Zabawy z giełdą – inwestowanie w papiery wartościowe (art.7)

Zapewne nieraz widziałeś artykuły ministerstwa skarbu państwa o kolejnej prywatyzacji jakiejś państwowej spółki. „Akcjonariat obywatelski” – tak to się nazywa. Spółki JSW, GPW, Tauron, itd. – zakup akcje, inwestuj w polskie firmy. Inwestuj w akcje.

 

Idziesz do banku i już na dzień dobry gdy widzą, że masz wolne środki, będą próbować coś Ci sprzedać. A to lokatę, a to polisolokatę, a to fundusz strukturyzowany, albo jednostki uczestnictwa w jakimś jeszcze innym funduszu. Większość z produktów oferowanych przez banki opiera się na transakcjach związanych z rynkiem kapitałowym – np. rynkiem akcji, obligacji. Nie należy rynku kapitałowego mylić z rynkiem pieniężnym – mimo, że wiele osób może sądzić, że kapitał i pieniądz to to samo. Rynek pieniężny to rynek w pewnym sensie pożyczkowy – np. transakcje repo i rewerse repo, dotyczące szybkiego spieniężania pewnych aktywów (np. bonów skarbowych) w zamian za środki gotówkowe z opcją ich odkupienia w przyszłości. Czyli de facto pewien lombard – pewne środki pieniężne w zamian za pewne aktywa pod zastaw. Omówię to może innym razem.

Skupmy się na rynku kapitałowym, a dokładnie na inwestycji w akcje dostępne na parkiecie giełdowym. Po co spółka idzie na giełdę? Spółka idzie na giełdę po to, aby pozyskać kapitał potrzebny na inwestycje – właściciele mają niedużo środków(wszystko poinwestowali), widzą przyszłość swojej firmy, ale kredytu w banku nie dostaną lub nie chcą go otrzymać. Idą więc na giełdę, sprzedając część swojej spółki inwestorom giełdowym. Właściciele firmy mogą też iść na giełdę, żeby sprzedać swoją firmę. Zebranie pieniędzy od prywatnych inwestorów jest pracą trudną i mozolną, wymagającą niebagatelnej cierpliwości, chyba, że ma się KONTAKTY(mailuj do mnie w celu inwestowania lub jeżeli szukasz środków na rozwój swojej działalności). Właściciele biznesu, przedsiębiorcy, decydują się więc na prostszą drogę – jeżeli „sprzedadzą” swój pomysł rozwoju firmie inwestycyjnej, za jej pomocą wchodzą na parkiet. Przykładowo, masz z żoną 100% akcji spółki produkującej tapety. Macie spore rynki zbytu, zainwestowaliście w przedsięwzięcie 20 mln PLN, zarabiacie 10% rocznie od tej kwoty. Wiecie jednak, że wejście na rynki zagraniczne pozwoli Wam zarabiać dalej 10% rocznie, tylko potrzebujecie kapitału. Sami nie dacie rady zainwestować większej kwoty, a bank Wam nie pożyczy – poza tym, spłacając pożyczkę z banku musicie liczyć się z kosztami i obniżeniem zdolności kredytowej, ryzykiem niewypłacalności etc. Sprzedając akcje sprzedajecie inny rodzaj „finansowania” spółki – sprzedajecie akcje za kapitał, którego nie musicie spłacać. Wyliczmy ile możecie zyskać – wskaźnik cena/wartość księgowa dla spółek z Waszego sektora wynosi 5. Oczywiście jest to bardzo uproszczone liczenie, bankowość inwestycyjna stosuje zaawansowane metody wyliczania kwoty, jaką są gotowi zapłacić inwestorzy za Twoją firmę. Wskażnik C/WK = 5 mówi, że swoją firmę, przy 20 mln zaangażowanego kapitału, możesz sprzedać za 100 mln. Ładnie, prawda? I wyobraź sobie, że potrzebujesz 40 mln złotych. Jak je szybko zdobyć? Twoje 20 mln PLN dzieli się na 1 mln akcji o wartości 20zł za sztukę. Wycena 1 akcji wynosi przy C/WK 5 -> 100zł. Żeby dostać 40 mln złotych, potrzebujesz „wydrukować” dodatkowe 400 000 akcji – bowiem inwestorzy kupią je po 100zł za sztukę – mimo, że w księgach wartość nominalna wynosić będzie 400 000 x 20zł = 8 000 000 PLN. Tak więc, Twoja firma ma 1,4 mln akcji. Ty, emitując i sprzedając 0,4 mln sztuk za 40 mln PLN, nadal masz 71% udziałów w spółce, a firma jest już 3x większa! Naprawdę pięknie. Równie dobrze zamiast drukować nowe akcje możesz sprzedać część swoich (bo nie szukasz nowych środków na rozwój, ale część biznesu chcesz sprzedać) – tym sposobem za 400 000 akcji otrzymujesz 40 mln PLN. Zostaje Ci jeszcze 600 000 sztuk. W ten sposób, inwestując 20 mln PLN, dostajesz 40 mln PLN i masz jeszcze akcje o wartości 60 mln PLN. Stąd się biorą giełdowe fortuny. Z inżynierii finansowej, a nie ciułania na giełdzie – bo na giełdach zarabiają rekiny, nie płotki. W ten sposób pomnożyłeś majątek niemalże bez ciężkiej pracy. Szczególnym rynkiem wykorzystującym możliwość „łatwego” zarobku jest rynek NewConnect. Jeżeli przyjżycie się większości wykresów giełdowych spółek małego parkietu okaże się, że są to wykresy ciągle spadające – bo inwestorzy kupowali po C/WK = 20, a C/WK spada i spada i dochodzi do 1 albo niżej. Pamiętajcie – właściciele już dawno zarobili – oni zarobili w momencie wejścia na giełdę. Wtedy transakcja była zawierana. Każda następna owszem, może być zawierana z właścicielami, ale zwykle jest to tzw. przewalanie papieru z rąk do rąk inwestorów indywidualnych.

OK. Są jednak ludzie, którzy nie będąc właścicielami zarabiają na giełdach. Np. słynny inwestor Warren Buffet. Jego biznes to kupno zwykle już istniejących na giełdzie akcji spółek. Na czym więc on zarabia? Warren Buffet szuka spółek, które bardzo mocno analizuje (lub robi to za niego grupa doradców) i stwierdza, czy spółka jest dowartościowana, czy niedowartościowana. Czasami jest to jakaś paniczna wyprzedaż (właśnie w czasie bess), wtedy szuka się okazji. Buffet ocenia, jak będzie wyglądać taka spółka za np. 2-3 lata, kiedy wszyscy już ochłoną i znowu zaczną szukać miejsc do lokowania pieniędzy – jest to potrzebne, żeby sprzedać akcje – nowy kapitał odkupi od niego akcje po znacznie wyższych cenach. Czy taka spółka będzie zarabiać, jakie będą rynki zbytu, jak będzie wyglądać jej finansowanie, kadra zarządzająca itd. Jeżeli z dużą pewnością może stwierdzić, że tak właśnie będzie – wchodzi w nią, kupując akcje od będących w panice inwestorów. Potem tylko czeka na wzrost cen i kontroluje swoją inwestycję, czy wszystko idzie zgodnie z planem.

Jest bardzo, ale to bardzo duża różnica między inwestowaniem na prawdziwej giełdzie a „graniem” w tzw. wirtualnych giełdach. Dużo firm inwestycyjnych zachęca do rozpoczęcia swojej przygody z giełdą na tzw. kontach DEMO, gdzie obraca się wirtualną gotówką. Okazuje się to nawet dość proste. Jednak rzeczywiste lokowanie środków jest czymś zupełnie innym – i nie mówię tutaj o ogromnym stresie towarzyszącym podczas inwestowania realnych środków. Firmy inwestycyjne nie lubią tego mówić publicznie. Chodzi o płynność akcji. W kontach demo płynność jest nieskończona. Zdefiniujmy sobie słowo płynność (moja własna wersja) – płynność jest to zdolność do sprzedaży bądź zakupu danej klasy aktywów przy zachowaniu stabilnej ceny i czasu sprzedaży. Co to znaczy? Im niższa płynność, tym trudniej sprzedać/kupić dane aktywo po stabilnej cenie. Złóżmy, że mamy 4 nieruchomości gruntowe warte po 10 zł każda. Jeżeli chcesz je sprzedać bardzo szybko może okazać się, że nie znajdziesz na nie kupca. Będziesz musiał zdestabilizować cenę sprzedaży (np. zejść na 4-5zł) żeby zainteresować swoją ofertą rynek. Dla kogoś, kto ma pieniądze będzie to gratka, bo odkupi od Ciebie nieruchomości i sam wystawi jest po 10zł za sztukę, a może i drożej, i będzie czekał na kupującego, któremu będzie zależało właśnie na nich.

Teraz zamień słowo ‚nieruchomość’ na słowo ‚akcja’. Wyobraź sobie, że na kontach demo jest fikcyjny rynek, w którym jest nieskończenie wiele kupujących i sprzedających, a to znaczy, że nie ważne, czy masz 4, 10, 10000000 akcji, i tak sprzedasz je po 10zł. I to jest demo. A prawdziwe życie jest jak przykład z nieruchomością. Czasami kupisz akcje, ale ich sprzedaż będzie niekorzystna. Wchodząc na giełdę, zapoznasz się z urządzeniem „drabinki cenowej”. Jest to kolejka kupujących i sprzedających po określonej cenie.

Jak widać powyżej, lewa strona to kupujący, prawa to sprzedający. Widzimy, że 37 kontraktów ktoś chce sprzedać po 2767 pkt, 92 kontrakty po 2766. A kupujący są gotowi kupić po 2762 (93 kontrakty). Cena realna znajduje się na styku kupujących ze sprzedającymi, w tym przypadku transakcja może zostać wykonana przez sprzedającego po 2762, a przez kupującego po 2763. Ostatnia transakcja wyróżniona jest na grubo (2762). Załóżmy, że chcesz kupić 300szt. papieru. Twój zakup na koncie demo wyniesie 300×2763 x 10zł (mnożnik kontraktowy) = 8 289 000zł, tyle samo sprzedaż. W realnym świecie byłoby tak: kupujesz 300szt.:

Płacisz 2763x 10zł za 126 kontraktów. Potem 2764x10zł za 114 kontraktów. Jeszcze tylko 60sztuk. 2765x10zł za 41sztuk i 19sztuk po 2766x10zł (łącznie 8 291 530zł). I to jest istota płynności. Na prawdziwym rynku nie kupisz wszystkiego po jednej cenie. Im więcej chcesz kupić (i szybciej) tym będzie drożej. Im szybciej chcesz sprzedać, tym sprzedaż taniej. Prawo popytu i podaży. Dodaj do tego prowizję domu maklerskiego.

Jeżeli jesteś długoterminowcem, powyższe nie będzie miało dla Ciebie większego znaczenia. Jeżeli jesteś traderem, jest to bardzo istotny czynnik Twojego dochodu. Przy tak zwanym „skalpowaniu”, bardzo szybkim kupnie i sprzedaży, nierzadko prowizja, którą płaciłem domom maklerskim za swoje zlecenia była równa mojemu zarobkowi. Ty jesteś wystawiony na ryzyko, dom nie. Ty zarabiasz 5 000zł dziennie za szybkie zlecenia K-S, a oni tyle samo na prowizji.

Kupowanie żeby kupować, bez strategii, jest równie skuteczne co powierzanie środków Amber Gold. Coś można zarobić, ale wiele można stracić. Nie w tym rzecz – inwestycja na giełdzie nie polega na wchodzeniu chybił trafił w akcje dowolnej spółki. Najwygodniej zacząć swoją przygodę z giełdą rozglądając się po rynku, okolicy. Jaka branża rozwija się najszybciej. Kiedyś lata świetności miały firmy internetowe, potem firmy deweloperskie, potem banki, potem firmy windykacyjne. Każda branża ma okres swojej świetności. Może masz w okolicy producenta soków? A może pracujesz w jakiejś giełdowej spółce? Im bliżej firmy jesteś, tym więcej informacji uzyskasz – od pracowników, z lokalnych gazet. Muszę powiedzieć Ci jednak smutną prawdę – w dobie komputerów, wielkich centrów finansowych i armii doradców inwestycyjnych Ty, jako osoba początkująca, jesteś skazany na pozycję straconą. To jest pewne kasyno – tak jak pisałem w jednym z pierwszych postów, jesteś za daleko od stołu, przy którym toczy się gra. Ciężko określić, kto wygra, a kto przegra daną partię.

Dlatego najwygodniej dopchać się do stołu budując najpierw własną spółkę, którą potem możesz wejść na giełdę. Możesz zacząć od NewConnect – ten rynek nie jest duży, możesz dla swojej firmy szukać kwot rzędu 1-3 mln PLN. Od czegoś trzeba zacząć. Potem pójdzie już z górki.

Spółki wchodzą na giełdę, bo potrzebują Twoich pieniędzy na rozwój. Ty dostajesz akcje i najczęściej Twoja przygoda z firmą się kończy. Reszta to handel akcjami z innymi uczestnikami rynku. Jeżeli bardzo dobrze przeanalizujesz spółkę i okaże się, że ma ona szanse na rozwój, że jej wycena jest odpowiednia, to masz ogromną szansę, kupując taką spółkę, na niezły zarobek. Musisz jednakże trzymać rękę na pulsie, czytać informacje branżowe, dowiadywać się jak rozwija się Twoja spółka. A przede wszystkim musisz trzymać nerwy na wodzy, ponieważ ruchy na giełdzie są w górę i w dół – często przez kogoś, kto po prostu musi się akcji pozbyć bez względu na ich przyszłość (przykład z nieruchomościami). Tak było z nagłą przeceną akcji gdy Tusk podjął decyzję o OFE, parę dni później po spadkach nie było śladu. Na koncie demo rynek w ogóle by nie zareagował – nie byłoby takich spadków. Wyczekuj na podobną przecenę. Niech inni wysypują swoje akcje. Jeżeli znasz daną spółkę i w nią wierzysz, skupuj. Inwestując odpowiednie środki może staniesz się istotnym akcjonariuszem? A dzięki temu będziesz miał już realny wpływ na funkcjonowanie spółek i robienie z nich pieniędzy.

Puenta: giełda jest dla Ciebie, kiedy:

– szukasz środków dla swojej firmy.

– chcesz rozpocząć skupowanie akcji w celu przejęcia firmy lub wzięcia ją pod kontrolę

– kiedy masz informacje na temat pewnych ruchów akcji (w górę lub w dół)

– kiedy masz przeanalizowaną spółkę, a jakiś panikarz sprzedawał i zaniżył kurs

Giełda nie jest dla Ciebie, gdy:

– myślisz, że zakup akcji to zysk

– myślisz, że mając 2% akcji spółki cokolwiek od Ciebie zależy

– myślisz, że jesteś mądrzejszy niż rynek

– myślisz, że jesteś inwestorem, a nie wiesz co znaczy beta akcji, model gordona, koszt kapitału czy zdyskontowane przepływy pieniężne

 

To tyle jak na pierwszy dłuższy artykuł o giełdzie. Teraz test wiedzy. 3 spółki giełdowe, ta sama branża i ten sam rating, szanse rozwoju. Średnia C/WK wynosi 2,34. Szykuje się IPO czwartej spółki, ta sama branża i podobne szanse rozwoju. Suma bilanowa wynosi 10 mln PLN. Zobowiązania wynoszą 5 mln. Sprzedaż 10 000 000 akcji, ze 100 000 000 sztuk wszystkich (90 mln zostaje u właścicieli). Cena emisyjna za jedną akcję wynosi 14 groszy. Czy opłaca Ci się kupić takie akcje?

Pozdrawiam.

8 myśli nt. „Zabawy z giełdą – inwestowanie w papiery wartościowe (art.7)

  1. Odpowiem na pytanie testowe :)

    Zdecydowanie nie opłaca się kupić takiej spółki ale to z przyczyny nie opisanej przez kolegę – istnieje niestety KSH i ustawa o obrocie a w nich zawarte śliczne przepisy o wymuszonych wykupach / dematerializacji. Jeśli spółka ma potencjał to inwestor przesiedzi na dupie i jak ma szczęście i minimum uczciwości ze strony zarządzających to trochę na tym zarobi jak nie to zrobią odpis obniżając WK odpowiednio nastąpi dematerializacja i wykup przymuszony po wartości księgowej a wszystko zgodnie z prawem ze względu, że główni udziałowcy mają ponad 80% i ze spółką mogą robić co chcą :)

    • Piotrze masz rację, że aspekty prawne niekoniecznie są korzystne dla małych akcjonariuszy. Zwykle tak niestety jest, że mniejszościowy jest poszkodowany, dlatego uważam, ze giełda nie jest zabawą dla płotek. Masz rację co do możliwości zorganizowania takiego manewru który opisujesz (aczkolwiek nie wiem, jak bardzo taki zabieg byłby analizowany przez KNF/prokuraturę – operacje inżynieryjne są często dość mocno nagłaśniane). No i oczywiście z wielu przypadków z życia wziętych wynika, że mniejszościowi są robieni na szaro – trzeba dobrze przeanalizować udział większościowych akcjonariuszy w prawach na WZA, ze szczególnym uwzględnieniem akcji uprzywilejowanych lub niemych. ;-). W zadaniu myślałem bardziej o rozwiązaniu typowo porównawczym, czy wycena akcji na takim poziomie jest okazją czy nie :D, pomijając KSH.
      Dzięki serdeczne za odpowiedź. :)

  2. C/WK = cena akcji/(wartość księgowa/liczba akcji)
    =0,14/(5mln/10mln) = 0,14/0,5=0,28

    Akcje spółki są niedowartościowane. Z tych informacji wynika, że opłaca się kupić akcje spółki i trzymać w dłuższym terminie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *