mamy dokładnie 50% szans na wygraną i 50% szans na przegraną. Mimo to wygrywając zyskujemy 3x, przegrywając tracimy 1x.

Przy 100 000 rzutów kostką, przy jednorazowym zakładzie 10zł, prawo wielkich liczb mówi, że rezultat tej gry prezentuje się następująco:

– straty 50 000 x 10zł = 500 000zł STRAT.
– przychody 50 000 x 20zł = 1 000 000 zł WYPŁAT
Zysk = 500 000zł.

A to wszystko przy jednorazowej grze pieniążkiem 10zł.

10zł ma pewnie każdy. Zastanówmy się jednak, czy taka gra byłaby dla nas atrakcyjna, jakby jednorazowa opłata za grę nie była 10zł, a 100 000zł. Prawo wielkich liczb mówi, że zarobilibyśmy na tym kupę kasy. Ale czy ryzyko nie byłoby zbyt duże? Czy nie może zdarzyć się, że za pierwszymi powiedzmy 10 rzutami przegramy i utopimy 1 mln zł? Stracimy cały majątek na ZŁOTEJ INWESTYCJI! Każde wejście w inwestycję, nawet super dochodową, musi wiązać się z podziałem środków. Nie można trzymać wszystkiego w jednym koszyku, bo pech przytrafia się ludziom często.

Wniosek 1: Inwestycje, które przy ryzyku 50% pozwalają nam potrajać wygraną, są inwestycjami atrakcyjnymi ale tylko pod warunkiem, że każda cena „gry” (wejścia w inwestycję) jest odpowiednio mała w stosunku do naszej portfela.

Zróbmy bardziej skrajny przypadek: Przegrana to wyrzucenie 100tnej ściany. A więc szansa na wygraną wynosi 99%. Wypłaty mają się tak, że wygrana podwaja majątek, a przegrana – daje przepadek wpłaty na grę (inwestycję).

Dla 100 000 rzutów, 99% szans na wygraną, 10zł -zakład, mamy:

straty – 1% x 100 000 x 10zł = 10 000zł
przychody – 99% x 100 000 x 10zł = 990 000zł

Zysk = 980 000zł.

Piękna gra, ale czy zaryzykowalibyśmy całym swoim majątkiem, gdyby taka była minimalna stawka za grę? Czy nie obawialibyśmy się tego 1 feralnego rzutu? Prawo Murphy’ego mówi, że jak coś jest mało prawdopodobne, to najpewniej się wydarzy ;).

Wiele osób popełnia ten kardynalny błąd – lokuje wszystkie środki w tzw. „pewną” inwestycję. Nie ma czegoś takiego jak pewna inwestycja. Pamiętajcie o tym. Pewna inwestycja to bony skarbowe, które i tak nie są do końca pewne, tak jak depozyty w banku.

Ale inwestycje są naprawdę różne. Są takie, które z 50% prawdopodobieństwem zwiększą majątek 3-krotnie, są takie, które z 80% prawdopodobieństwem zwiększą majątek o 150%. Inwestycje charakteryzują się także poziomem wejścia. Jedne mają wkład własny na poziomie 20 000zł, inne 1 000 000zł. Powinniśmy tak dobierać poziom wkładu własnego i potencjalnego ryzyka, żeby móc dobrze dywersyfikować portfel inwestycji.

Jeżeli mamy majątek w wysokości 200 000zł(i jest to cały nasz majątek), wchodzenie w inwestycję która ma 50% szansy na sukces i w przypadku wygranej daje potrojenie majątku, ale minimalny wkład to 150 000zł powinniśmy sobie coś takiego odpuścić. Jest za duże ryzyko straty. Ale są oczywiście tacy, którzy „stawiają wszystko na jedną kartę”. A potem mają 500 000zł (450 000 zwrotu i 50 000 wolnej gotówki). To JEST dobra inwestycja. Ale pod warunkiem, że masz majątek 1, 2 lub 3 miliony złotych. Z kolei gdyby poziom wejścia był w granicy 20 000zł, a Ty mógłbyś lub mogłabyś znaleźć 10 inwestycji na podobnych zasadach może warto byłoby zaryzykować.

Jednak zbyt mocne rozdrobnienie w jednej chwili (prowadzenie kilkunastu interesów) także nie jest dobre, ponieważ nad wszystkimi należy mieć kontrolę (także wiemy, że biznes nad którym nie mamy kontroli jest biznesem słabszym, albo inaczej – bardziej ryzykownym). Duża dywersyfikacja ZWIĘKSZA ryzyko braku kontroli, w ostateczności ryzyko inwestycji.

Generalnie jest tak, że zwykle biznesy nie działają w taki sposób, że w przypadku porażki następuje 100% straty włożonego kapitału. W przypadku przedsiębiorstw produkcyjnych czy handlowych, ze względu na ilość towaru, środki trwałe, itp., straty pewnie nie przekroczą 40-50% ogólnej masy majątkowej. Oczywiście to także determinuje niższy wynik na inwestycji. Przedsiębiorstwa usługowe zwykle nie mają majątku, a jak mają to można podporządkować je do przedsiębiorstw produkcyjnych i handlowych.

Banki wprowadziły pomiar ryzyka metodą VaR (o wartości zagrożonej też już mówiliśmy) i można powiedzieć, że wchodzą w interesy, których ryzyko straty pewnej niewielkiej ilości kapitału jest dostatecznie małe (mniej niż 1-5%). Przy takim ryzyku zwrot na poziomie kilku procent jest już bdb. Dlaczego?

Sprawdźmy 100 000 inwestycji po 10zł (100 000x10zł = 1 mln ulokowany) w takie warunki. Załóżmy 2% ryzyka na stratę 100% kapitału, zwrot 10% w przypadku sukcesu.

Strata 2 000 x 100% x 10zł = 20 000zł.
Przychód 10% x 10zł  x 98 000 = 98000zł.

Wynik = 78 000zł na 1 milionie, co daje zwrot całkowity 7,8%. Taka analiza jest robiona np. dla portfeli kredytowych – przy czym należy zaznaczyć, że 2% to 100%kapitału, lub mniej, my założyliśmy pesymistyczny przypadek w których każde na 2% to strata 100%.

W tym wszystkim najważniejsze jest prawidłowe, realne i zdrowe oszacowanie szansy na niepowodzenie. Złe oszacowanie to błędne wnioski, błędne wyliczenia, zła inwestycja. W większości przypadków biznesplany mijają się z rzeczywistością. Jest tak, bo rzeczywistość nie jest nigdy pewna. Ale pamiętajcie, że samo ryzyko to nie tylko zagrożenie – to także szansa – szansa na zwrot wyższy, niż się spodziewamy. Nie samo ryzyko jest w całym procesie inwestycyjnym najważniejsze, ale umiejętność dostosowania się do ekspozycji na nie.

No i oczywiście wykorzystywanie niepełnej informacji. Inwestycja to nie jest oddzielny byt, to także działanie ryzyka osób z nią związanych. Przykładem niech będzie nieruchomość pod wynajem. Załóżmy, że inwestor wynajmuje mieszkanie otrzymując netto miesięcznie 2000zł. Wartość oczekiwana takiego mieszkania kształtuje się na poziomie 500 000zł. Zakładamy dodatkowo, że najem jest w systemie ciągłym, bez możliwości wypowiedzenia. Inwestycja daje określony zwrot i teraz powstaje sytuacja, w której obecny właściciel zmuszony jest natychmiast zgromadzić środki w wysokości 300 000zł. Może to być kwestia zapłaty jakiegoś długu, albo bardzo intratna inwestycja. Zakładamy też, że nie może on wziąć kredytu (zły BIK?). Na rynku pojawia się okazja zakupu mieszkania wartego 500 000zł za 300 000zł. Jest więc możliwość wejścia w grę o zasadach wszystkim znanych, ale za mniejszą opłatę wstępną. Mamy znaczący przywilej, który należy wykorzystać. Jak opisać taką grę? Opiszmy ją następująco: gra polega na miesięcznym używaniu wpłaty w wysokości 500 000zł i otrzymywaniu w zamian kwoty 502 000zł. Ryzyko utraty kapitału w jakiejś części jest w okolicy 0,0001% (to się zmieni, jeżeli najem jest niepewny lub stan prawny nieruchomości jest nieuregulowany lub brak jest ubezpieczenie domu!). W przypadku realnym, tj. z możliwością wypowiedzenia najmu, ryzyko utraty kapitału opisałbym następująco: wartość mieszkania odtworzeniowo wynosi 400 000zł. Mamy ubezpieczenie i uregulowany stan prawny (ryzyko jest nieistotne). Zostaje nam tylko ryzyko najmu i utraty wartości inwestycji z powodu przerwania strumienia pieniędzy z tytułu najmu. Gra polega na utrzymaniu 500 000zł jako wejście do gry i miesięcznym losowaniu, w wyniku którego, w przypadku wygranej (szanse ok. 85%) otrzymujemy 2000zł zysku i gramy dalej lub wychodzimy z gry (sprzedajemy mieszkanie). W przypadku przegranej (szansa 15%) strumień wypłat zostaje przerwany, utrzymywanie gry wiąże się z kosztami stałymi (czynsz, podatek od nieruchomości) powiedzmy -500zł miesięcznie, ale także SPADkiem wartości mieszkania i ta wartość także jest kwestią odrębnego ryzyka; na rynku płynnym, np. warszawskim, spadek wartości mieszkania jest niewielki ponieważ najpewniej mieszkanie zaraz będzie wynajęte ponownie. Gdyby nieruchomość była  w Pcim Górnym, miejscowości ze 100 mieszkańcami, SPADEK wartości mieszkania jest istotny. Oczywiście podaję pewne subiektywne wartości, ale wbrew pozorom da się je statystycznie oszacować. Ryzyko spadku wartości mieszkania (a właściwie inwestycji) w Warszawie to jednorazowy „wirtualny” koszt rzędu 50 000zł. Wirtualny, bo gdyby ktoś chciał przerwać „grę” i sprzedać inwestycję, wyciągnie 450 000zł. Gdy gra trwa dalej, delikwent dopóki mieszkania nie wynajmie ponosi koszt 500zł miesięcznie. W Pcim Górnym taki wirtualny koszt może sięgnąć nawet poniżej wartości odtworzeniowej, czyli naszego 400 000zł -np. 350 000zł! Stąd też, w mniejszych miejscowościach rentowność z najmu jest wyższa niż w Warszawie – ze względu na występujące ryzyko niemożliwości zbycia.

Ale teraz rozpatrzmy nasz przykład, gdy ktoś z przyczyn zewnętrznych sprzedaje tą inwestycję za 300 000zł! Nasza opłata za grę wynosi nie 500 000, a 300 000, przy czym nawet w przypadku wypowiedzenia umowy najmu ryzyko spadku wartości jest nadal naszą korzyścią. (w Warszawie jest to 450 000zł, a w Pcim Górnym – 350 000). Jest to trywialny przykład i jasny w interpretacji. Nie ma tutaj skomplikowanych czynników losowych i nawet intuicyjnie widać, czy inwestycja jest dobra, czy też nie, przy zakładanej cenie wejścia (cenie inwestycji).

Ale jakbyście mieli rozważać zainwestowanie w przedsiębiorstwo produkcyjne (np. produkujące prefabrykaty betonowe) należy ryzyka rozłożyć na wiele części składowych i sytuacja nie jest już taka jasna, przykładowo:
1. Ryzyko popytu na produkt
2. Realna cena sprzedaży.
3. Cena betonu i jej możliwe wahania (za pomocą rozkładu prawdopodobieństwa).
4. Cena stali, zasady j/w.
5. Cena energii.
6. Ryzyko odejścia kluczowych pracowników
7. Ryzyko polityczne (wzrost płacy minimalnej, zmiany w wysokości podatków).
8. Ryzyko nowych technologii konkurencji (!!)
9. Ryzyko ściągania należności.
10. Ryzyko spłaty zobowiązań.
11. Ryzyko bankructwa!

I nagle okazuje się, że już nie jest tak prosto stwierdzić, czy przepłacamy, czy mamy świetną okazję. Ten, kto jest bardziej poinformowany albo ma rozeznanie w rynku, ten lepiej oceni proponowaną cenę sprzedaży takiego przedsiębiorstwa. Wydaje się, że ponieważ wpływu nie możemy mieć na wynik „gry”, na rzut kostką w tych różnych kwestiach – możemy mieć jedynie wpływ na wejście do gry. Jeżeli cena jest za wysoka, to nie gramy, jeżeli cena jest za niska, to wchodzimy. Przy czym warto tu powiedzieć o tym, że ze względu na różną akceptację ryzyka przez różnych ludzi jedni zadowolą się niższym zwrotem (wyższa cena), a inni odwrotnie. Jednak wyższa cena nie idzie w parze ze zwrotami, a właściwie ryzykiem istnienia tych zwrotów. No bo przecież jeden inwestor zaakceptuje grę, w której wchodząc 1 mln zł i stawiając na reszkę wygra 2 mln zł, a drugi zagra w taką grę tylko jeżeli wygrana będzie równa lub większa 5 mln zł.

Jeszcze w kwestii ryzyka poruszmy giełdę i grę na rynkach kapitałowych (np. forex). Pierwsze i najważniejsze ryzyko – ryzyko braku kontroli. Ciężko je wycenić, należy tutaj nie opierać się na liczbach tylko na jakości (np. zarządu, w przypadku inwestycji w akcje). W przypadku forexu możemy opierać się na analizie technicznej i fundamentalnej.  Kolejną rzeczą jest ryzyko innych graczy, na których decyzje nie mamy kompletnie żadnego wpływu. Jeżeli myślimy że jesteśmy mega dobrzy i widzimy z wykresu, że coś ma rosnąć, to bądźmy pewni, że miliony innych osób zajmujących się giełdą także to widzą. Dlaczego jak pojawia się okazja to ceny nie idą w stronę, w którą powinny iść? Czyżby niewidzialna ręka rynku? Jeżeli tak można nazwać połączoną decyzję wszystkich podmiotów, to faktycznie – niewidzialna ręka rynku. Prawda jest taka (o czym mówiłem w poprzednich artykułach, pisząc o Smart Money czy też o stole do gry, przy którym drobnym inwestorom nie sposób usiąść), że to duże kapitały powodują ruchy rynkowe. Bardziej niż na sytuację fundamentalną zaczyna się opłacać śledzenie dużych graczy – myśleć jak oni. Gdybyśmy założyli, że skuteczność gracza wynosi 50%, to nie zarobi on nic. Skuteczność musi wynieść 51% lub więcej. Mało tego, można być skutecznym, ale trzeba być jeszcze odpornym psychicznie. Sprawdźmy to na przykładzie naszej gry (spojrzenie subiektywne, bo te wartości można policzyć, ale na potrzeby bloga przyjmujemy ogólnie):

Akcje pewnej spółki X notowane są po 10zł za papier. Istnieją pewne szanse, dostrzeżone przez inwestora drobnego, wynikające z analizy technicznej oraz przesłanek fundamentalnych, że akcje tej spółki pójdą w górę do kwoty 15zł za sztukę. Na wykresie dziennym ukształtowała się formacja ORGR z zasięgiem na okolice 15-16zł. Fundamenty mówią, że Zarząd negocjuje kontrakt, który zapewni dodatkowe większe przychody i zysk, który zwiększy wartość papieru. Inwestor wchodzi do „gry”, kupując 1000 szt. papieru za 10zł/akcja. Łącznie 10 000zł + prowizja dla biura maklerskiego – załóżmy, że jest pomijalna (jak ktoś jest daytraderem to wcale nie jest pomijalna!). Dla uproszczenia (należałoby tutaj zrobić rozkład ciągły cen i ich prawdopodobieństw) przyjmiemy, że jest możliwość uzyskania dwóch cen – 15zł z szansą 80% i 8zł z szansą 20%. Zysk daje nam +50%, a strata -20% od kapitału. Czy gra taka jest grą dobrą? Zobaczmy na prawie dużych liczb.

1. 100 000 prób, za każdym razem gramy 10 000zł.
2. 20% prób przyniosło stratę, czyli 20 000 x -2000zł = -40 000 000zł straty.
3. 80% prób przyniosło zysk, czyli 80 000 x 5000 = 400 000 000 wpływu.
4. Rezultat to 360 000 000zł, przy angażowaniu 100 000 x 10 000zł kapitału (1 000 000 000), co daje ostateczny rezultat +36% do przodu. (tą wypadkową zakładam, jako wynik podjęcia jednocześnie (a nie po kolei) 100 000 prób – bo wiadomo, dochodzą jeszcze kwestie wartości pieniądza w czasie, etc. etc.).

Powyższy gra jest więc dobra, oczywiście jeżeli posiadamy znacznie więcej środków niż 10 000zł (bo przecież pechowo możemy trafić na serię porażek).

Zmieńmy teraz zasady, bo powyższe to faktycznie okazja. Teraz niech szansa na wzrost wyniesie 60% i będzie to 13zł/akcja, a szansa na spadek wyniesie 40% i będzie to 6zł/akcja.

100 000 prób.
1. 40% przyniosło stratę, a więc 40 000 x -4000 = -160 000 000
2. 70% przyniosło wpływ, a więc 60 000 x 3000 = 180 000 000

Mamy 20 mln do przodu, co z 1 mld zaangażowania daje jedynie 2% na plus (założenie j/w). Czy nie lepiej w tym przypadku nie stresować się i ulokować środki w aktywach bezpiecznych, które dają podobną stopę zwrotu?

Często na giełdzie mamy do czynienia z czymś takim, że „większość” się jednak myli. Ten potencjalny zakup przez wiele wiele małych jednostek może wykorzystać duży gracz do wycofania swoich akcji bez szkody na cenie papieru. W tym przypadku 99 000 inwestorów kupuje za 1000zł akcje podmiotu X, a jeden duży inwestor sprzedaje swoje akcje o wartości 99 000 000zł. I kto się myli ? 99 000 inwestorów, czy ten jeden, który pozbywa się papieru? Pamiętajcie o tym, bo to niestety ale więksi sterują kursami, znajdując odpowiednie momenty do tzw. wysypywania papieru (i nie ma to nawet nic wspólnego z manipulacją, a jedynie szukaniem rozsądnego momentu do pozbycia się akcji).

W kwestii giełdy dochodzą także inne ryzyka – np. to, że w pierwszym okresie akcje mogą faktycznie zniżkować (np. do 8-7zł), a dopiero potem rosnąć. Bardzo rzadko się zdarza, żeby wstrzelić się idealnie w sam dołek czy górkę. Stąd też dochodzi jeszcze ryzyko psychiki inwestora a wraz z tym dwie cechy – chciwość i strach. Także z giełdą to bywa różnie ale prawdą jest, że 85% i więcej osób na niej traci.

Jak widzicie, ryzyko na giełdzie jest istotne. Ja dla czystej rozrywki, a nie dla zysku, podejmuję czasami zakup opcji call lub put na polski wig20 (zależnie od tego co mi wydaje się słuszne z fundamentów czy techniki). Nie jest to żadna rekomendacja żeby uczynić sobie z tego źródło dochodu, dla mnie to jest czysta spekulacja w najwyższej z warstw inwestycyjnego portfela – piątej. Grę widzę następująco: opcje kupuję na tydzień przed wygaśnięciem. Są to najczęściej tzw. opcje out of money. Liczę na znaczący wzrost ich wartości spowodowany nagłym skokiem indeksu w ciągu kilku sesji przed wygaśnięciem opcji – indeks powinien skoczyć o 2% lub więcej. Szansa na to wynosi około 15% (wg mnie, ale nigdy tego nie liczyłem). Zysk to 10-krotność zainwestowanych środków (oczywiście może być i mniej, i więcej, raz udało mi się osiągnąć 30-krotność).

Prześledźmy tą grę, 100 000 prób, 10zł zakład.

1. 85% strat całości kapitału, tj. 85 000 x 10zł = -850 000zł.
2. 15% szans na wygraną, tj. 15 000 x 100zł = 1 500 000zł.

Wynik = 650 000zł, przy wykorzystaniu 1 mln zł. Zwrot wyniósł więc 65%. Żeby moją grę prowadzić, wprowadzam jeszcze jeden czynnik – czynnik zmiany wartości zakładu. Tj. co 3-4 razy gdy wcześniejsze próby zakończyły się fiaskiem zwiększam wartość zakupionych opcji. Jest to jedynie prawdopodobieństwo, i to w najwyższej klasie ryzyka, gra taka może toczyć się tylko i wyłącznie za ułamek wartości całego portfela (wyobrażacie sobie portfel szpilkowy o którym pisałem i włożenie w warstwę 5 wszystkich środków??). Ciekawą obserwacją jaką poczyniłem jest to, że indeksy są w ostatnim tygodniu wygasania mocno „trzymane”, a w praktycznie 80% przypadków w następnym tygodniu po wygaśnięciu indeksy obierają przewidywany przeze mnie kierunek :P. Jedno jest pewne najpewniej :) na giełdzie się nie dorobicie – za duże ryzyko.

 

Na dzisiaj tyle. Napisałem się za ostatni miesiąc ;-). Mam nadzieję że wydałem się zrozumiały. Jest w powyższym dużo teoretyzowania i filozofii, ale warto zastanawiać się, jakie szanse mamy na sukces inwestycji i czy jednorazowa „gra” jest dla nas dobrą opcją, czy nie lepiej znaleźć kilka gier (inwestycji) (ale od siebie całkowicie niezależnych!). Pozdrawiam i życzę udanego długiego wkndu.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *