Złe inwestycje

Cześć. Zastanawiałem się nad moim ostatnim wpisem i stwierdziłem, że poszerzę go o kilka przemyśleń na temat złych gier(inwestycji), w które część z Was możliwe że gra, bądź grała. Zapraszam do czytania.

Nawiązując do mojego ostatniego artykułu mam nadzieję, że dostrzegliście realne zagrożenia które wiążą się z inwestycjami – nie zawsze dobra inwestycja jest dobra, ponieważ jej ryzyko może być dla nas nie do zaakceptowania (zagraj o cały swój majątek z szansą na wygraną 95%, a możesz majątek podwoić, lub cały stracić). Generalnie ludzie boją się ryzyka, stąd też jest dużo okazji(mających dobrą wartość oczekiwaną(zysk/rentowność oczekiwaną), których większość osób boi się podjąć (np. 15% szans na zarobek 10-krotny, czy 5% szans na zarobek 100-krotny). Oczywiście dopiero w momencie kiedy inwestujemy wystarczająco często zadziała prawo wielkich liczb.

Pewnie stwierdzicie, że trochę już marudzę, ale jeszcze raz chciałbym wrócić do giełdy i ryzyka związanego z handlem akcjami (przedsiębiorstw, w których jesteśmy udziałowcem/akcjonariuszem mniejszościowym). Wątek kieruję do tych, którzy grają na giełdzie (w sumie dobra nazwa: nie inwestować, a grać :) ). Odpowiedzcie sobie szczerze na 2 pytania: czym gracie (akcje, obligacje, kontrakty, opcje) i czy przeszliście już pełny cykl giełdowy (całą hossę i całą bessę) – musielibyście zaczynać w latach 2003-2004 do 2010, lub 2007-2008 do dzisiaj. Sprawdźcie stan portfeli i odpowiedzcie sobie na pytanie: ile zyskaliście?

Ten, kto nie przeszedł całego cyklu nie będzie wiedział w czym rzecz. Ale jeżeli koniecznie chce się dowiedzieć, niech sprawdzi na mniejszych pieniążkach (patrząc do swoich możliwości).

Akcje – akcje działają bez lewarowania(no chyba, że kredytowane) i wynik na grze akcjami możecie zobaczyć dopiero w momencie przejścia całego cyklu hossa-bessa. Jeżeli zakupiliście akcje 3, 4, 5 lat temu – nie będziecie mieć punktu odniesienia. Jest często podawany przykład ekonomiczny szczęśliwego koguta, którego farmer dokarmia i dokarmia – kogut każdego dnia rośnie i rośnie i jest szczęśliwy i wdzięczny farmerowi, że ten pozwala mu tak rosnąć i czuć się sytym. Oczywiście pewnego dnia farmer zabija koguta. Pytanie jest takie: kto jest farmerem, a kto kogutem? Dowie się ten, kto przeżyje pełny cykl.

Kontrakty i opcje są instrumentem jeszcze bardziej skomplikowanym i nie potrzeba tam pełnego cyklu, bo zarabia się w dwie strony – na wzrostach i na spadkach, a odpowiednio wysoki lewar powoduje, że nawet niewielkie 4-5% spadki/wzrost dla gracza kontraktowego to tak jak spadek 40-50%.

Za każdym razem można sprawdzić, czy jest się farmerem, czy kogutem. Niektórzy mają coś takiego, że próbują tłumaczyć swoją przegraną odpowiednią niewiedzą, dokształcają się i grają dalej, z ciągłym identycznym skutkiem. Mając bardzo wysoki poziom wiedzy tłumaczą się przed sobą, że to wina psychiki – walki dwóch cech, strachu i chciwości. Zaczynają tworzyć dzienniki tradowania. Prawda jest taka, że szansa na sukces, bez pewnego poziomu kontroli któregokolwiek z czynników (wolumen, cena, itp.) jest zawsze taka sama. I tak właśnie większość może oscylować w okolicach 45-50% skuteczności (tak ma większość), bardzo dobrzy inwestorzy mogą mieć poziom 60-70%. Przy czym zaznaczyć należy, co znaczy skuteczność 70% dobrego inwestora. Ktoś powiedział, że dobry inwestor ma 5 trafów udanych, 3 błędne a na 2 nie zarabia ani nie traci.

Sprawdźmy co to znaczy dla 100 000 transakcji, po 100zł każda. Niech będzie, że traf daje zwrot 30%, strata daje stratę 30%.

50 000 x 30zł = 1 500 000zł
20 000 x 0zł = 0zł
10 000 x -30zł = -300 000zł

Zysk = 1 200 000zł Obrót: 100 000 x 100 = 10 000 000zł. W sumie daje nam to wypadkową 12% zwrotu, a nie 30%.

Problem zaczyna się podczas bessy, kiedy praktycznie każda transakcja zaczyna generować stratę. Chęć nadrobienia straty powoduje, że inwestor, który był całkiem niezły w czasie hossy, zaczyna tracić głowę, robi się nerwowy, zaczyna czuć stres. Nie wiem, czy komukolwiek jest to potrzebne. Opisuję tutaj swoje doświadczenia, ponieważ nieskromnie mogę powiedzieć, że byłem dobrym inwestorem. Do czasu, kiedy miałem pewną złą passę. Od tamtej pory giełda, a właściwie opcje, które opisywałem w ostatnim artykule, znajdują się w warstwie 5 i są bardziej rozrywką niż poważnym zarobkiem.

Przemyślcie sobie powyższe. Dopóki nie macie wpływu na INFORMACJĘ (co jest bardzo często nielegalne) to ciężko będzie być lepszym niż reszta.

 

Pozdrawiam

6 myśli nt. „Złe inwestycje

  1. Zapominasz o bardzo ważnej rzeczy jaką jest dywidenda. Jest to zysk między 2-10 % . Bo niech w w tych transakcjach ( pomijam już day trading) in plus natrafi na dywidendę 4-7 % ( średnio na jeża) to już nie wychodzi 12 % tylko 15-17%. Wiem, szału nie robi, jednak lepsze to niż nic. Piszę o akcjach bo na pozostałych się nie znam. Poza tym nie zgodzę się z Tobą odnośnie potrzeby przejścia ( sprawdzenia się ) cyklu hossa- bessa. Po co?

    • Wzrost wartości akcji to jedno, dywidenda to drugie. Niestety ucięcie dywidendy zawsze odbija się na tąpnięciu ceny akcji o wartość dywidendy, ponieważ dywidenda wypłacana jest z zysków osiągniętych przez spółkę zarachowanych do kapitałów własnych, odzwierciedlających wartość akcji. Ucięcie 10% z wartości dywidendy to strata na posiadanej akcji w wysokości 10% (teoretycznie). W praktyce ze względu na różne terminy ustalania dywidendy i jej wypłaty nie jest to oczywiste, ponieważ jest już dyskontowane. Nie wpływa to jednak na statystykę i ostateczny wynik. Jeżeli inwestujesz na giełdzie w akcje i nie przeszedłeś cyklu hossa-bessa, tak jak napisałem możesz nie czuć jeszcze „bluesa”. Jeżeli przeszedłeś cały cykl i miałeś wynik dodatni i akceptowalny (stopa zwrotu powyżej 10% rocznie) to jesteś jednym z tych wyjątkowych traderów, którym udaje się zarabiać na giełdzie.

      • Nadal nie rozumiem po co przechodzić cykl hossa – bessa . Nawet dziecko wie, że jak leje się krew podczas bessy należy albo kupować, albo uciekać w inne rzeczy które, są jeszcze przed hossą. Co do zwrotu to mam większy niż podałeś tylko dlatego, że wszedłem w waluty podczas spadków akcji, które sprzedałem z zyskiem i znowu wszedłem w akcje. Jeśli ktoś się ogranicza tylko do akcji to na pewno cykl h-b jest ważny.
        Ale masz rację nie „czuję blusa” , ale czy jest mi to potrzebne ?

        • Nawet dziecko wie, że kiedy jest bessa należy kupować, albo uciekać – wobec tego co wybrać, bo opisałeś 66% możliwych przypadków. Jeżeli nie miałeś okazji przejść całego h-b, to znaczy, że nie miałeś okazji spotkać się ze zdarzeniem Czarnego Łabędzia. Jest to sytuacja, w której na pewno wiedziałbyś jak postąpić, ale dopiero PO jej zaistnieniu. Dlatego też możesz mówić o dowolnych strategiach jakie mogą pojawić się podczas hossy i bessy, ale to, jak się zachowasz, zostanie ocenione dopiero potem. Znam wiele osób, które przy tąpnięciu akcji o 20-25% dokupiły papier myśląc, że będzie niezłe odbicie. Owszem było, kilkanaście procent w górę i potem dalej zjeżdżalnia. Ludzie potracili dorobki życia. Wszystko jest proste, dopóki nas nie ma w podobnej sytuacji. O jakim spadku akcji mówisz i w jakie waluty wszedłeś? Jaki przedział czasu? Bloga obserwuje wiele osób, które chciałyby zagrać na giełdzie i pytają mnie dlaczego im to odradzam. Spróbuj pokazać nam w jakim momencie zdecydowałeś się zamienić akcje na forex i dlaczego tak właśnie postąpiłeś (dlaczego waluta, a nie np. złoto?). Jeżeli Twoja strategia jest dobra, chętnie sam ją przetestuję. Jaki zwrot roczny osiągnąłeś? A jaki od początku inwestowania (podaj proszę przedział)? Pozdrawiam.

  2. Śmieszą mnie te nazwy. Nie wiem czy Czarny Łabędź czy może Niebieski. Nie wiem nawet co to jest 😛 Jestem ignorantem jeśli chodzi o nazwy i nie zapycham sobie głowy jakimiś głupotami. Co do przypadku opisanego przez Ciebie to ZAWSZE JEST RYZYKO. Dlatego ja co roku odcinam „tłuszczyk” czyli nadwyżkę i zostawiam cały czas taką samą kwotę. Co do walut w jakie wszedłem to NIGDZIE nie pisałem o FX i trzymam się od tego z daleka. Miałem na myśli fizyczną walutę. Kupiłem USD ( 3 PLN) I RUB na początku roku. USD włożyłem na lokatę 6 miesięcy i sprzedałem po kursie 3,91 . To samo z rublem. Procenty możesz sobie wyliczyć sam. Oczywiście do tego dochodzi podatek, ale i tak uważam, że zysk jest wart wypełniania jednego pita więcej. Dlaczego nie złoto ? Bo jest trudno zbywalne – mówię tutaj o fizycznym, nie kontrakcie.
    „Jeżeli Twoja strategia jest dobra, chętnie sam ją przetestuję”
    (ironia mode) WOW jaki zaszczyt na mnie spadł (/ironia mode). Tą „strategie” wymyśliłem mając do czynienia po raz pierwszy z kantorami. Wiadomo nie zawsze jest tak pięknie, ale i tak to lepsze niż lokata.
    Nie powiem Ci jaki wynosi zwrot bo „pieniądze lubią ciszę”

    • Odpowiadając na wiadomość że coś „nie doszło” – wszystko doszło. Twój komentarz został zakwalifikowany do spamu, biorąc pod uwagę sposób wyrażania emocji ;). Cóż – generalnie nie wierzę, że na giełdzie zarabiasz. Nie prezentujesz wysokiego poziomu wypowiedzi, bardziej trolling. Uważam, że strategii nie masz – jeżeli faktycznie miałeś farta trafić na dobrą transakcję, najpewniej w następnej wszystko stracisz bądź straciłeś. Życzę udanych inwestycji w przyszłości.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *