Sharing economy, wynajem zamiast kupna

Witajcie! Mam natchnienie i chwilę czasu – to piszę. Dzisiaj chciałbym zamieścić krótki wpis motywacyjny, dotyczący tego, czy lepiej kupić, czy może wynająć mieszkanie – pomijając kwestie stricte analizy finansowej. Zapraszam!

W zesżłym tygodniu już po raz trzeci uczestniczyłem w dużej konferencji organizowanej przez CFA Institute, organizację skupiającą bankierów inwestycyjnych i osoby zarządzające ogromnymi sumami aktywów na całym świecie. Konferencja jest naprawdę ciekawa, ponieważ obiektywnie od zarządzających nieraz miliardowymi funduszami można usłyszeć, jakie wizje mają co do kierunków gospodarek i polityki światowej. Na tegorocznej konferencji swojej prelekcji udzielił Mark Faber, bardzo dobrze znany guru inwestycyjny. O samym wykładzie można przeczytać tutaj, natomiast ja chciałbym się skupić na jednej kwestii, którą MF powiedział w nawiązaniu do ludzi młodych.

Pokazał on przykład Wielkiej Brytanii, gdzie zastraszająco szybko spada liczba właścicieli domów, a rośnie liczba ich wynajmujących. Problem dotyczy rozwarstwienia społecznego i zaniku klasy średniej – ci sprytniejsi rozumiejący pracę kapitału zmierzają w granice bogactwa, ci mniej sprytni wręcz przeciwnie – w stronę granicy ubóstwa. Kiedyś mówiono, że 80% bogactwa świata ma 20% ludzi na świecie (zasada Pareto). Obecnie 90% bogactwa świata ma 10%, a niektórzy mówią nawet o 1% (!!!) ludzi na świecie. Może to zbyt ogólne wnioski, ale jak pomyślę sobie o tym, że coraz częściej słychać wspaniałe pomysły związane z sharing economy (ekonomią współdzielenia), o masie pomysłów na najem, a czasem na najem „na spółkę” (nie w sensie podmiotu prawnego, ale w porozumieniu z kilkoma osobami) to zaczyna mi być słabo. Czy nie jest to swego rodzaju sposób, aby biedniejsi także czuli, że coś mają? Zgoda – pomysł fajny, spore oszczędności – ale żeby można było nazwać to oszczędnością, to różnicę należałoby w jakiś sposób gromadzić – tymczasem różnica ta dalej będzie szła na konsumpcję! Ale czy przyczyną powstania tego typu usług nie jest przypadkiem rzeczywisty brak możliwości finansowania przez osoby młode zakupu takich dóbr jak dom, samochód, czy cokolwiek innego? Mniej więcej o tym mówił Mark – z każdym rokiem klasa średnia jest coraz mniejsza, liczba osób klasy niższej się powiększa – aby zniwelować skutki braku środków i „patrzenia na dobra luksusowe przez szybę”, ludzie zaczynają kupować rzeczy na spółkę. Czy zmierzamy w dobrą stronę? Śmiem wątpić. Rozmawiałem dzisiaj z pewną panią po 50. (właścicielka kilku mieszkań w Waw), która mówi, że córka niezamężna i dobrze zarabiająca nie może dostać kredytu na mieszkanie, bo dla banku jest zbyt ryzykowna. Potem myślę sobie o tym, jak zasypywany przez banki centralne rynek (bankowy) przy koszcie kapitału na granicy 0% „sprzedaje” ten kapitał po cenie znacznie droższej. A firmy prywatne, przy tak „tanim” międzybankowym pieniądzu, oferują pożyczki chwilówki z RRSO powyżej nierzadko setek procent! Co najgorsze, ludzie biorą te pożyczki, bo oddanie 600zł za tydzień z pożyczonych 500zł nie robi im różnicy. Halo?? Czy coś tu jest nie tak?

Rynek polski w przeciwieństwie do UK nie jest jeszcze wyeksplorowany z mieszkań. Kiedyś PO oferowało MdM – plusem tego programu było to, że zachęcało do kupna mieszkań. Teraz PiS wymyślił Mieszkanie na wynajem. Oczywiście program skierowany jest do tych biedniejszych. Jak macie możliwość, kupujcie – i wynajmujcie komuś innemu. Rynek najmu jest zachęcający, bo przecież mieszkań na wynajem ogólnie jest niewiele (w porównaniu z własnością). Ale i u nas ta tendencja zmierza ku odwróceniu. Słuchajcie, globalnie nie jest dobrze.

Bądźcie mądrzy – inwestowanie to sztuka. Korzystajcie z pieniędzy dobrze i myślcie o inwestowaniu – nie trwońcie kasy na pierdoły, bo nabijacie kieszenie nie tym co trzeba. Z programu 500+ korzystajcie w celach inwestycyjnych – ale uważajcie na słabo oprocentowane lokaty, bo one nic nie dają. Starajcie się nie wchodzić w wynajem, a kupować swoje własne nieruchomości. Uwierzcie, że jest to duża przyjemność wynajmować komuś, niż samemu być najemcą.

Pozdrawiam.

8 myśli nt. „Sharing economy, wynajem zamiast kupna

  1. Witaj Kapitalisto. Tak na gorąco po przeczytaniu tego artykułu mam kilka spostrzeżeń.
    1. Obserwując trendy które w tej chwili występują, wydaje mi się że ekonomia współdzielenia zrobiła się trochę modna. Rozmawiałem kiedyś z młodą dziewczyną na temat samochodu. Ta dziewczyna stwierdziła, że miała samochód ale nie jest jej potrzebny przez cały czas, tylko okazjonalnie, więc sprzedała ten samochód. Na moje pytanie co będzie jak jednak będzie potrzebowała środek transportu, odpowiedziała, że zawsze jest ktoś kto może jej pożyczyć lub zaoferuje przewóz. Pozostaje otwarte pytanie na ile ekonomia współdzielenia jest efektem mody a na ile koniecznością?
    2. Często młodzi ludzie potrzebują zmienić miejsce zamieszkania „na próbę”. Rozglądną się za pracą w owym miejscu, pomieszkają trochę z innymi współlokatorami, i po pewnym czasie jak się zadomowią i będą wiedzieć że to jest to miejsce gdzie chcą dalej żyć i pracować, to albo podejmują decyzję o kupnie swojego własnego lokum, albo o wynajmie większego mieszkania. Sam mam Pracownika który zaczynał od mieszkania ze współlokatorami, potem wynajął mieszkanie samodzielnie, a teraz rozgląda się za kupnem nowego.
    3. Myślę, że większość ludzi nie ma pojęcia o tym jak inwestować. To wbrew pozorom nie jest proste zadanie. Inwestowanie wymaga treningu tak samo jak wszystkie inne dziedziny działalności gospodarczej. Ale żeby zacząć inwestować czasami potrzebny jest ktoś, kto pokaże jak zrobić ten pierwszy krok, jak się przełamać. Jak zmienić swoje schematy myślenia. Po to żeby chcieć zmienić swoje podejście do myślenia o przyszłości (w końcu inwestowanie to konsumpcja odłożona w czasie) potrzebny jest impuls. A nie ma co się oszukiwać. Większość publikacji takich jak prasa, tygodniki czy gazety codzienne nie namawiają do inwestowania (z wyjątkiem zachęt do inwestycji finansowych). Widać trend wprost przeciwny. Prasa wszelkiego rodzaju raczej zniechęca do inwestowania w nieruchomości pokazując, jak dużo problemów z tym się wiąże.
    Reasumując, bardzo dziękuję, że chce się Tobie poświęcać swój wolny czas i pisać bloga o inwestowaniu, przybliżając trochę czytelnikom bloga trudny świat inwestycji. Ale tak naprawdę ludzi którzy chcą czytać i rozumieć przeczytany tekst nie jest tak dużo. Większość woli przeczytać o tym, że prezydent D…a zjadł ciastko które dostał od D..y. Pozdrawiam. Marek
    Ps. Jeżeli mogę podrzucić temat, to chętnie przeczytałbym o tym w jaki sposób mając pomysł na biznes zacząć go realizować. Tzn jak stworzyć realny biznes plan, jak przeprowadzić badanie rynku, z jakimi kosztami to się wiąże itd. To są rzeczy o których większość ludzi którzy chcą prowadzić własny biznes nie bardzo ma pojęcie.

    • Witaj Marku. Bardzo dziękuję za komentarz. Jak najbardziej należy się zgodzić z Twoimi spostrzeżeniami. Niestety, czasy są takie, że inwestowanie od „zera” nie jest takie proste. Wymaga wysokich umiejętności i finansowych i interpersonalnych – aby od zera móc od kogoś pożyczyć pieniądze na pierwszy biznes i aby ten biznes był legalny uczciwy i opłacalny. Z racji wysokich ryzyk mało osób jest zainteresowanych tworzeniem swojego portfela aktywów, wolą marnować pieniądze na lokatach lub łudzić się „pasywnym inwestowaniem” przekazując dorobek w różnego rodzaju „ambergoldy”. Celem bloga jest stworzenie platformy wymiany kontaktów nie tylko nowych, ale też „starych” przedsiębiorców – konkretnych osób, a nie marzycieli, których w internecie znajdziesz pełno. Jest to cel długoterminowy i jeszcze jest nas tutaj za mało, abym uruchomił prywatne forum do rozmów i budowania partnerstw, będącego swego rodzaju „networkingiem”. Z miesiąca na miesiąc przybywa ktoś konkretny z pytaniami i własną historią. Mam nadzieję, że również zostaniesz na dłużej. Dzięki za propozycję tematu. Będę miał to na uwadze przy następnych wpisach. Pozdrawiam!

      • Kapitalisto,

        Apel do Cię :)

        Rozumiem, że inwestorów jest mało i że przybywa ich powoli, ale miej na uwadze, że przy tak małej liczbie osób lepiej by było wystartować z jakimś networkingiem już wcześniej. Inwestorów nigdy nie będzie „dużo”, zwłaszcza w kraju gdzie brak jest tradycji inwestycyjnej przekazywanej z ojca na syna.

        Po drugie, jeżeli zmieni się Twoja sytuacja rodzinna to zamiast networkingować będziesz zmieniał pieluchy, więc siłą rzeczy tych kontaktów pozostanie mniej: będziesz miał mniej czasu, będziesz widział się z węższym gronem osób. Trzeba się spotykać póki jesteśmy młodzi :)

        Mając na uwadze powyższe, zachęcam do jakiejś formy „kawy inwestycyjnej” na mieście, póki jeszcze nie jesteśmy za bardzo zabiegani. Poznajmy się teraz, zrobimy biznes za dwa lata, why not.

        Pozdrawiam,

  2. Mi się sharing economy kojarzy nieco z czymś innym, bardziej na przykład z jadezabiore :) co do mieszkań, moja znajoma brała kredyt na mieszkanie, wynajmuje je cały czas, za to spłaca ten kredyt, niedługo zamierza znowu zrobić cos takiego. Kredyty spłacą się jej same poprzez to, ze komuś to wynajmuje, a zysk będzie mieć z tego później cały czas. Inwestując w ten sposób możemy się na prawdę dobrze zabezpieczyć finansowo na przyszłość.

      • Całe szczęście :-) w takim razie życzę sukcesów i liczę, że gdy zrobi się luźnej to podzieli się Pan kolejnymi doświadczeniami. Co do sharing economy to z moich obserwacji oraz jak słusznie zostało zauważone tyczy się to ludzi młodych. W moim odczuciu oprócz oszczędności to również daje elastyczność. Bo wynajmując pokój, a nie całe mieszkanie duzo łatwiej je po prostu zmienić(często 1 miesiąc wypowiedzenia). Co do samochodu to z autopsji mogę powiedzieć – dużo młodych ludzi przenosi się do dużych miast, gdzie komunikacja miejska pozwala sprawnie się przemieszczać, a „rynek” wspólnych przejazdów pomiędzy miastowych działa sprawnie, więc kupno samochodu można odłożyć co pozwala zaoszczędzić sporo na życiowy rozruch.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *