Spółka kontraktem terminowym lub opcją

Cześć. W dzisiejszym artykule opiszę Wam podejście inwestorskie do zakładanych podmiotów i pokażę, że przy prawidłowym zaplanowaniu ryzyka można swoją spółkę wykorzystywać do wysoce ryzykownych przedsięwzięć bez obaw o uszczerbek na już zgromadzonym majątku.

Już to wyjaśniałem, ale przypomnijmy. Kontrakt terminowy jest specjalnym rodzajem derywatu, instrumentu pochodnego – czyli instrumentu zależnego od notowań innego papieru wartościowego. Derywaty charakteryzują się dźwignią finansową i są wysoce niebezpiecznymi(ryzykownymi) narzędziami wykorzystywanymi do zakładania zleceń arbitrażowych, spekulacji, gry międzybankowej. Ponieważ kontrakty mogą być zawierane na podstawie instrumentu bazowego jakim jest indeks giełdowy, stopa procentowa, akcja, inne kontrakty(!) i cały szereg przeróżnych instrumentów, najprościej będzie opisać kontrakt terminowy jako zakład między dwoma stronami, że w pewnym momencie w przyszłości instrument bazowy będzie wyżej lub niżej od pułapu ustalonego z chwili, kiedy zakład został zawarty. Przykład z Wig20 – indeks notowany jest na poziomie 2400 pkt. Zawieramy zakład na kontrakcie futures wig20 obstawiając wzrosty (pozycja długa, kupujemy kontrakt). Każdy 1 pkt wyżej 2400 to dla nas zarobek 10zł. Każdy punkt niżej to 10zł straty. Żeby zawrzeć kontrakt, trzeba mieć około 1800zł, które jest swego rodzaju depozytem (nie opłatą!), z którego pobiera się lub do którego dopłaca się wynagrodzenie za poprawnie bądź niepoprawnie zajętą pozycję. Kontrakt na wig20 jest ustabilizowany, jednakże zdarzają się sytuacje (inne instrumenty), gdzie powiedzmy zmiana w ciągu dnia będzie wynosić 250pkt na naszą niekorzyść. Daje nam to 2500zł straty, czyli do 1800zł będziemy musieli dołożyć jeszcze 700zł – mamy dług wobec domu maklerskiego, który tymczasowo pokryje nasze straty. 700zł to niedużo, gorzej jak inwestujemy w np. 100 kontraktów. 70 000 zł jest już zdobyć ciężej. Generalnie opisując kontrakt terminowy można powiedzieć, że możemy na nim zarobić nieograniczone zyski lub ponieść nieograniczone straty. Odpowiadasz całym swoim majątkiem nawet, gdy chcesz „grać” tylko 1800zł. Może się zdarzyć, że będziesz musiał dopłacać.

Opcja – jest specyficznym instrumentem, który po części przypomina kontrakt, bo też jest lewarowana, ale ma pewną istotną zaletę: dzięki niej możemy ograniczyć ryzyko. Np. kupując opcję na wzrost indeksu (analogicznie jakbyśmy zakładali kontrakt na wzrost), mamy możliwość nieograniczonego zysku i jednocześnie, w razie „W”, ograniczonej straty. Jak to możliwe? Ano tak, że osoba, od której taką opcję kupujemy, godzi się na poniesienie pełnego ryzyka pod warunkiem, że zapłacimy jej pewną premię pieniężną na starcie. Potem już nic nas nie interesuje. W kontrakcie opłaty nie ma(pomijając dom maklerski, ale to jest opłata rzędu 6zł), w opcji jest. I tak, jakbyśmy zawierali kontrakt na wzrost indeksu z 2400pkt wzwyż (przy wartości indeksu z chwili zawierania kontraktu w okolicach 2400pkt), za opcję będziemy musieli zapłacić około 1000zł (powiedzmy, bo cena opcji jest podatna na różnorakie czynniki, odsyłam do literatury). Jeżeli w dniu wygaśnięcia cena opcji będzie w granicach 2500 pkt i wyżej, to zarobimy – bowiem za każdy punkt dostajemy 10zł, czyli 100pkt(2400+100=2500) to 1000zł (zwraca nam się opłata) i każdy punkt dalej to zysk. Jeżeli natomiast będziemy mieć indeks poniżej 2400, to nie mamy żadnej nieograniczonej straty na opcji – jedynie przepada nam premia, czyli cena za jaką kontrakt kupiliśmy. Między 2400 a 2500pkt indeksowych nasza strata będzie proporcjonalnie mniejsza. Np. przy poziomie indeksu z dnia wygaśnięcia opcji 2465pkt, na opcji zarabiamy 65x10zł = 650zł. Ponieważ zapłaciliśmy za opcję 1000zł, nasza strata wyniesie 350zł.

Jeżeli nie jest to jasne, odsyłam do fachowej literatury lub tutaj.

Są osoby gotowe zapłacić za opcję po to, aby nie ponosić ryzyka związanego z całkowitą odpowiedzialnością pieniężną za kontrakt. Jak wiecie, ja giełdy nie lubię :), ale dlaczego o niej piszę? Rynek giełdowy jest bardzo ciekawym miejscem, skąd można czerpać różnorodne doświadczenia i przekładać je na życie codzienne. Przykładem takiego wykorzystania giełdy jest właśnie porównanie inwestycji do opcji lub kontraktu.

O ile na giełdzie wiele standardów zostało wprowadzonych i rzadko zdarza się, żeby depozyt na kontrakt terminowy całkowicie zniknął (depozyty są na tyle wysokie, że przy dużych ruchach jest wystarczający margines bezpieczeństwa, a na Forex dom maklerski sam natychmiastowo zamyka pozycję po zmniejszeniu do depozytu marginalnego – ale wypadki chodzą po ludziach), o tyle w życiu codziennym ryzyko utraty dorobku życia jest bardzo duże. Np. wtedy, kiedy ktoś po przeczytaniu mojego bloga postanowi zarobić 100% rocznie całkowicie lewarując się kredytem w banku, zastawiając dom i samochód. Uwierzcie, że ludzi, którzy chcieliby mieć firmę, jest bardzo dużo. Ludzi, którzy ją założyli jest sporo. A ludzi, którzy „stracili” życie i zdrowie borykając się z komornikami ganiającymi za długi wobec ZUS, US, banków i kontrahentów jest jeszcze więcej.

Inwestycja to ryzyko. Ale inwestycja kusi, bo przynosi ponadprzeciętne zyski. Nikt na lokatach się nie dorobił i to już wiemy.

Znam przypadek spółki, nad którą kiedyś pracowałem, chciałem wykupić część biznesu od syndyka – spółka w początkowej fazie zajmowała się budową gazociągów dużych ciśnień. Szło jej na tyle dobrze, że w końcu rozpoczęli produkcję komponentów dla tej branży. Rentowność była całkiem całkiem, posiadali duże zapasy gotówki, więc zaczęli handlować nieruchomościami, zajęli się branżą deweloperską, zaczęli kupować po irracjonalnych cenach konkurencyjne spółki – wszystko bez ładu i składu. Ta ekspresyjna polityka doprowadziła do znaczącego spadku rentowności i ostatecznie do ujemnych przepływów. Te z kolei doprowadziły do ujemnych kapitałów własnych i ogłoszenia upadłości. Obecnie spółka ma 10 mln zł w aktywach (budynki, maszyny) i 90 mln złotych zobowiązań. Na bruk poszło ponad 100 osób. Prezes na pewno będzie miał kłopoty. Ale udziałowcy już nie – ponosili odpowiedzialność tylko do wysokości wkładu własnego, bo jaki szaleniec porwałby się na zbudowanie tak ogromnego przedsiębiorstwa przy pomocy zwykłej działalności gospodarczej albo spółki cywilnej, jawnej?? A mimo to znam takich, co mając obroty na poziomie 90 mln złotych nadal mają działalność jednoosobową :D.

I właśnie ci ostatni pokazują, jak zamiast opcji wybrać kontrakt terminowy. Totalnym szaleństwem jest robienie biznesu bez ograniczania swojej odpowiedzialności. Pamiętajcie, że to, co mówią w mediach, że łatwo jest założyć działalność gospodarczą, to jest prawda – ale nie mówią Wam, że odpowiadacie głową za to, co budujecie. Nie macie tutaj opłaty za „opcję” bezpieczeństwa.

Natomiast zakładając spółkę z o.o. (przykładowo), odpowiadacie tylko do wysokości wkładów własnych. Oczywiście „płacicie” za tą opcję tym, że macie więcej obowiązków (pełna księgowość, sprawozdania, itp.). Ale to jest NIC w porównaniu z bezpieczeństwem jakie macie. W wąskim zakresie opisywałem problem w artykule O Kredytach Firmowych. Opisałem w nim problemy, z jakimi może spotkać się przedsiębiorca jeżeli źle rozegra swoje finansowanie – np. mając sp. z o.o. i myśląc, że jest bezpieczny, poręczy kredyt wraz ze spółką (częsta praktyka banków!!). Wtedy jak nie ze spółki, to bank ściągnie z niego swoje wierzytelności. I nadal nasz biznes jest kontraktem, a nie opcją. Dokładnie czytajcie co podpisujecie z poziomu zarządu, bo błędy mogą być opłakane w skutkach. Pamiętajcie: mając spółkę, to spółka zaciąga zobowiązania, a nie zarząd. Zarząd jedynie reprezentuje spółkę. Nie dajcie się nabrać na numery z wekslem – na wekslu ma być spółka, a nie zarząd. Zarząd jedynie podpisuje dokument jako reprezentant (spółka rąk nie ma).

Profesjonalni inwestorzy, którzy prowadzą kilka biznesów, czy jednorazowych przedsięwzięć, starają się je całkowicie separować. Żeby potknięcie się w jednym interesie nie powodowało zawirowań w drugim. Zobaczcie np. spółki deweloperskie – obejrzyjcie ich strukturę. Do każdego, ale to każdego przedsięwzięcia jest powołany oddzielny podmiot. Biznes jest tak nieoczekiwany, że może zdarzyć się wszystko. Spółki deweloperskie nie dość, że separują ryzyko, to jeszcze optymalizują podatkowo – np. powołując spółki pośredniczące, nierzadko fundusze inwestycyjne zamknięte, do obsługi kapitałowej spółek córek (oszczędności ogromne na podatkach).

Jeżeli widzicie kogoś, kto prowadzi działalność w formie działalności gospodarczej, to znaczy że macie do czynienia z laikiem biznesowym. Gość zarabia, może ma łeb do działalności, którą prowadzi, ale na prawdziwym biznesie się nie zna. Jedno potknięcie, a takie przychodzą zazwyczaj niespodziewanie, i zostaje goły i wesoły. Myślicie „jakie potknięcie?” – takich jest mnóstwo – i nie zawsze są one zależne od osoby prowadzącej biznes. Najlepszym przykładem jest tragedia podwykonawców na autostradach – gdzie liczyli na miliony, a w ostatecznym rozrachunku otrzymali siwe włosy, bo wyłożył się DSS (czy Covec). Kolejną rzeczą są długoterminowe umowy z wynajmującymi na czas określony. Podpisujesz umowę najmu lokalu na 6 lat, bo w pierwszych dwóch latach szło Ci wyśmienicie, a za rok dwa zmienia się całkowicie rynek, wyrasta konkurencja, obroty Ci siadają, a mimo wszystko jeszcze przez 4 lata będziesz wykładał kasę na czynsz. I nie mam tutaj na myśli 500-600zł miesięcznie, tylko np. 20-30 000zł za lokal. W ciągu 4 lat nazbiera się tego ponad 1 mln złotych. I teraz przypadek w drugą stronę – podpisałeś umowę najmu na czas nieokreślony, z możliwością wypowiedzenia. Interes szedł świetnie, zaciągnąłeś kredyty, a wynajmujący wypowiada Ci umowę z zamiarem otworzenia podobnego biznesu w tym miejscu. Miałeś stałych klientów, teraz najpewniej zostaną przejęci przez konkurenta. Musisz umowy konsultować z dobrym prawnikiem, a także samemu myśleć nad możliwymi ryzykami.

Po co tak ryzykować? Niech ryzykuje tylko spółka. Niech spółka zaciąga zobowiązania, niech spółka łączy nici cashflow dostawców i odbiorców, niech spółka ponosi całkowitą odpowiedzialność za biznes. Wykorzystaj tą opcję i zabezpiecz swoje ryzyko.

Ja i mój partner biznesowy mamy zamiar zrobić bardzo ciekawą inwestycję, która powinna nam dać 100% w ciągu roku(teoretycznie nieograniczony zwrot, ale że jest zabezpieczenie to do jego wartości odniosłem wartość procentową). Jest ona jednak ryzykowna. Bank z grupy Czarneckiego, nie będę pokazywał palcem który, chciał nam wcisnąć kredyt z pełną odpowiedzialnością: „może Panowie założycie spółkę jawną i wtedy bez problemu obniżymy Wam oprocentowanie o 2 punkty”. Super! no i co z tego, jeżeli biznes się nie uda to będę musiał Wam całość spłacać. „Nie, Panie Doradco, ja mogę mieć dwa punkty wyżej, ale bez własnej odpowiedzialności – zabezpieczcie się na jednej z moich nieruchomości”. Tak też mam nadzieję się stanie. Nasz wkład do spółki to będzie hipoteka na nieruchomości – zabezpieczenie rzeczowe a nie osobiste! Spółka za uzyskane pieniądze zakupi pewne rzeczy i będzie musiała je sprzedać w ciągu roku. Na transakcję nie wyłożymy ani grosza. Bank ją sfinansuje. Dlatego to, czy weźmie dwa punkty procentowe więcej czy mniej nie za bardzo mnie interesuje. W razie „W” stracę tylko grunt – a bank będzie musiał go licytować za 3/4 LTV, a nie 1/2 czy mniej. Biorąc pod uwagę, że zakupiłem działkę okazyjnie za 1/4 wartości, jestem w pełni zabezpieczony. Jeżeli cokolwiek się stanie jestem gotów zapłacić nawet odsetki karne (16%! rocznie) a i tak wyjdę na plus. Bank z resztą też.

Jednocześnie swoją nieruchomość zabezpieczoną hipotecznie wystawiam na sprzedaż za 80-90% LTV. Jest to pewna okazja, jeżeli znajdzie się kupiec to upiekę dwie pieczenie na jednym ogniu – spółka przestanie mieć zobowiązanie, a ja będę do przodu o kilkadziesiąt procent tego, co włożyłem.

Oczywiście biznesplan musi się spiąć. Tylko, że w takim przypadku można wyróżnić dwa biznesplany – pierwszy to biznesplan spółki, a drugi biznesplan inwestora. Zawsze ten drugi jest ważniejszy, bo w tym drugim liczysz swój majątek. Biznesplan spółki też jest ważny, ale to jest jedynie opcja. Albo wzrośnie i zarobimy, albo spadnie i nie stracimy. Oczywiście szukamy tylko dobrych opcji dających jak największe szanse na wzrost.

Traktuj spółkę jako opcję na zarobek. Nie rób z działalności kontraktu. Podniesienie się po porażce jest bardzo ciężkie. Lepiej podnosić się tylko w części psychicznej, niż w częściach psychicznej i finansowej.

 

Pozdrawiam.

 

 

2 myśli nt. „Spółka kontraktem terminowym lub opcją

  1. Jeśli można to chciałbym zasugerować temat wpisu, o optymalizacjach podatkowych w spółka holdingowych oraz z użyciem funduszy inwestycyjnych zamkniętych. Temat bardzo ciekawy, a warto żeby wszyscy wiedzieli że nie zawsze jest się skazanym na grabienie przez skarbówkę (zasadniczo struktury dla poważnych graczy).
    Ludzie też powinni wiedzieć jak te wielkie firmy nie płacą podatków.

    P.S. Gratuje bloga świetne wpisy, czytam z przyjemnością.

    • Dzięki za sugestie. Możliwe, że gdybym kierował bloga do profesjonalistów tak bym wpis zatytułował. Nie jednak o podatki chodzi, ale o bezpieczeństwo, szukam więc prostych słów które wyjaśnią jak to działa. FIZy pewnie, że tak, ale czytelnicy (jeszcze) mogą nie wiedzieć z czym to się je – poza tym chcąc utrzymać FIZ i korzystać z jego możliwości optymalizacji trzeba mieć skalę dochodów na poziomie kilku milionów złotych rocznie (ze względu na koszty utrzymania), a to jak sądzę jest dopiero następnym etapem moich czytelników :). W pierwszej kolejności trzeba pokazać, że działalność gospodarcza jest zła do prowadzenia biznesu i po co tworzy się spółki ;). Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *